„To ma być świąteczny stół?” — drwiła teściowa, wyśmiewając tanie serwetki i domowe jedzenie, lecz chwilę później cała rodzina zrozumiała, że właśnie straciła coś znacznie cenniejszego niż uroczysty obiad

Kolacja była wspaniała.

Mięso okazało się miękkie i rozpływało się w ustach. Ziemniaki rozdzielały się pod naciskiem widelca, a cierpka nalewka przyjemnie rozgrzewała gardło.

Wanda nigdzie się nie spieszyła.

Jadła powoli, delektując się każdym kęsem i niezwykłą ciszą, która wreszcie zapanowała w mieszkaniu.

Po obiedzie zaparzyła mocną herbatę i z przyjemnością zjadła duży kawałek jeszcze ciepłego ciasta z jajkiem i szczypiorkiem.

Pozostałe mięso, ziemniaki i pierogi przełożyła do pojemników.

Następnego dnia zabierze wszystko do laboratorium i poczęstuje koleżanki oraz kolegów.

Zawsze szczerze chwalili jej wypieki. Z pewnością znowu poproszą o przepis i będą pytać, jak udaje jej się uzyskać tak delikatne ciasto.

Minęły trzy dni.

We wtorek, podczas przerwy obiadowej, zadzwonił telefon Wandy.

Na wyświetlaczu pojawiło się imię syna.

Marek.

Nie podniosła telefonu od razu.

Spokojnie dopiła herbatę, odstawiła kubek na stół i dopiero mniej więcej po piątym sygnale odebrała.

— Cześć, mamo — odezwał się Marek.

Jego głos był napięty. Słychać w nim było zakłopotanie, ale także znajome rozdrażnienie, jakby matka znowu była mu coś winna.

— Rozmawialiśmy z Kasią… W weekend trzeba pojechać na działkę. Ziemniaki już czas sadzić, bo zaraz będzie za późno. Pojedziesz z nami swoim samochodem? I jeszcze jedno… To mięso już całe zjadłaś, czy coś zostało? Moglibyśmy wieczorem podjechać i zabrać.

Wanda wyjrzała przez okno laboratorium.

Na nagrzanym słońcem chodniku przed przychodnią podskakiwały małe sikorki.

Na twarzy kobiety pojawił się ledwie widoczny uśmiech.

— Ziemniaki posadzicie teraz sami, synku. Z działki możecie korzystać w całości. Swoją część przepiszę, żeby później nie było żadnych nieporozumień. A jeśli chodzi o mięso, wczoraj poczęstowałam nim współpracowników. To prości ludzie, nieskomplikowani. Nie gardzą ani „karmą dla kotów”, ani biednym stołem. A wy zamówcie sobie porządną dostawę z restauracji. Przecież przywykliście już do nowoczesnego i wystawnego menu.

Wanda zakończyła rozmowę, odłożyła telefon ekranem do dołu i ponownie otworzyła laboratoryjny dziennik.

Po raz pierwszy od wielu lat nie bolała jej głowa.

Przed nią był wolny weekend.

I po raz pierwszy od bardzo dawna nikt poza nią samą nie zaplanował, jak ma go spędzić.