— Wcale nie łatwo — odparła Katarzyna. — Kiedy byłam w twoim wieku, też nie wiedziałam, jak potoczy się moje życie. Podejmowałam jednak każdą uczciwą pracę, którą mogłam dostać, bo mieszkanie i jedzenie nie opłacały się same.
Natalia milczała.
— Możesz nas odwiedzać — ciągnęła Katarzyna. — Tylko wcześniej zadzwoń. Zapytaj, czy nam pasuje. Możemy razem zjeść kolację albo napić się herbaty. Nie chcę się z tobą kłócić.
— Ale klucza mi nie oddacie?
— Nie.
Natalia uśmiechnęła się blado przez łzy.
— Rozumiem.
Odwróciła się i wyszła.
Przez następne trzy tygodnie nie pojawiła się pod ich drzwiami. Marek martwił się i kilka razy do niej dzwonił. Katarzyna mu tego nie zabraniała.
Pewnego wieczoru sama powiedziała:
— Zadzwoń do Natalii.
— Myślisz, że powinienem?
— Oczywiście.
— Nadal jesteś na nią zła?
Na twarzy Katarzyny pojawił się zmęczony uśmiech.
— Nie jestem na nią zła. Po prostu nie zamierzam wracać do tego, co było wcześniej.
Marek usiadł obok niej.
— Przepraszam.
— Za co?
Przez chwilę szukał właściwych słów.
— Za to, że tak bardzo bałem się zranić siostrę, iż przestałem widzieć, że ranię ciebie.
Katarzyna nic nie odpowiedziała. Oparła tylko głowę na jego ramieniu.
Mniej więcej po miesiącu Natalia sama zadzwoniła.
— Kasiu…
— Cześć.
— Będziecie jutro wieczorem w domu?
Katarzyna mimowolnie się uśmiechnęła. Wcześniej Natalia prawie nigdy o to nie pytała.
— Po osiemnastej.
— Mogę wpaść?
— Jasne.
Następnego dnia Natalia przyszła z niewielkim tortem.
— Przyniosłam coś do herbaty.
Marek spojrzał na nią zaskoczony.
— Sama kupiłaś?
— Nie, ukradłam — burknęła, lecz po chwili się uśmiechnęła. — Oczywiście, że kupiłam.
Podczas kolacji opowiedziała, że znalazła pracę jako pomoc projektanta w małej drukarni.
— Na razie nie zarabiam szczególnie dużo — przyznała Natalia. — Za to muszę wstawać o siódmej.
— Tragedia — zażartował Marek.
— Nawet nie wiesz, jaka. Już dwa razy chciałam wszystko rzucić.
Wszyscy troje się roześmiali.
Później, przed wyjściem, Natalia zatrzymała się przy drzwiach.
— Kasiu.
— Tak?
— Wtedy byłam na ciebie strasznie zła.
— Wiem.
— Wydawało mi się, że próbujesz odsunąć mnie od Marka.
Katarzyna słuchała bez przerywania. Natalia spuściła wzrok.
— Potem coś do mnie dotarło. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio sama kupiłam proszek do prania. Przecież cały czas brałam wasz.
Katarzyna uśmiechnęła się lekko.
— A teraz kupujesz?
— Tak. Ser też. Kawę również. Nawet papier toaletowy.
— Witaj w dorosłym życiu.
— Okropne miejsce — zaśmiała się Natalia.
Założyła buty, pożegnała się i wyszła. Marek zamknął drzwi, po czym odruchowo sprawdził nowy zamek. Katarzyna zauważyła ten gest.
— I jak?
— Solidny.
— Też tak uważam.
Marek objął żonę.
— Twój klucz i mój. Tylko dwa.
— Dokładnie.
Kroki Natalii stopniowo ucichły na klatce schodowej. W kuchni zostały trzy filiżanki, kilka okruszków tortu i ciepłe światło lampy nad stołem.
Katarzyna patrzyła na ten obraz i pomyślała, że odmówienie bliskiej osobie nie zawsze oznacza odrzucenie jej.
Czasem oznacza jedynie zaprzestanie robienia za nią tego, z czym od dawna powinna radzić sobie sama. A jednocześnie przypomina, że dobroć nie wymaga niekończącego się poświęcania własnego spokoju.
Mieszkanie pozostało takie samo.
Zmieniło się tylko jedno: w tym domu znów były drzwi, do których należało najpierw zapukać.
