W każdy piątek mój wuj zapraszał mnie na kolację tylko we dwoje. Ojciec był przekonany, że mężczyzna knuje coś strasznego, lecz gdy podczas naszego ostatniego spotkania otworzyły się drzwi, wszyscy zamarli…

Wszystko zaczęło się od telefonu, którego zupełnie się nie spodziewałam.

Miałam wtedy dwadzieścia dwa lata i nadal mieszkałam z rodzicami. Antoni był starszym bratem mojej mamy. Skończył sześćdziesiąt pięć lat, żył samotnie i od dawna trzymał się z dala od naszej rodziny. Widzieliśmy go właściwie tylko przy okazji świąt, urodzin albo pogrzebów.

Dlatego tamtego środowego wieczoru bardzo się zdziwiłam, kiedy zadzwonił i powiedział:

— Zosiu, chciałbym zaprosić cię w piątek na kolację.

— Tylko mnie?

Przez chwilę po drugiej stronie panowała cisza.

— Tak. Tylko ciebie.

Jego głos zabrzmiał tak poważnie, że poczułam niepokój. Mimo to się zgodziłam.

Kiedy przekazałam rodzicom, że wuj Antoni chce się ze mną spotkać, mama uśmiechnęła się delikatnie.

— Może po prostu postanowił lepiej cię poznać.

Mój ojciec Marek zareagował zupełnie inaczej. Natychmiast spoważniał i spojrzał na mnie z podejrzliwością.

— Dlaczego akurat ty? Przez tyle lat prawie się z nim nie kontaktowaliśmy.

— Tato, on jest przecież moim wujem.

— To jeszcze o niczym nie świadczy.

W piątek Antoni zabrał mnie do eleganckiej restauracji w centrum miasta. Od samego początku zachowywał się nerwowo. Co chwilę zerkał na zegarek, a z talerza niemal niczego nie tknął. Zamiast zwyczajnej rozmowy zaczął zadawać mi pytania, które coraz bardziej mnie niepokoiły.

— Twój ojciec ostatnio szybciej się męczy?

— Ma zadyszkę, kiedy wchodzi po schodach?

— Pilnuje wszystkich leków, które przepisali mu lekarze?

Zacisnęłam dłonie na serwetce.

— Dlaczego wypytujesz mnie o jego zdrowie?

Antoni odwrócił wzrok.

— Chcę tylko wiedzieć, jak się wszyscy czujecie.

Gdy pod koniec wieczoru mieliśmy się rozstać, poprosił mnie, żebym nie opowiadała ojcu o szczegółach naszej rozmowy.

— Marek może źle to zrozumieć — powiedział cicho. — To jeszcze nie jest odpowiedni moment.

Nie spodobały mi się te słowa. Brzmiały tak, jakby za jego zachowaniem kryło się coś znacznie poważniejszego.

Po powrocie do domu zobaczyłam ojca czekającego w salonie.

— Czego chciał twój wuj?

— Niczego szczególnego. Rozmawialiśmy.

Marek długo patrzył mi w oczy. Wiedział, że nie powiedziałam mu wszystkiego.

Tydzień później Antoni zadzwonił ponownie.

Znowu zaprosił mnie do tej samej restauracji i poprosił o zajęcie przy tamtym samym, ustronnym stoliku. Ponownie zaczął pytać o zdrowie mojego ojca. Tym razem chciał wiedzieć również, czy w ostatnich miesiącach Marek trafiał do szpitala.

Kiedy wróciłam do domu, ojciec ledwie panował nad gniewem.

— To już drugi raz, kiedy zaprasza cię gdzieś samą. Co tu się dzieje?

— Naprawdę nie wiem.

— Zosiu, mówię całkiem poważnie. Nie znasz tego człowieka tak dobrze, jak ci się wydaje.

Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że wiele lat wcześniej Marek i Antoni pokłócili się w sposób, który na zawsze zmienił ich relację. Nikt nie chciał wyjaśnić mi, o co dokładnie poszło. Mama powiedziała jedynie, że obaj byli zbyt dumni, by zrobić pierwszy krok i poprosić o przebaczenie.

Jednak po twarzy ojca widziałam, że prawda musiała być o wiele trudniejsza.

Po naszej trzeciej piątkowej kolacji Marek zaczął mnie obserwować. Pewnego wieczoru zauważyłam jego samochód zaparkowany kilka ulic dalej, niedaleko restauracji.

Kiedy wspomniałam o tym Antoniemu, nagle bardzo pobladł.

— Następnym razem przyprowadź go ze sobą.

— Przecież wcześniej nalegałeś, żebym przychodziła sama.

— W przyszły piątek wszystko się skończy.

— Co dokładnie ma się skończyć?

Wuj spojrzał na mnie tak, jakby próbował podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu.

Co wydarzyło się później, przeczytajcie w komentarzach.

— To, co zacząłem przygotowywać kilka miesięcy temu.

Tej nocy prawie nie zmrużyłam oka.

Następnego ranka ojciec znalazł w mojej torbie niewielką teczkę. Antoni musiał zostawić ją u mnie przez przypadek. Na okładce widniała nazwa szpitala, a w środku znajdowała się lista rozmaitych badań medycznych.

Twarz Marka w jednej chwili stężała.

— On każe ci przechodzić jakieś badania?

— Nie! Pierwszy raz widzę tę teczkę.

Ojciec natychmiast sięgnął po telefon i zadzwonił do Antoniego.

— Jeśli planujesz coś przeciwko mojej córce, przysięgam, że nigdy ci tego nie wybaczę.

Antoni odpowiedział tylko jednym zdaniem:

— Przyjedźcie w piątek razem do restauracji. Potem możesz już nigdy więcej się do mnie nie odzywać.

W piątkowy wieczór pojechaliśmy tam wszyscy. Przez całą drogę ojciec nie powiedział ani słowa. Mama siedziała obok mnie i mocno ściskała moją dłoń.

Tym razem kelner nie zaprowadził nas do zwykłego stolika. Otworzył przed nami drzwi do niewielkiej, zamkniętej sali.

Marek zrobił zaledwie kilka kroków i nagle stanął jak wryty.

W środku, oprócz Antoniego, czekały jeszcze trzy osoby: mężczyzna w eleganckim garniturze, kobieta w białym lekarskim fartuchu oraz ordynator szpitala, w którym kilka miesięcy wcześniej leczono mojego ojca.

Marek zbladł.

— Co to wszystko znaczy?

Chirurg podszedł do niego spokojnie.

— Panie Marku, na prośbę pańskiego brata Antoniego przez ostatnie dwa miesiące przeprowadziliśmy wszystkie konieczne badania.