W środku nocy odebrała telefon z kieszeni męża — następnego dnia miała podpisać dokumenty, które mogły odebrać jej dom i całe dotychczasowe życie

— Jeśli nie wyjdziesz, porozmawiamy przy twoich pracownikach.

— Nie rób tego. Wyjdę.

Joanna czekała przy wejściu dla personelu.

Kiedy zobaczyła Magdalenę, od razu zrozumiała, że wszystko się wydało.

Magdalena wyjęła drugi telefon męża.

— Rozpoznajesz go?

Joanna momentalnie pobladła.

— Skąd go masz?

— Z kieszeni Piotra.

— Wejdźmy do środka.

— Nie. Najpierw odpowiesz mi na pytanie. Dlaczego dzwoniłaś do mojego męża o wpół do trzeciej w nocy?

— Magda…

— I dlaczego powiedziałaś, że jutro podpiszę dokumenty?

Joanna nerwowo rozejrzała się po parkingu.

— Źle to zrozumiałaś.

— W takim razie wyjaśnij mi hotel.

Twarz Joanny stężała.

— Oglądałaś zdjęcia?

— Oglądałam kobietę w koszuli mojego męża.

Joanna spuściła wzrok.

— Od kiedy?

— Co?

— Nie każ mi tego powtarzać.

Przez kilka sekund kuzynka milczała.

— Od listopada.

Magdalena poczuła, że coś w niej ostatecznie pękło.

Właśnie od listopada niemal codziennie jeździła do ojca Piotra, który dochodził do siebie po operacji.

Kupowała mu leki.

Gotowała obiady.

Woziła pranie.

A Piotr w tym czasie twierdził, że „pracuje do późna”.

— Czyli kiedy ja pomagałam jego ojcu, on przyjeżdżał do ciebie?

— To nie wyglądało tak, jak myślisz.

— Oczywiście. Takie rzeczy nigdy nie dzieją się przecież naprawdę.

— Przyjechał naprawić piec. Miałam fatalny dzień. Płakałam. Został…

— Do rana?

Joanna zacisnęła zęby.

— Tak.

Magdalena powoli skinęła głową.

— Teraz pieniądze.

— Musiałyśmy ratować piekarnię.

— Musiałyśmy?

— Ja i Piotr.

Te dwa słowa zabolały bardziej niż samo przyznanie się do romansu.

„Ja i Piotr”.

Mieli już własne „my”.

Wspólne plany.

Wspólne pieniądze.

I najwyraźniej także plan na mieszkanie Magdaleny.

Weszły do małego pomieszczenia na zapleczu.

Joanna rzuciła na stół teczkę z umowami.

— Proszę! Zobacz sama! Mam zaległości za wynajem. Raty za sprzęt. Dostawcy domagają się zapłaty. Jeśli do piątku nie ureguluję długu, właściciel odbierze mi lokal.

— Więc uznaliście, że najlepiej zastawić moje mieszkanie.

— Mieszkanie należy do was obojga.

— Dlatego chcieliście najpierw zdobyć pieniądze, a dopiero później opowiedzieć mi o waszym związku?

Joanna odwróciła wzrok.

To wystarczyło za całą odpowiedź.

— Kiedy Piotr zamierzał odejść?

— Po podpisaniu umowy kredytowej.

Magdalena powoli usiadła na krześle.

— Po tym, jak złożę podpis?

— Nie chciał zostawić cię bez pieniędzy.

Magdalena roześmiała się krótko.

— Jakież to szlachetne.

— Nie szydź ze mnie.

— Bierzecie kredyt pod mieszkanie, połowę pieniędzy przelewacie tobie, a potem Piotr odchodzi do ciebie. I nazywacie to „niezostawieniem mnie bez pieniędzy”?

Joanna poczerwieniała.

— Całe życie zachowujesz się, jakbyś była od wszystkich mądrzejsza!

— Co to ma do rzeczy?

— Zawsze mną dyrygowałaś! Pamiętasz tamtą rodzinną kolację, kiedy poprosiłam cię o pożyczkę?

Magdalena pamiętała.

Joanna chciała wtedy pożyczyć dużą sumę na rozwinięcie działalności.

Magdalena odmówiła.

Powiedziała też przy rodzinie, że kuzynka zbyt łatwo rzuca się na nowe pomysły, nie sprawdzając wcześniej ryzyka.

— Zrobiłaś ze mnie idiotkę przy wszystkich!

— Więc postanowiłaś przespać się z moim mężem?

— To wydarzyło się później!

— Dziękuję. Od razu poczułam się lepiej.

Joanna odwróciła się do niej plecami.

— Piotr mówił, że z tobą nie da się żyć. Że wszystko kontrolujesz.

— To zabawne. Dzisiaj wy chciałyście kontrolować los mojego mieszkania, nawet mnie o to nie pytając.

Magdalena wstała.

— Widzimy się w banku.

Piotr czekał już pod gabinetem doradcy kredytowego.

Gdy zobaczył żonę, jego wzrok natychmiast powędrował do jej torebki.

Magdalena to zauważyła.

— Szukasz telefonu?

Piotr wyraźnie pobladł.

— Gdzie byłaś?

— U Joanny.

Powoli wypuścił powietrze.

Nie zapytał, po co tam pojechała.

Nie udawał nawet zdziwienia.

— Wszystko ci powiedziała?

— A co dokładnie miała mi powiedzieć? O hotelu? O piekarni? Czy o mieszkaniu, które zamierzaliście wynająć, kiedy już podpiszę zastaw?

— To nie jest miejsce na taką rozmowę.

— A gdzie jest, Piotr?

Spróbował ująć ją za rękę.

Magdalena cofnęła dłoń.

— Spałeś z moją kuzynką?

Piotr spojrzał w bok.

— Nasze małżeństwo od dawna nie wyglądało tak jak kiedyś…

— Zadałam ci proste pytanie.

Zapadła cisza.

— Tak.

W tej samej chwili otworzyły się drzwi gabinetu.

— Zapraszam państwa — powiedziała z uśmiechem pracownica banku. — Dokumenty są już przygotowane.

Magdalena weszła pierwsza.

Na biurku leżała umowa, a przy miejscach przeznaczonych na podpisy przyklejono żółte karteczki.

— Najpierw przygotujemy zgodę na ustanowienie zabezpieczenia…

— Nie przygotujemy — przerwała jej Magdalena.

Doradczyni podniosła wzrok.

— Słucham?

— Nie wyrażam zgody. Do żadnej transakcji nie dojdzie.

Piotr pochylił się w jej stronę.

— Zdajesz sobie sprawę, co robisz?

— Pierwszy raz od bardzo dawna doskonale.

— Joanna straci firmę.

— A ja miałam stracić mieszkanie?

— Nikt nie zamierzał pozbawiać cię dachu nad głową!

— Chcieliście je sprzedać za rok.

Piotr zamilkł.

Pracownica banku ostrożnie zebrała dokumenty.

Wtedy drzwi gwałtownie się otworzyły i do środka wbiegła Joanna.