Poranek po weselu pachniał świeżymi kwiatami, drogimi perfumami i kawą, która zdążyła już wystygnąć. Słońce przeciskało się przez ciężkie zasłony hotelowego pokoju, rysując na ścianach i podłodze szerokie, złote smugi. Na krześle leżała zasłona zdjęta poprzedniego dnia, a obok stały niedomknięte walizki.
Zofia siedziała na brzegu łóżka i patrzyła na Michała. Spał spokojnie, z twarzą tak łagodną, że trudno było uwierzyć, iż jeszcze wczoraj wypowiedział przy niej słowa przysięgi. Za kilka godzin mieli ruszyć w podróż poślubną, o której rozmawiali i marzyli od wielu miesięcy.
Nagle telefon na szafce nocnej zaczął wibrować.
Zofia natychmiast sięgnęła po aparat, żeby nie obudzić męża. Na ekranie pojawił się nieznany numer stacjonarny. Wyszła na balkon i dopiero wtedy odebrała.
— Słucham?
— Pani Zofio Nowak? Dzień dobry. Nazywam się Teresa Kowalska, dzwonię z urzędu stanu cywilnego, w którym wczoraj zarejestrowano pani małżeństwo — odezwała się kobieta oficjalnym tonem. — Musimy pilnie spotkać się z państwem w sprawie dokumentacji.
Zofii ścisnęło się serce.
— Co się stało?
— Podczas sprawdzania danych znaleźliśmy poważną rozbieżność w rejestrach. Pani obecność jest konieczna możliwie najszybciej.
— Ale dzisiaj wyjeżdżamy. Czy nie można zająć się tym po naszym powrocie?
— Niestety nie. I mam jeszcze jedną prośbę. Proszę przyjść sama. Niech pani na razie nie mówi o tej rozmowie Michałowi.
Ostatnie zdanie zabrzmiało znacznie bardziej niepokojąco niż cała reszta.
— Dlaczego?
— Wszystko wyjaśnię na miejscu.
Połączenie zostało przerwane.
Zofia przez dłuższą chwilę stała bez ruchu, próbując uporządkować usłyszane słowa. Im dłużej je analizowała, tym mocniej narastało w niej poczucie zagrożenia.
Kiedy wróciła do pokoju, Michał już nie spał.
— Dzień dobry, żono — powiedział z uśmiechem.
To jedno słowo zamiast ją uspokoić, jeszcze bardziej ją przytłoczyło.
— Muszę na chwilę wyjść — oznajmiła, starając się, by głos nie zdradzał zdenerwowania. — Pojawił się pilny problem w pracy. Zarząd potrzebuje mojego podpisu na kilku dokumentach.
— Dzisiaj? Dzień po ślubie?
— Tak. Podobno wszystko potrwa bardzo krótko.
— W takim razie pojadę z tobą.
— Nie ma potrzeby. Szybko załatwię sprawę i wrócę.
Po kilkunastu minutach taksówka zatrzymała się przed dobrze znanym budynkiem.
Jeszcze wczoraj Zofia wchodziła tu wśród muzyki, śmiechu i gratulacji gości. Dziś przeszła przez boczne wejście, czując w żołądku ciężar, który niemal przypominał fizyczny ból.
Korytarze były prawie puste.
W pokoju numer dwanaście czekała na nią kobieta w średnim wieku. Trzymała pod pachą grubą teczkę.
— Proszę wejść. Jestem Teresa Kowalska.
Zofia usiadła naprzeciwko niej.
— Proszę mi powiedzieć, co się dzieje.
Urzędniczka przez kilka sekund milczała, jakby szukała odpowiednich słów. Potem otworzyła teczkę.
— Po zarejestrowaniu małżeństwa system automatycznie porównuje dane z innymi państwowymi bazami.
— I co wykazała ta kontrola?
— Znaleziono wcześniejszy, nadal ważny akt małżeństwa dotyczący pani męża.
Zofia nie od razu zrozumiała sens tego zdania.
— Słucham?
— Dzisiejszej nocy otrzymaliśmy potwierdzenie, że Michał Nowak pozostaje formalnie w związku małżeńskim z inną kobietą.
Pokój nagle wydał jej się niestabilny, jakby podłoga zaczęła delikatnie falować.
— To niemożliwe.
Teresa przesunęła w jej stronę kopię dokumentu.
— My również liczyliśmy, że to pomyłka. Dlatego poprosiliśmy panią o osobiste przybycie.
Zofia spojrzała na kartkę i poczuła, jak zamiera jej oddech.
Data zawarcia małżeństwa.
Nazwisko.
Imię kobiety.
Wszystko wyglądało oficjalnie, prawdziwie i przerażająco jednoznacznie.
— Może system się pomylił?
— Najpierw właśnie to sprawdziliśmy. Niestety dane potwierdzają różne rejestry.
— Michał mówił, że nigdy wcześniej nie był żonaty.
— W takim razie albo sam nie zna całej sytuacji, albo świadomie ją przed panią ukrył.
Te słowa bolały bardziej, niż Zofia chciała przyznać.
Po wyjściu z urzędu długo siedziała w samochodzie. Nie potrafiła zmusić się do powrotu do hotelu.
W głowie pojawiały się obrazy, które wcześniej nie miały dla niej większego znaczenia.
Tajemnicze telefony.
Niechęć Michała do rozmów o przeszłości.
Kilka „wyjazdów służbowych”, o których opowiadał niezwykle ogólnikowo.
To, co dotąd uznawała za przypadkowe drobiazgi, nagle ułożyło się w obraz, od którego zrobiło jej się zimno.
Dopiero po godzinie wróciła do hotelu.
Michał czekał na korytarzu.
— Gdzie byłaś? Zacząłem się martwić.
Zofia przyjrzała mu się uważnie. Jego twarz wyglądała dokładnie tak samo jak rano. Spokojnie. Niewinnie. Jakby nic się nie wydarzyło.
— Musimy porozmawiać.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
— Co się stało?
— Nie pojechałam do pracy.
Michał lekko się napiął. Prawie niezauważalnie, ale Zofia to dostrzegła.
— Więc gdzie byłaś?
— W urzędzie stanu cywilnego.
Zapadła cisza, która trwała zaledwie kilka sekund, a jednak wydawała się nie do zniesienia.
— Po co?
— Powiedziano mi, że jesteś już w ważnym związku małżeńskim.
Michał nagle pobladł.