Zofia czuła, że wciąż nie usłyszała całej prawdy.
Zbyt wiele elementów się nie zgadzało.
Jeśli Barbara odeszła dobrowolnie, dlaczego Michał nie zakończył małżeństwa w sądzie?
Jeśli naprawdę próbował ją odnaleźć, dlaczego przez tyle lat nie otworzył listu?
Jeżeli chciał uporządkować swoje życie, dlaczego zawarł nowe małżeństwo, nie rozwiązując poprzedniego?
Pytań przybywało, odpowiedzi wciąż brakowało.
Wieczorem Zofia pojechała do rodziców.
Michał jej nie zatrzymywał. Pomógł tylko przenieść walizkę do samochodu.
Przez całą drogę patrzyła w okno.
Matka otworzyła drzwi niemal natychmiast. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumiała, że wydarzyło się coś złego.
— Co się stało?
I wtedy, po raz pierwszy tego dnia, Zofia zaczęła płakać.
Nie krzyczała.
Nie wpadła w histerię.
Łzy po prostu spływały jej po twarzy, jakby ciało samo próbowało uwolnić się od bólu.
Późnym wieczorem, kiedy rodzice poszli już spać, telefon Zofii krótko zawibrował.
Wiadomość nadeszła z nieznanego numeru.
„Pani Zofio? Pracownicy urzędu przekazali mi pani kontakt. Sądzę, że powinnyśmy się spotkać. Chodzi o Michała i jego pierwsze małżeństwo. Nie zna pani całej historii”.
Zofia przeczytała wiadomość kilka razy. Potem spojrzała na zegarek.
Było prawie wpół do dwunastej.
Po chwili pojawiła się kolejna wiadomość.
„Nazywam się Joanna Zielińska. Byłam prawniczką Barbary”.
Sen natychmiast ją opuścił. Palce miała lodowate.
Odpisała krótko:
„Skąd wie pani o moim małżeństwie?”
Telefon zadzwonił niemal od razu.
— Dobry wieczór — odezwał się spokojny kobiecy głos. — Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale możemy mieć mniej czasu, niż się pani wydaje.
— O czym pani mówi?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
A potem kobieta wypowiedziała zdanie, od którego serce Zofii zatrzymało się na moment.
— Problem nie polega wyłącznie na tym, że Michał nadal figuruje jako żonaty. To zaledwie fragment całej sprawy. Powód, dla którego urząd poprosił panią o osobne spotkanie, ma związek z dokumentami odnalezionymi w archiwum razem z aktem pierwszego małżeństwa.
— Jakimi dokumentami?
— Chcę pokazać je pani osobiście.
— Dlaczego nie może mi pani powiedzieć przez telefon?
— Niektóre rzeczy trzeba zobaczyć na własne oczy.
Zofia powoli osunęła się na krzesło.
Za oknem nocne miasto żyło zwyczajnym rytmem. Samochody przejeżdżały ulicą, a w oknach sąsiednich domów paliły się światła.
W jej wnętrzu wszystko jednak dopiero się rozpoczynało.
Prawda, która rano wydawała się wystarczająco straszna, mogła być zaledwie pierwszą stroną znacznie bardziej skomplikowanej historii.
Zofia siedziała w ciemności i nie zapalała lampy. Telefon leżał na biurku. Co jakiś czas ekran rozświetlał się od nowych powiadomień, lecz nie odpowiadała.
Wciąż słyszała w głowie słowa nieznajomej kobiety:
„Nie zna pani całej historii”.
Nie brzmiało to jak groźba.
Raczej jak stwierdzenie faktu.
Rano Zofia podjęła decyzję.
Godzinę później taksówka zatrzymała się przed niewielkim budynkiem w centrum. Na drzwiach widniała skromna tabliczka: „Porady prawne”.
Joanna Zielińska miała około pięćdziesięciu lat. Patrzyła uważnie i mówiła spokojnie, jakby każde zdanie wcześniej dokładnie przemyślała.
— Dziękuję, że pani przyszła — powiedziała, zamykając drzwi gabinetu. — Rozumiem, jak wszystko to musi wyglądać z pani perspektywy.
Zofia usiadła naprzeciwko niej.
— Proszę mówić wprost. Nie chcę kolejnych zagadek.
Prawniczka otworzyła teczkę.
— Barbara nie zniknęła po prostu bez śladu.
Zofia zesztywniała.
— Ona nie żyje.
Cisza stała się niemal namacalna.
— Zmarła pięć lat temu — dodała Joanna. — Oficjalnie przyczyną był wypadek. Jednak dokumentacja została sporządzona z poważnymi uchybieniami.
Zofia pochyliła się gwałtownie.
— Michał powiedział mi, że Barbara żyje.
— Tak myślał.
— Jest pani tego pewna?
Joanna wyjęła z teczki kopie dokumentów.
— Tu jest akt zgonu. A tutaj materiały z kontroli przeprowadzonej później.
Dłonie Zofii zrobiły się zimne.
— Dlaczego więc Michał nadal figuruje jako żonaty?
— Ponieważ rozwód nigdy nie został zarejestrowany, a informacja o śmierci Barbary została początkowo błędnie wprowadzona do systemu.
— Jak mogło do tego dojść?
— Podczas przekazywania danych między regionami wystąpił błąd. Zdarza się to rzadko, ale jest możliwe.
Joanna zamilkła.
Zofia miała wrażenie, że otrzymała zbyt wiele informacji naraz.
— A co to wszystko ma wspólnego ze mną?
Prawniczka spojrzała jej prosto w oczy.
— W dniu rejestracji pani małżeństwa archiwa zostały zaktualizowane. System wykazał jednocześnie dwa ważne akty: pani małżeństwo oraz wcześniejszy akt Michała.
Zofia powoli wypuściła powietrze.
— Dlatego urząd wezwał mnie osobno?
— Nie tylko dlatego.
Joanna wyjęła z teczki kolejny dokument.
— Jest jeszcze jedna kwestia.
Zofia wzięła kartkę do ręki i zamarła.
Był to wniosek złożony przez Michała sześć miesięcy wcześniej.
Formalnie domagał się uznania pierwszego małżeństwa za zakończone z mocą wsteczną.
— Naprawdę próbował uporządkować tę sytuację — powiedziała cicho Joanna. — Nie zdążył jednak doprowadzić procedury do końca.