Inny hotel.
Inne miasto.
Inna ofiara.
— To oszust działający seryjnie — wyjaśniła rzeczowo. — Wyszukuje dojrzałe, samotne kobiety, szybko zdobywa ich zaufanie, uzyskuje dostęp do danych bankowych, a potem znika bez śladu.
Zakręciło mi się w głowie.
Usiadłam powoli na brzegu łóżka.
— Nie… To nie może być prawda… Przecież był taki uważny… taki serdeczny…
Łzy znów napłynęły mi do oczu.
Tym razem jednak nie czułam wyłącznie bólu.
Było we mnie upokorzenie, bezradność i miażdżące poczucie, że wszystko, w co uwierzyłam w ciągu jednej nocy, rozsypało się na drobne kawałki.
— Szukamy go od kilku miesięcy — ciągnęła kobieta spokojnie. — Posługuje się fałszywymi nazwiskami i podrobionymi dokumentami. Dziś rano popełnił jednak błąd. Próbował wypłacić z pani rachunku zbyt wysoką kwotę. To uruchomiło procedury bezpieczeństwa i zwróciło uwagę naszych ludzi.
Podniosłam głowę.
— Chciał zabrać jeszcze więcej?
— Tak. Dlatego tu jesteśmy. Musi pani przypomnieć sobie wszystko. Każde zdanie, które wypowiedział. Każdy gest. Każdy ruch. Nawet drobiazg może mieć znaczenie.
Zakryłam twarz dłońmi.
Wspomnienia z poprzedniego wieczoru zaczęły wracać urywkami. Jego uśmiech. Lekki dotyk dłoni. Spokojny ton głosu. Pytania, które wtedy brzmiały niewinnie i naturalnie.
I właśnie wtedy dotarło do mnie coś najgorszego.
Nie chodziło tylko o pieniądze.
On wybrał mnie świadomie.
Obserwował mnie.
Sprawdzał każdą reakcję, jakby od pierwszej chwili wiedział, że mogę stać się łatwą zdobyczą.
Z korytarza dobiegł nagle szybki odgłos kroków. Kilka osób biegło, ktoś mówił podniesionym głosem przez radiotelefon.
— Możliwe, że nie opuścił hotelu sam… Podejrzewamy, że współpracuje z kimś jeszcze…
Strach powrócił.
Nie był już gwałtowny.
Stał się głębszy.
Cięższy.
Bo przestało chodzić wyłącznie o zdradę i utracone oszczędności.
Nieświadomie znalazłam się w samym środku czegoś znacznie większego.
Rozdział 3. Trop, który rozpływał się, zanim ktokolwiek zdążył go uchwycić
— Musimy natychmiast przejrzeć nagrania z monitoringu — powiedział policjant i szybkim krokiem wyszedł na korytarz.
Zostałam na łóżku, niezdolna do ruchu.
W głowie krążyły pojedyncze słowa.
Oszust działający seryjnie.
Fałszywe dokumenty.
Szukamy go od miesięcy.
Kobieta po cywilnemu została ze mną.
— Pani Tereso, proszę spróbować odtworzyć cały wieczór minuta po minucie. Czasami pozornie nieważna rzecz okazuje się kluczowa.
Zamknęłam oczy.
Natychmiast znów zobaczyłam hotelowy bar.
Przygaszone lampy.
Kieliszek wina.
Spokojne spojrzenie Marka.
Usiadł obok mnie z taką swobodą, jakby nasze spotkanie było czystym przypadkiem.
Dopiero teraz widziałam, jak zręcznie kierował rozmowę na prywatne sprawy.
Wszystko zaczynało się łączyć.
— Zapytał, czy mieszkam sama — powiedziałam cicho. — Potem wypytywał o moje dzieci, emeryturę, a nawet o to, gdzie trzymam oszczędności. Robił to tak delikatnie, że nie wzbudził mojej podejrzliwości.
Kobieta natychmiast się ożywiła.
— Właśnie tak działa. Najpierw buduje poczucie bliskości. Potem zbiera informacje. Każdy szczegół może później wykorzystać przeciwko ofierze.
W tej samej chwili drzwi znów się otworzyły.
Do środka wszedł drugi policjant.
— Mamy coś z kamer — oznajmił. — Wyszedł z hotelu o szóstej dwanaście. Nie był sam.
— Kto z nim szedł? — spytała kobieta bez chwili zwłoki.
— Jeszcze nie wiemy. Druga osoba miała kaptur naciągnięty głęboko na twarz. Nie udało się jej rozpoznać. Jest jednak coś jeszcze.
Napięcie w pokoju stało się niemal namacalne.
— Co takiego?
— Krótko po wyjściu użył karty wystawionej na zupełnie inne nazwisko.
Serce znów zaczęło mi walić.
— Czyli… robił to wcześniej? — wyszeptałam.
Policjant powoli przytaknął.
— Tak. Wszystko wskazuje na to, że w podobny sposób okradł już kilka kobiet. Gdyby dziś nie udało się przerwać wypłat, najpewniej działałby dalej.
Ogarnął mnie zimny dreszcz.
Cały schemat był przerażająco dopracowany.
Każdy krok.
Każde słowo.
Każde spotkanie.
Nic nie działo się przypadkiem.
Wtedy przypomniałam sobie coś, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało mi się bez znaczenia.
— Mówił, że niedawno wrócił z podróży… Twierdził, że pracuje jako fotograf… — zaczęłam, lecz głos mi się załamał. — Pokazywał mi nawet zdjęcia.
Kobieta natychmiast się wyprostowała.
— Pamięta pani, co było na tych fotografiach?
Chwyciłam telefon i otworzyłam galerię. Przesuwałam kolejne foldery, próbując rozpaczliwie odtworzyć w pamięci obrazy, które widziałam poprzedniego wieczoru.
Nie znalazłam niczego.
Ani jednego zdjęcia.
Wtedy zrozumiałam kolejną przerażającą rzecz.
Nie zostawił po sobie żadnego śladu.
Żadnej fotografii.
Żadnej wiadomości.
Żadnego numeru.
Żadnego profilu w mediach społecznościowych.
Jakby człowiek, z którym spędziłam całą noc, nigdy nie istniał.
Policjant spojrzał na ekran mojego telefonu.
— To nie jest przypadkowy naciągacz — powiedział cicho. — Jest wyjątkowo ostrożny. Pilnuje, by nie pozostawiać po sobie niemal niczego.
Na korytarzu znów zrobiło się głośno.
Ktoś zameldował, że przeszukanie pozostałych pokoi nie dało żadnego rezultatu.