Mateusz tylko skinął głową. Czuł, że stoi u progu sensacji zdolnej wstrząsnąć nie tylko Polską, lecz także całym światem. Razem z profesorem zaczął przeglądać zapiski i fotografie. Wśród materiałów znajdowały się karty z dziennika nieznanego oficera SS. Autor opisywał w nich tajemnicze wyprawy do odległych miejsc, wspominał o „ukrytych komorach” oraz o „artefaktach, które mogą odmienić los ludzkości”.
— To niemożliwe… — wyszeptał Mateusz. — Oni próbowali nawiązać kontakt z czymś nadprzyrodzonym?
Wysocki nie odpowiedział. Jedynie powoli przytaknął i ostrożnie przewrócił następną stronę.
Wkrótce profesor postanowił zorganizować wyprawę do jednego z punktów zaznaczonych na planie. Zabrał ze sobą wyłącznie najbardziej zaufanych pracowników oraz ochronę. Wieś wskazana w dokumentach wyglądała zwyczajnie: kilka domów, wąska droga, stary przystanek i pola ciągnące się aż po linię lasu. Jednak im bliżej ekspedycja podchodziła do miejsca oznaczonego na mapie, tym bardziej niepokojąca stawała się atmosfera. Drzewa rosły gęsto, a pomiędzy nimi zalegała mleczna mgła, jakby las skrywał coś żywego i czujnego.
Nocą grupa rozbiła obóz. Z ciemności zaczęły dobiegać odgłosy, których nikt nie potrafił wytłumaczyć: szuranie po liściach, skrzypienie drewna, pojedyncze kroki i ciche głosy, urywające się zawsze wtedy, gdy ktoś próbował podejść bliżej. Profesor coraz mocniej podejrzewał, że dzienniki oficera nie opisywały jedynie tajnych magazynów. Być może w tych miejscach prowadzono niebezpieczne doświadczenia na ludziach.
Następnego ranka ekspedycja odnalazła pierwszy wejściowy szyb. Stary tunel był doskonale zamaskowany pomiędzy korzeniami wielkich drzew. Po zejściu pod ziemię, przy świetle latarek, członkowie zespołu zobaczyli potężne metalowe drzwi. Wyryto na nich symbole podobne do tych, które znajdowały się na sejfie. Powierzchnię pokrywała rdza, lecz dotknięcie metalu wywoływało osobliwe wrażenie jednoczesnego chłodu i niepokoju.
Wysocki zdecydował, że drzwi trzeba otworzyć. Po długiej pracy z użyciem specjalistycznych narzędzi blokada ustąpiła. Za nią rozciągała się sieć korytarzy biegnących w wielu kierunkach. Prowadziły do pomieszczeń wypełnionych archiwami, starymi maszynami, zagadkowymi metalowymi konstrukcjami i dokumentacją, której nie odnotowano w żadnym znanym opracowaniu historycznym.
W jednej z sal znaleziono dziennik opisujący eksperyment nad „urządzeniem specjalnym”, przeznaczonym do oddziaływania na ludzki umysł. Zapiski sugerowały, że twórcy próbowali przejmować kontrolę nad wolą człowieka, ingerować w jego pamięć i zmieniać sposób, w jaki postrzega rzeczywistość.
— Odkryliśmy coś, co miało zostać zapomniane na zawsze — powiedział Wysocki drżącym głosem. — Jeżeli ta wiedza trafi do opinii publicznej, skutki mogą być niemożliwe do przewidzenia.
Właśnie wtedy poczucie zagrożenia stało się niemal nie do zniesienia. Gdzieś w głębi tuneli coś ich obserwowało. Cienie przesuwały się bez źródła światła, a odległe dźwięki z każdą minutą brzmiały coraz bliżej. Podziemny kompleks sprawiał wrażenie, jakby miał własny oddech i własną pamięć.
Profesor zrozumiał, że zwyczajne wycofanie się może już nie być możliwe. Każdy kolejny krok odsłaniał tajemnice, które według zdrowego rozsądku nie powinny istnieć. Dokumenty i przedmioty łączyły się w ogromną mozaikę, zdolną opowiedzieć prawdę o tym, co działo się na okupowanych ziemiach podczas wojny. Jednocześnie ta sama prawda zagrażała wszystkim, którzy ośmielili się do niej zbliżyć.
W małym bocznym pomieszczeniu członkowie ekspedycji natrafili na drewnianą szkatułkę. Na wieku wypalono napis: „Dla tego, kto odważy się poznać prawdę”. W środku znajdowały się fotografie, stare listy oraz metalowy przedmiot, z którego biło dziwne ciepło. Nikt nie potrafił określić jego przeznaczenia.
Wysocki poczuł, że od tej chwili nie ma już drogi powrotnej. Przed nimi czekały następne odkrycia, lecz poruszające się cienie, niezrozumiałe odgłosy i niewidzialna obecność zdawały się ostrzegać, że każdy kolejny krok może być ostatnim.
Korytarze ciągnęły się w nieskończoność. Echo odbijało każdy ruch, a ściany zdawały się szeptać w języku, którego nie rozumiał żaden z uczestników wyprawy. Metalowe urządzenie ze szkatułki zaczęło emitować nikłe światło. Jego barwa przechodziła od lodowatego błękitu do pomarańczowej czerwieni, jakby przedmiot reagował na obecność ludzi.
— Musimy zachować najwyższą ostrożność — powiedział cicho profesor. — To nie jest zwykły artefakt. Może wpływać na nasze postrzeganie.
Zespół ruszył dalej. W kolejnych pomieszczeniach znajdował mechanizmy o nieznanym zastosowaniu, precyzyjne schematy oraz całe rzędy archiwalnych teczek. Każdy nowy dokument potwierdzał przerażającą prawdę o eksperymentach na ludziach: próbach usuwania wspomnień, łamania woli i tworzenia broni zdolnej zmieniać zachowanie całych grup.
W głębi kompleksu natrafili na masywne kamienne wrota pokryte znakami przypominającymi dawne runy. Do ich powierzchni przymocowano metalową tabliczkę z napisem: „Ci, którzy szukają prawdy, muszą być gotowi spojrzeć jej w twarz”.
