Wsiadając do warszawskiego metra, Joanna nagle zobaczyła byłą teściową, która pożyczyła od niej dużą sumę na własny kąt, a potem zniknęła bez śladu

Wreszcie w komunikatorze pojawiła się wyczekiwana wiadomość, a kilka minut później na końcu korytarza ukazał się Paweł.

Był wysoki, szeroki w ramionach, ubrany w ciemną kurtkę i dżinsy. Już samą postawą robił wrażenie człowieka, z którym lepiej rozmawiać rzeczowo.

Przez lata pracy jako kierownik budowy nauczył się porozumiewać z najróżniejszymi ludźmi. Potrafił zachować spokój nawet wtedy, gdy trafiał na kogoś wyjątkowo trudnego.

— No dobrze, pokaż, gdzie mieszka twoja dłużniczka — powiedział, uważnie oglądając rząd niemal identycznych drzwi.

Joanna wskazała właściwe mieszkanie, a Paweł pewnie zapukał w metalowe drzwi.

Po mniej więcej minucie z wnętrza dobiegły ostrożne kroki. Drzwi uchyliły się tylko na tyle, na ile pozwalał łańcuch. W wąskiej szczelinie pojawiła się zaniepokojona twarz Krystyny.

— Kogo państwo szukają? — zapytała podejrzliwie.

Wtedy Joanna wyszła zza pleców męża i powoli zdjęła ciemne okulary.

— Pamięta mnie pani, pani Krystyno?

Reakcja była natychmiastowa. Kobieta gwałtownie się cofnęła i zrobiła kilka kroków w głąb przedpokoju. Z jej twarzy odpłynął cały kolor.

— Boże… Jak ty mnie znalazłaś? — wydusiła, nie próbując nawet ukryć szoku.

— Musimy porozmawiać. Wpuści nas pani? — Joanna pilnowała, by jej głos pozostał spokojny i nie zdradzał gniewu.

— Tak, oczywiście… Wejdźcie, proszę — odpowiedziała Krystyna pospiesznie, zdjęła łańcuch i otworzyła drzwi szerzej.

Trudno było nazwać to miejsce prawdziwym mieszkaniem. Najwyraźniej był to pojedynczy pokój w dawnym hotelu robotniczym, ze wspólną łazienką dla dwóch rodzin.

Na gumowej wycieraczce w korytarzu stało mnóstwo różnego obuwia: dziecięce trampki, damskie kozaki, męskie półbuty i kilka par domowych kapci.

Joanna od razu zrozumiała, że za sąsiednimi drzwiami mieszka liczna rodzina. W powietrzu mieszały się zapachy smażonych ziemniaków, duszonej kapusty i świeżo pokrojonego chleba.

— Gdzie są moje pieniądze? — zapytała bez zwłoki, nie widząc powodu, by przedłużać tę rozmowę.

Była teściowa spuściła wzrok i ruchem dłoni poprosiła ich, by weszli dalej.

— Chodźcie do pokoju. Tam wszystko wyjaśnię.

Otworzyła drzwi do maleńkiego pomieszczenia, w którym z trudem mieściło się tylko to, co absolutnie niezbędne.

Większą część pokoju zajmowała rozkładana wersalka. Mały telewizor stał na niskiej szafce, a w kącie urządzono prowizoryczny aneks z jednopalnikową kuchenką elektryczną i kilkoma garnkami ustawionymi na wąskiej półce.

— Usiądźcie, proszę — Krystyna wskazała wersalkę. — Może zrobię herbatę?

— Niczego nie chcemy — odpowiedział Paweł. — Porozmawiajmy od razu o tym, po co przyszliśmy.

Krystyna usiadła na jedynym krześle. Złożyła dłonie na kolanach i przez chwilę milczała.

— Wiesz, co się stało po tym, jak rozstałaś się z moim Marcinem? — odezwała się w końcu tak cicho, że prawie nie było jej słychać.

— Rozwiedliśmy się, bo nie mógł mieć dzieci — odpowiedziała Joanna, lekko kiwając głową.

— Właśnie. Po rozwodzie syn zupełnie się zmienił. Najpierw chodził ponury, odsunął się od wszystkich i nie chciał z nikim rozmawiać. Potem zaczął pić. W ciągu dwóch lat zniszczył sobie całe życie. Stracił pracę, nabrał kredytów, a później doszły jeszcze inne długi.

Joanna słuchała w milczeniu, próbując uporządkować to, co właśnie usłyszała.

— Musiałam sprzedać mieszkanie, żeby spłacić jego zobowiązania. Całe szczęście, że wcześniej kupiłam ten pokój za pieniądze od ciebie. Myślałam, że zamieszkamy tu razem z Marcinem i jakoś sobie poradzimy — powiedziała Krystyna. Wyjęła z kieszeni chusteczkę i delikatnie otarła oczy. — Ale rok temu wyszedł i od tamtej pory ani razu się nie odezwał. Nie mam pojęcia, gdzie teraz jest.

— A z czego pani żyje? — zapytał Paweł.

— Jak mam żyć? Dostaję tysiąc osiemset złotych emerytury. Muszę opłacić rachunki, kupić jedzenie i leki. Jakie długi mogę spłacać, skoro ledwo wystarcza mi na najpotrzebniejsze rzeczy?

Joanna rozejrzała się po ubogo urządzonym pokoju.

— Czyli naprawdę nie ma pani żadnych pieniędzy? — upewniła się.

— Ani grosza, Asiu — Krystyna pociągnęła nosem. — Uwierz mi, gdybym tylko miała jakąkolwiek możliwość, oddałabym ci wszystko od razu. Przysięgam.

Paweł podniósł się z wersalki i skierował do drzwi.

— Chodźmy, Joanno. Nie mamy tu już czego szukać.

Joanna również wstała, lecz przy wyjściu zatrzymała się i jeszcze raz spojrzała na byłą teściową.

— Proszę mi odpowiedzieć szczerze. Gdyby miała pani pieniądze, zwróciłaby mi pani cały dług?

— Oczywiście, Asiu! Naturalnie, że bym oddała! Przecież nie jestem oszustką ani złodziejką — zapewniła Krystyna, szybko kiwając głową. — Gdy tylko będę mogła, zwrócę ci wszystko, co do grosza.

Kiedy wyszli na klatkę schodową, Paweł popatrzył na żonę z wyraźnym zdziwieniem.

— Co to właściwie miało znaczyć?

Joanna ponownie założyła okulary przeciwsłoneczne i spokojnie wzruszyła ramionami.

— Widziałeś, w jakich warunkach żyje. Chyba los ukarał ją mocniej, niż my kiedykolwiek moglibyśmy. A pieniądze… Pieniądze jeszcze razem zarobimy.