Drzwi do salonu otworzyły się z hukiem, zanim Weronika zdążyła po raz kolejny zacisnąć palce na nadgarstku Julii.
— Natychmiast ją puść.
Mój głos zabrzmiał ostrzej, niż się spodziewałem. Weronika drgnęła i odwróciła głowę. Julia wyrwała rękę, po czym bez namysłu schowała się przy Marcie. Lena klęczała już obok kanapy i wyciągała spod niej stary niebieski telefon z popękanym ekranem. Tylna obudowa trzymała się wyłącznie dzięki paskowi srebrnej taśmy.
— Nagrałam ją — powiedziała Lena.
To były pierwsze słowa, jakie usłyszałem zaraz po urywanych oddechach moich córek. Nie płakały. Oddychały szybko, płytko i ostrożnie, jak dzieci, które dawno nauczyły się, że cisza pomaga nie zwracać na siebie uwagi.
Za mną wszedł Kamil i bez słowa zamknął drzwi. Weronika spróbowała się uśmiechnąć, lecz zrobiła to o chwilę za późno. Uśmiech zatrzymał się na jej twarzy jak źle założona maska.
— Adrian, całe szczęście, że jesteś — odezwała się. — Dziewczynki robią z tego niepotrzebny dramat.
Lena podała mi telefon obiema rękami.
— Mówiła, że nie wolno nam ci powiedzieć. Powiedziała też, że kiedy się dowiesz, odeślesz Martę.
Wziąłem urządzenie. Ekran przecinała gęsta pajęczyna pęknięć, ale aplikacja z nagraniem wciąż była otwarta.
Nacisnąłem odtwarzanie.
Po salonie rozszedł się głos Weroniki. Z taniego głośnika brzmiał sucho, twardo i obco.
— Kiedy waszego ojca nie ma w domu, macie słuchać mnie. Jeżeli jeszcze raz zaczniesz płakać, dopilnuję, żeby Marta zniknęła stąd przed piątkiem.
Po chwili odezwał się cichy głos Julii.
— Proszę… niech pani tego nie robi.
Nikt się nie poruszył.
Miałem wrażenie, że cały dom nagle zastygł. Dyfuzor ustawiony w rogu nadal rozprowadzał waniliowy zapach, lecz mnie od tej słodyczy zrobiło się niedobrze.
Weronika jako pierwsza odzyskała panowanie nad sobą. Skrzyżowała ramiona i spojrzała na dziewczynki, nie na mnie.
— Więc tak teraz będziemy się bawić? Potajemne nagrania? W domu mojego narzeczonego?
— W moim domu — poprawiłem ją spokojnie.
Jej wzrok natychmiast przeniósł się na mnie.
Marta wciąż stała pomiędzy Weroniką a dziećmi. Jednym ramieniem obejmowała Lenę, drugim przyciskała do siebie Julię. Dopiero wtedy dostrzegłem, że jej dłoń drży tak mocno, iż nie potrafi nad tym zapanować.
— Zabierz dziewczynki do jadalni — powiedziałem.
Lena gwałtownie pokręciła głową. Kucyk uderzył ją w policzek.
— Nie. Kiedy tylko wyjdziemy, znowu zacznie kłamać.
Te słowa zabolały mnie mocniej niż nagranie.
Spojrzałem na Kamila.
— Zamknij główne i boczne wejście. Nikt nie ma tu teraz wchodzić. A ona nie wyjdzie, dopóki tego nie zakończymy.
Weronika parsknęła krótkim śmiechem.
— Chyba nie mówisz poważnie.
Kamil nawet na nią nie spojrzał. Podniósł krótkofalówkę i zaczął wydawać polecenia.
Twarz Weroniki zmieniła się ponownie. Zniknęła z niej dopracowana uprzejmość, a w jej miejscu pojawił się chłód, którego nie dało się już ukryć.
— Po prostu je wychowywałam — oznajmiła. — To nazywa się dyscyplina. Ty pozwalasz im na wszystko, a twoi pracownicy jeszcze je w tym utwierdzają.
Julia wtuliła twarz w fartuch Marty. Lena patrzyła prosto na mnie, jakby czekała, komu uwierzę tym razem.
Zadałem jedyne pytanie, które naprawdę miało znaczenie.
— Od jak dawna?
Weronika otworzyła usta, ale Marta odezwała się pierwsza.
— Od pańskiego wyjazdu do Zielonej Góry — powiedziała cicho. — Być może zaczęło się wcześniej. Jednak wszystko stało się znacznie gorsze, kiedy zrozumiała, że dziewczynki boją się cokolwiek panu powiedzieć.
Od tamtego wyjazdu minęło osiem tygodni.
Osiem długich tygodni, podczas których moje córki uczyły się zajmować jak najmniej miejsca i wydawać jak najmniej dźwięków we własnym domu. W domu, który miał być ich bezpiecznym miejscem.
Poczułem gorąco rozlewające się po twarzy.
Nie był to jeszcze gniew.
Najpierw przyszło zawstydzenie.
Weronika zrobiła krok w moją stronę.
— Naprawdę? Jej wierzysz bardziej niż mnie?
Lena wskazała telefon.
— Jest tego więcej.
Powiedziała to bezbarwnie, jak ktoś, komu zabrakło siły na przekonywanie dorosłych do oczywistości.
Przesuwałem palcem po nazwach plików.
Dwanaście nagrań.
Inne daty.
Inna długość.
Wszystkie zarejestrowane w tym samym pokoju i mniej więcej o tej samej porze dnia.
Otworzyłem następny plik.
— Siedź prosto.
Rozległ się głośny zgrzyt odsuwanej po podłodze nogi krzesła.
— Kiedy wasz ojciec się ze mną ożeni, w tym domu będą obowiązywać moje zasady. I żadna gosposia was przede mną nie uratuje.
Włączyłem kolejny zapis.
— Powiedz siostrze, żeby przestała się na mnie gapić. Natychmiast.
Następny.
— Jeżeli zmusicie mnie, żebym powtarzała dwa razy, wasz ojciec dowie się czegoś o Marcie. O mnie nie powiecie ani słowa.
Kamil odwrócił wzrok i powoli przesunął dłonią po ustach. Pierwszy raz zobaczyłem na jego twarzy dokładnie to, co czułem sam. Wyrzuty sumienia. Świadomość, że był wystarczająco blisko, by zauważyć niepokojące sygnały, a mimo to nie naciskał, dopóki prawda nie wyszła na jaw.
Weronika wysłuchała jeszcze jednego fragmentu i wreszcie dotarło do niej, że sytuacja wymknęła się spod jej kontroli.
