Oj, Swietik, skąd masz moje kolczyki? – zapytała Ludmiła, kiedy natknęła się na zdjęcia przyjaciółki.
– Lusia, zobacz, jakie fotki Swietłana wrzuciła z wyjazdu! – zawołał z kuchni Igor, mieszając łyżeczką konfiturę w herbacie. – Opaliła się jak po miesiącu w tropikach!
Ludmiła Siergiejewna odsunęła rękawicę kuchenną i podeszła do męża, który z przejęciem przewijał ekran telefonu, popijając gorący napój.
– No pokaż – powiedziała, siadając obok i poprawiając szlafrok. – Gdzie tym razem pojechali, do Turcji?
– Do Tunezji, tak pisze! Tu plaża, tu kolacja w knajpce… – komentował Igor, przesuwając kolejne kadry. – A to w ogóle petarda! Na pustyni jeździli…
Ludmiła bez słowa przyglądała się fotografiom, lekko przytakując. Swietłana zawsze potrafiła zrobić wrażenie – już w liceum uchodziła za najładniejszą i była w centrum uwagi. Po studiach kontakt się urwał, lecz po latach wpadły na siebie w kolejce do lekarza, zagadały i od czasu do czasu zaczęły do siebie dzwonić.
– O, to jest najlepsze! – Igor zatrzymał się na ujęciu, gdzie Swietłana siedziała przy stoliku w kawiarni i uśmiechała się do obiektywu.
Ludmiła spojrzała na wyświetlacz i poczuła, jak ogarnia ją chłód. W uszach przyjaciółki błyszczały znajome kolczyki – złote kłosy wysadzane diamentowymi ziarenkami. Dokładnie te, które Igor wręczył jej na dwudziestą rocznicę ślubu.
– Skąd ona ma moje kolczyki? – zapytała cicho, nie odrywając wzroku od telefonu.
– Co takiego? – zdziwił się Igor.
– Te kolczyki. Kłosy z brylantami. Sam mi je kupiłeś, pamiętasz? – głos Ludmiły zadrżał.
Igor zmrużył oczy i przyjrzał się fotografii uważniej.
– Daj spokój, Lusia. Pewnie tylko podobne. Połowa miasta nosi takie wzory.
– Nie, to te same – odparła stanowczo. Zabrała mu telefon i powiększyła zdjęcie. – Spójrz, na prawym kłosie jest maleńkie zadrapanie. Zrobiłam je, zahaczając o metalową klamrę torebki. Pamiętasz?
Igor dopił herbatę w milczeniu, a ona czuła, jak serce wali jej coraz szybciej.
– Igor, gdzie są moje kolczyki?
– Skąd mam wiedzieć? Sama pilnujesz swoich świecidełek – mruknął, unikając spojrzenia.
Ludmiła podniosła się i poszła do sypialni. Przy toaletce otworzyła szkatułkę, przejrzała biżuterię. Kolczyków nie było. Sprawdziła szuflady, zajrzała pod łóżko, przeszukała łazienkę. Bez rezultatu.
– Igor! – zawołała.
– No co znowu? – odpowiedział z irytacją.
– Zniknęły. Nie ma ich w szkatułce.
– Może gdzieś zostawiłaś? Albo zgubiłaś w zeszłe wakacje?
– Jakie wakacje? W zeszłym roku byliśmy u twojej ciotki w Riazaniu, nawet ich nie zabierałam!
Igor wyszedł z kuchni i włączył telewizor.
– Nie wiem, Lusia. Może oddałaś do czyszczenia?
– Po co miałabym je czyścić? Są prawie nowe – skrzyżowała ręce. – Igor, popatrz na mnie.
Z niechęcią oderwał wzrok od ekranu.
– No?
– Wiesz, gdzie są moje kolczyki?
– Nie wiem – rzucił i znów skupił się na serialu.
Ludmiła wróciła do kuchni i usiadła przy stole. Myśli wirowały. Biżuteria przepadła, a teraz widzi ją u Swietłany. Przypadek? Wątpliwe – pamiętała, jak Igor pół dnia wybierał je w „Jaszma Zołotaja”.
Sięgnęła po telefon i otworzyła rozmowę z przyjaciółką. Dłonie drżały, gdy pisała:
„Swiet, cześć! Zdjęcia są obłędne! Powiedz, gdzie kupiłaś te kolczyki-kłosy? Śliczne!”
Odpowiedź pojawiła się natychmiast:
„Lusieńka, dzięki! To prezent od pewnego dobrego człowieka. Marzyłam o takich od dawna”
„A wiesz, gdzie je kupił? Może też sobie takie sprawię”
„Nie mówił mi. A po co ci? Narzekałaś przecież, że Igor daje tylko skarpetki”
Ludmiła odłożyła telefon. Puls dudnił jej w skroniach tak mocno, jakby miał przebić ścianę. Stanęła przy oknie, próbując złapać oddech. Może przesadza? Może to tylko złudne podobieństwo?
– Lusia, długo jeszcze z kolacją? – dobiegło z pokoju.
– Podgrzej pierogi – odparła sucho.
– O co tyle hałasu przez jakieś kolczyki?
– „Jakieś”… – powtórzyła. – To prezent na dwadzieścia lat naszego małżeństwa.
– Zgubiły się, trudno. Kupię inne.
– Tu nie chodzi o nowe, Igorze.
Odwróciła się w jego stronę. On beznamiętnie zmieniał kanały pilotem.
– To o co?
– O to, że są u Swietłany.
– I co z tego?
– Czy to ty jej je dałeś?
Zapadła cisza. Na ekranie bohaterowie serialu całowali się namiętnie.
– Przestań wymyślać.
– Więc jakim cudem je ma?
– Może sama kupiła.
Ludmiła podeszła bliżej.
– Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie podarowałeś jej moich kolczyków.
Igor uniósł wzrok, zetknął się z jej spojrzeniem i natychmiast je odwrócił.
– Lusia, daj spokój. Robisz dramat z niczego.
– Czyli jednak je dałeś.
– Nie dałem! – warknął ostrzej.
Ludmiła opadła na kanapę.
– Igor, jesteśmy razem dwadzieścia lat. Jeśli coś was łączy, powiedz prawdę.
– Nic nas nie łączy! – zerwał się. W odbiciu ciemnej szyby wyglądał na przygarbionego i zmęczonego.
– A kolczyki?
Zamilkł.
Po chwili poszedł do kuchni i odstawił filiżankę do zlewu.
– Jutro pojadę do brata. Na działkę.
Ludmiła nie odpowiedziała.
Rano spakował torbę.
Stała w progu, ściskając telefon.
– Zadzwoniłam do Swietłany. Powiedziałam jej, że to rocznicowy prezent. Od razu zrozumiała.
Igor znieruchomiał przy drzwiach.
– Odda je – powiedziała cicho Ludmiła. – A ty już nie wracaj.
