Pożegnałam się z teściową, ale przez przypadek nie zakończyłam połączenia.
Katarzyna postawiła filiżankę naparu z melisy na szklanym stoliku i ciężko opadła na miękki fotel.
Po każdej rozmowie z teściową zostawało w niej coś lepkiego i nieprzyjemnego, choć pani Halina zawsze mówiła cicho, łagodnie, niemal z przesadną delikatnością. Nawet teraz, kiedy po raz kolejny prosiła o pieniądze, przepraszała tak często, jakby każde zdanie było dla niej osobnym przewinieniem.
— Kasiu, wybacz mi, starej kobiecie — zawodziła z poczuciem winy. — Wiem, że znów zawracam ci głowę. Ale lekarze ostrzegli, że tych zabiegów nie wolno przerwać. A z mojej emerytury, sama rozumiesz…
Katarzyna odruchowo skinęła głową, chociaż kobieta po drugiej stronie i tak nie mogła tego zobaczyć.
Trzy miesiące wcześniej pani Halina, płacząc przez telefon, opowiedziała jej o diagnozie: początkowa choroba zwyrodnieniowa stawów i konieczność regularnych, kosztownych zabiegów, żeby nie dopuścić do kalectwa. Katarzyna oczywiście nie potrafiła odmówić. Pięćdziesiąt tysięcy złotych miesięcznie nie było dla jej firmy kwotą, która mogłaby ją zachwiać, a zdrowie bliskiej osoby wydawało się ważniejsze niż pieniądze.
— Pani Halino, proszę się nie denerwować — odpowiedziała ciepło. — Jutro przeleję potrzebną sumę. I proszę już przestać ciągle przepraszać. Przecież jesteśmy teraz rodziną.
— Ach, Kasiu, ty jesteś prawdziwym skarbem! Nasz Mareczek miał ogromne szczęście, że spotkał taką żonę. Boże, czym ja sobie zasłużyłam na takie dobro?
Katarzyna cierpliwie wysłuchała kolejnej fali wdzięczności, pożegnała się i nacisnęła przycisk zakończenia rozmowy. Na długie, puste pogawędki naprawdę nie miała czasu.
Firma odzieżowa „KasiaModa” wymagała jej stałej obecności. Następnego dnia miała się odbyć prezentacja nowej kolekcji, a dzień później czekały ją poważne rozmowy z potencjalnym inwestorem. Mając dwadzieścia osiem lat, Katarzyna zarządzała trzydziestoosobowym zespołem. Niewielki projekt, który kiedyś pomógł jej uruchomić ojciec, po latach pracy zamienił się w rozpoznawalną i solidną markę.
Już sięgała po tablet, żeby sprawdzić ostatnie szkice, kiedy nagle dobiegły ją znajome głosy. Najpierw pomyślała, że w drugim pokoju gra telewizor, bo Marek lubił zostawiać włączone różne programy publicystyczne. Ale jeden z głosów zbyt mocno przypominał głos jej teściowej.
— Mareczku, znowu mi się udało! Jutro twoja żonka znów posmaruje mi rączkę złotem! — pani Halina roześmiała się lekko i wesoło.
Katarzyna znieruchomiała.
To naprawdę była teściowa. Tylko skąd dochodził jej głos? Spojrzała na telefon i zobaczyła podświetlony ekran z aktywnym połączeniem. Najwyraźniej przycisk nie zadziałał, kiedy próbowała zakończyć rozmowę.
— Ile tym razem dostaniesz? — zapytał Marek.
Serce Katarzyny uderzyło szybciej. Mąż powinien być w biurze i pracować nad ważnym projektem przebudowy strony internetowej. Dlaczego więc w środku dnia siedział u matki?
— Pięćdziesiąt tysięcy, jak zawsze. Aż rozczulające, jak szczerze martwi się o moje zdrowie!
Znowu rozległ się śmiech. Razem z panią Haliną śmiał się Marek.
— Mamo, jesteś genialna! A ta wymyślona choroba stawów to po prostu mistrzostwo.
Katarzyna powoli podniosła telefon. Jej palce ledwie zauważalnie drżały.
Co znaczy „wymyślona”? Przecież własnymi oczami widziała wyniki badań i zalecenia, które pokazywała jej pani Halina.
— Jaka tam genialna! — prychnęła teściowa. — Po prostu twoja żona jest niewiarygodnie naiwna. No i bardzo hojna, a to cenna cecha! Korzystaj z okazji, synku. Tylko nie przegap właściwego momentu.
— Nie przegapię. Chcę nowy samochód z salonu. I nie żadnego chińczyka, tylko porządny europejski model. Najlepiej mercedesa. Taki, który będzie kosztował co najmniej pół miliona.
— No proszę! Ale masz wymagania!
— A co, mam całe życie jeździć tym starym oplem? Przecież nie bez powodu ożeniłem się z bogatą kobietą.
Ożeniłem się z bogatą. Korzystaj z okazji.
Katarzyna kilka razy wzięła głęboki, powolny oddech. Jej umysł nie chciał przyjąć tego, co właśnie słyszała.
To mówił jej Marek. Ten sam lekki, uroczy mężczyzna z cudownym poczuciem humoru, który oczarował ją w zaledwie kilka tygodni. Marek, którego poznała we własnym biurze i w którym zakochała się jak nastolatka. Marek, który pół roku temu, ze łzami w oczach, poprosił ją o rękę i mówił o wielkiej miłości oraz wspólnej przyszłości.
— Tylko ostrożnie, żeby niczego nie zaczęła podejrzewać — niemal szeptem ostrzegła pani Halina. — Kasia jest ufna, ale przecież nie jest zupełnie głupia, skoro potrafiła rozwinąć taki biznes.
— Mamo, nie opowiadaj bzdur. Ona jest teraz tak zakochana, że gdybym poprosił, zdjęłaby mi gwiazdkę z nieba. Trzeba to tylko dobrze podać. Powiem jej, że drogi samochód jest mi potrzebny do pracy, do wizerunku i na spotkania z klientami.
— Zuch chłopak! Tak się bałam, że wybierzesz sobie jakąś pustą kokietkę. A ty nawet zakochać się potrafiłeś rozsądnie!