Sobotni poranek zapowiadał się dla Anny jak rzadki prezent: cały dzień ciszy, spokoju i samotności. Michał wyjechał jeszcze przed świtem, a ona zdążyła dopiero zaparzyć kawę i unieść filiżankę do ust, kiedy telefon przerwał upragnione milczenie. Na ekranie pojawiło się imię teściowej.
— Aniu, za chwilę podjedzie Kasia — oznajmiła Krystyna Kowalska takim tonem, jakby przekazywała coś oczywistego. — Odbierzesz od niej Kubę i Zosię. Zostaną u ciebie do wieczora.
Anna powoli odstawiła filiżankę na stół.
— Pani Krystyno, proszę chwilę zaczekać. Dzisiaj naprawdę nie mogę. W południe mam spotkanie online z klientem, a później muszę skończyć raport.
— Jakie spotkanie w sobotę? — przerwała jej teściowa. — Przełożysz. Kasia koniecznie potrzebuje dziś wolnego.
— Tylko że nikt wcześniej ze mną tego nie ustalał — odpowiedziała Anna, usiłując zachować spokój. — Gdybyście powiedziały mi chociaż wczoraj, mogłabym zmienić plany. Teraz jest już za późno i zwyczajnie mi to nie odpowiada.
— Jej nie odpowiada — prychnęła Krystyna. — Ja cię nie pytam, tylko informuję. Kasia już wyjechała. Za piętnaście minut będzie pod twoim domem, więc się przygotuj.
— Kilka razy zajmowałam się jej dziećmi, kiedy była chora albo znalazła się w trudnej sytuacji. Robiłam to dlatego, że sama chciałam pomóc. To nie znaczy, że od tej pory mam odwoływać wszystko na każde wasze żądanie.
— A cóż ty możesz mieć takiego do roboty? — Głos teściowej natychmiast stwardniał. — Michał pracuje, a ty całymi dniami siedzisz w domu. Jesteś młoda, zdrowa. Pomagałaś matce wychowywać młodsze siostry, więc umiesz obchodzić się z dziećmi. Naprawdę tak trudno posiedzieć jeden dzień z siostrzeńcem i siostrzenicą męża?
— To, że pomagałam przy siostrach, nie oznacza, że mam do końca życia być darmową nianią dla całej rodziny.
— Dla całej rodziny? — oburzyła się Krystyna. — To dzieci siostry twojego męża! Nie są ci obce!
— Mają matkę, ojca, dwie babcie i dwóch dziadków — przypomniała Anna. — Dlaczego wszyscy uznali, że akurat ja mam rzucić swoje obowiązki?
— Bo teraz tak trzeba — ucięła teściowa. — Koniec rozmowy. Czekaj na Kasię.
W słuchawce odezwał się krótki sygnał rozłączenia.
Anna przez kilka sekund patrzyła nieruchomo na ekran. Potem odnalazła numer męża i zadzwoniła.
— Tak, Aniu? — odezwał się Michał. W tle słychać było męskie głosy i jednostajny hałas pracujących maszyn. — Coś się stało?
— Twoja siostra wiezie do mnie dzieci. Bez mojej zgody. Twoja mama przed chwilą oznajmiła mi to jak gotową decyzję.
— I co w tym takiego? — Michał najwyraźniej nie rozumiał, dlaczego żona jest zdenerwowana. — Posiedzisz z nimi kilka godzin. Przecież nic strasznego się nie wydarzy.
— Miałam na dziś własne plany.
— Anka, jakie znowu plany? Pomożesz teraz Kasi, a kiedyś ona pomoże tobie. W normalnej rodzinie tak się robi.
— Ona mnie nie poprosiła — odparła Anna znacznie chłodniej. — Nawet nie zapytała, czy jestem wolna. Po prostu zamierza przywieźć dzieci i je zostawić.
— To przełóż swoje sprawy — zirytował się Michał. — Nie rozumiesz, że łatwiej się zgodzić, niż wywoływać awanturę z całą rodziną?
— Czyli nie zadzwonisz do niej? Nie powiesz, że nie wolno rozporządzać cudzym czasem?
— Aniu, naprawdę jestem teraz zajęty. Załatwcie to między sobą, dobrze? Nie rób problemu z prostej sytuacji.
— Dobrze — odpowiedziała cicho. — Załatwię. Tylko później nie mów, że cię nie ostrzegałam.
— A o co niby miałbym mieć pretensje? — rzucił Michał. — Muszę kończyć. Wieczorem porozmawiamy.
Dziesięć minut później rozległ się dzwonek do drzwi.
Anna otworzyła i zobaczyła Katarzynę, która już popychała do środka sześcioletniego Kubę i trzyletnią Zosię. W drugiej ręce trzymała ogromną sportową torbę.
— Kasia, zatrzymaj się — zaczęła Anna.
— Nie mam czasu — machnęła ręką szwagierka i rzuciła torbę na podłogę w przedpokoju. — Tu jest jedzenie, pieluchy dla Zosi i ubrania na zmianę. Będę koło siódmej.
— Nie zgodziłam się opiekować dziećmi. Nikt mnie nawet nie zapytał.
— Mama powiedziała, że dziś będziesz naszą darmową nianią — odparła Katarzyna z pobłażliwym uśmiechem. — Skoro powiedziała, to będziesz. Nie rozumiem, gdzie widzisz problem.
— Problem polega na tym, że mam własne obowiązki. Nie zamierzam ich odwoływać tylko dlatego, że podjęłaś decyzję za mnie.
— Będziesz musiała — wzruszyła ramionami Katarzyna. — Anka, nie udawaj wielkiej pani. Przez pół życia zajmowałaś się młodszymi siostrami, więc dwójka dzieci to dla ciebie żaden kłopot. Zostawiałam je u ciebie już kilka razy i nigdy nie protestowałaś.
— Bo wtedy byłaś chora — przypomniała Anna, zaciskając usta. — Naprawdę potrzebowałaś wsparcia. Dzisiaj nic ci nie jest. Po prostu postanowiłaś pozbyć się dzieci na cały dzień.
— Pozbyć się? — Katarzyna wykrzywiła usta. — Słyszysz, co mówisz? To twoja rodzina!
— Rodzina, którą zostawiasz tutaj wbrew mojej woli.
— Wielkie słowa — przewróciła oczami szwagierka. — Zamknij się i zajmij dziećmi. Mama wszystko ustaliła. Jesteś w naszej rodzinie od niedawna i jeszcze nie masz prawa narzucać własnych zasad.