List Katarzyny na zawsze odmienił ich los — dzień po ślubie odkryła, że jej mąż wciąż ma żonę, a prawda o pierwszym małżeństwie była jeszcze bardziej bolesna

Poranek po ślubie pachniał świeżymi kwiatami, drogimi perfumami i kawą, która dawno wystygła. Promienie słońca przeciskały się przez ciężkie zasłony hotelowego apartamentu, tworząc na podłodze złote smugi. Na fotelu leżał wczorajszy welon, a obok stały walizki spakowane zaledwie do połowy.

Katarzyna siedziała na brzegu łóżka i patrzyła na Michała. Mężczyzna jeszcze spał, spokojny, rozluźniony, jakby nic na świecie nie mogło zakłócić jego szczęścia. Tego samego dnia mieli wyruszyć w podróż poślubną, o której rozmawiali od wielu miesięcy.

Nagle telefon leżący na nocnym stoliku zadrżał.

Katarzyna chwyciła go szybko, uważając, by nie obudzić męża. Na ekranie pojawił się nieznany numer stacjonarny z Warszawy.

— Słucham — powiedziała cicho i wyszła na balkon.

— Pani Katarzyno Nowak? Dzień dobry. Dzwonię z Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie, w którym wczoraj zarejestrowali państwo małżeństwo — odezwała się oficjalnym tonem kobieta. — Musimy pilnie spotkać się z panią w sprawie dokumentów.

Serce Katarzyny ścisnęło się nieprzyjemnie.

— Co się stało?

— Podczas sprawdzania danych w państwowych rejestrach wykryliśmy poważną rozbieżność. Prosimy, aby przyjechała pani osobiście tak szybko, jak to możliwe.

— Ale dzisiaj wyjeżdżamy za granicę. Czy naprawdę nie można zająć się tym później?

— Niestety nie. I mam jeszcze jedną prośbę. Proszę przyjechać bez Michała Kowalskiego. Na razie niech pani nie wspomina mu o naszej rozmowie.

Te słowa zabrzmiały szczególnie złowrogo.

— Dlaczego?

— Wszystko wyjaśnimy na miejscu.

Połączenie zostało przerwane.

Katarzyna przez kilka minut stała nieruchomo, próbując poukładać w głowie zasłyszane informacje. Im dłużej odtwarzała w pamięci głos urzędniczki, tym większy ogarniał ją niepokój.

Kiedy wróciła do pokoju, Michał już nie spał.

— Dzień dobry, żono — uśmiechnął się.

To jedno słowo zamiast radości przyniosło jej jeszcze większy ciężar.

— Muszę na chwilę wyjść — powiedziała, starając się zachować spokój. — W pracy pojawiła się pilna sprawa. Muszę podpisać kilka dokumentów.

— Dzisiaj? Dzień po naszym ślubie?

— Podobno nie zajmie to długo.

— W takim razie pojadę z tobą.

— Nie ma potrzeby. Sama wszystko załatwię i niedługo wrócę.

Po pewnym czasie taksówka zatrzymała się przed dobrze znanym budynkiem.

Jeszcze poprzedniego dnia Katarzyna wchodziła tu przy dźwiękach muzyki, wśród uśmiechów, kwiatów i życzeń.

Teraz kierowała się do wejścia dla pracowników, czując napięcie niemal fizycznie.

Korytarze były puste.

W pokoju numer 12 czekała na nią kobieta w średnim wieku, trzymająca na kolanach grubą teczkę.

— Proszę usiąść. Nazywam się Teresa Wysocka — przedstawiła się.

Katarzyna zajęła miejsce naprzeciwko niej.

— Chciałabym wiedzieć, co się dzieje.

Urzędniczka przez chwilę milczała, po czym otworzyła teczkę.

— Po zarejestrowaniu małżeństwa system automatycznie sprawdza dane w krajowych bazach.

— I co wykazał?

— Okazało się, że w przypadku pani męża nadal figuruje ważny wpis dotyczący wcześniejszego małżeństwa.

Katarzyna nie od razu zrozumiała znaczenie tych słów.

— Przepraszam?

— Z informacji, które otrzymaliśmy dziś rano, wynika, że Michał Kowalski pozostaje formalnie w związku małżeńskim z inną kobietą.

Podłoga jakby nagle zaczęła usuwać się jej spod nóg.

— To niemożliwe.

Teresa Wysocka przesunęła w jej stronę kopię dokumentu.

— My również zakładaliśmy, że mogło dojść do pomyłki. Właśnie dlatego poprosiliśmy panią o przyjazd.

Katarzyna wpatrywała się w kartkę, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.

Data zawarcia małżeństwa.

Nazwisko.

Imię kobiety.

Wszystko wyglądało oficjalnie.

— Może system się pomylił?

— Najpierw sprawdziliśmy taką możliwość. Niestety dane potwierdzają się w kilku niezależnych rejestrach.

— Michał mówił, że nigdy wcześniej nie był żonaty.

— W takim razie albo sam nie zna pełnej sytuacji, albo ukrył ją przed panią.

To zdanie zabolało ją bardziej, niż chciała przyznać.

Po wyjściu z urzędu Katarzyna przez długi czas siedziała w samochodzie i nie potrafiła zmusić się do powrotu do hotelu.

Myśli wirowały bezładnie.

Nagle przypomniała sobie drobiazgi, którym dotąd nie poświęcała większej uwagi.

Dziwne telefony.

Niechęć do rozmów o przeszłości.

Rzadkie wyjazdy „w sprawach do załatwienia”, o których Michał opowiadał wyjątkowo ogólnikowo.

To, co wcześniej wydawało się przypadkiem, teraz układało się w niepokojący obraz.

Po godzinie jednak wróciła do hotelu.

Michał czekał na nią w holu.

— Gdzie byłaś? Zacząłem się martwić.

Katarzyna uważnie przyjrzała się mężowi. Wyglądał tak samo spokojnie jak rano, jakby nic się nie wydarzyło.

— Musimy porozmawiać.

Uśmiech zniknął z jego twarzy.

— Co się stało?

— Nie byłam dzisiaj w pracy.

Michał lekko się napiął. To był zaledwie drobny ruch, ale Katarzyna go zauważyła.

— To gdzie byłaś?

— W urzędzie stanu cywilnego.

Przez kilka sekund cisza zdawała się nie mieć końca.

— Po co?

— Powiedzieli mi, że nadal jesteś żonaty.

Michał gwałtownie pobladł.

Ta reakcja powiedziała jej więcej niż jakiekolwiek tłumaczenie.

Nie zdziwił się.