Z czasem wyjazdów zaczęło przybywać.
Niekiedy informował o nich dopiero poprzedniego wieczoru. Potrafił nagle zniknąć na cały weekend. Wracał rozdrażniony, zmęczony i niechętny do rozmowy.
Katarzyna widziała, że się zmienił.
Nie urządzała jednak awantur.
Nie należała do osób, które oskarżają innych bez dowodów.
Początkowo sądziła, że Marcin ma poważne kłopoty w pracy. Firma przechodziła reorganizację, wymieniano kierownictwo, część działów miała zostać zlikwidowana.
Mimo to podejrzanych szczegółów było coraz więcej.
Marcin przestał zostawiać telefon bez nadzoru. Zmienił hasło. Gdy ktoś dzwonił, wychodził z pokoju albo zamykał się na tarasie.
Czasem od jego koszul czuć było obce damskie perfumy.
Zaczął znacznie bardziej dbać o wygląd. Kupił drogi zapach i wykupił karnet do klubu fitness niedaleko biura, choć wcześniej bez problemu ćwiczył w domu.
Najbardziej niepokoiła Katarzynę jego obojętność.
Dawniej pytał, jak minął jej dzień, wspólnie planował weekendy i proponował wyjazdy. Teraz sprawiał wrażenie człowieka, który myślami nieustannie przebywa gdzie indziej.
Odpowiadał półsłówkami.
Odwoływał wspólne wieczory.
Nawet rocznicową kolację zaproponował przełożyć z powodu rzekomo pilnego spotkania służbowego.
Katarzyna nie protestowała.
Po prostu zaczęła uważniej obserwować.
Prawdę odkryła przez przypadek.
Pewnego dnia Marcin zostawił w samochodzie drugi telefon.
Katarzyna pojechała na zakupy i usłyszała dzwonek dochodzący z zamkniętego schowka.
Aparat nie miał blokady.
Na ekranie wyświetliło się imię „Natalia”.
Katarzyna nie odebrała. Chwilę później pojawiła się wiadomość:
„Obiecałeś, że niedługo to załatwisz. Nie chcę już czekać, aż wreszcie zaczniemy razem mieszkać w twoim domu”.
Jedno zdanie wystarczyło.
Katarzyna nie przeglądała całej korespondencji. Nie otwierała zdjęć. Nie zapisywała numeru Natalii ani nie próbowała się z nią skontaktować.
Odłożyła telefon do schowka i spokojnie dokończyła zakupy.
Wieczorem Marcin wrócił, jakby nic się nie wydarzyło. Zapytał, co będzie na kolację, narzekał na korki i długo opowiadał o nowym samochodzie kolegi.
Katarzyna siedziała naprzeciwko niego i patrzyła na mężczyznę, który obiecywał innej kobiecie wspólne życie w domu własnej żony.
Mogła natychmiast pokazać wiadomość i zażądać wyjaśnień.
Postanowiła jednak poczekać.
Być może gdyby Marcin sam wyznał prawdę, poprosił o przebaczenie i uczciwie powiedział, co zamierza, ich rozmowa wyglądałaby inaczej.
On wybrał dalsze kłamstwa.
W następnych tygodniach Katarzyna dowiedziała się znacznie więcej.
Nie śledziła męża. Nie zatrudniała prywatnego detektywa.
Marcin sam stawał się coraz mniej ostrożny.
W kieszeni jego marynarki znalazła rachunek z drogiej restauracji za kolację dla dwóch osób. Data zgadzała się z wieczorem, kiedy rzekomo siedział na długim zebraniu.
Później wspólna znajoma przyznała, że widziała go z inną kobietą w hotelu poza miastem.
Katarzyna podziękowała jej za szczerość i poprosiła, by nikomu o tym nie opowiadała. Nie chciała, aby jej małżeńska tragedia stała się pożywką dla plotek.
Innym razem Marcin oznajmił, że jedzie na trzy dni do Poznania.
Katarzyna wiedziała już, że wyjazd służbowy odwołano tydzień wcześniej. Przypadkiem spotkała jednego z jego współpracowników, który sam o tym wspomniał.
Mimo to Marcin wyjechał.
Wrócił wyraźnie opalony.
W walizce pozostawił broszurę hotelu nad Bałtykiem.
Wtedy Katarzyna nie miała już żadnych wątpliwości. Romans trwał od dawna, a mąż planował wspólną przyszłość z kochanką.
Umówiła się na konsultację z prawnikiem.
Dowiedziała się, jak prawidłowo złożyć pozew rozwodowy. Ponownie sprawdziła wszystkie dokumenty dotyczące działki i domu. Skopiowała wyciągi bankowe, umowy oraz potwierdzenia przelewów, a najważniejsze papiery umieściła w bezpiecznym sejfie.
Nie mieli dużych wspólnych oszczędności.
Samochód Marcina był zarejestrowany na niego.
Katarzyna miała własne auto.
Dom i działka należały tylko do niej.
Nie przygotowywała zemsty.
Chciała jedynie spokojnie przyjąć nieunikniony koniec małżeństwa i nie stracić tego, co stworzyła jeszcze przed poznaniem męża.
Marcin najwyraźniej uznał jej milczenie za dowód, że niczego nie podejrzewa.
Z każdym dniem zachowywał się śmielej.
Kilka razy wspominał, że tak duży dom nie jest potrzebny dwóm osobom. Potem zaczął sugerować przepisanie części nieruchomości, aby, jak twierdził, „w rodzinie wszystko było sprawiedliwe”.
— Jaką część chciałbyś przepisać? — zapytała kiedyś Katarzyna.
— Połowę domu.
— Z jakiego powodu?
— Jesteśmy małżeństwem.
— Ten dom powstał przed naszym ślubem.
— Ja też sporo w niego zainwestowałem.
Katarzyna poprosiła, by wymienił konkretne wydatki.
Marcin wskazał taras, miejsce na grilla, kilka drzew owocowych i system nawadniania.
— To nawet w przybliżeniu nie odpowiada połowie wartości nieruchomości — zauważyła.
Poczuł się urażony.
— Wszystko przeliczasz na pieniądze.
— To ty rozpocząłeś rozmowę o dzieleniu własności.
Przez kilka kolejnych dni Marcin demonstracyjnie zachowywał chłód.