— Po co?
— Powiedziano mi, że masz ważne małżeństwo.
Michał gwałtownie pobladł.
I właśnie ta reakcja powiedziała jej więcej niż jakiekolwiek tłumaczenie.
To nie było zdziwienie.
Nie oburzenie.
Nie niedowierzanie.
To był strach.
Prawdziwy, nagi strach.
Michał powoli usiadł na krześle.
— Zosiu…
— Czy to prawda?
Zamknął oczy.
To wystarczyło.
Odpowiedź już znała.
W pokoju zapadła ciężka cisza. Zofia poczuła, jak coś w niej rozpada się bezpowrotnie. Nie zaufanie. Nie miłość. Rozpadła się iluzja — ta sama, w której żyła przez ostatnie dwa lata.
Człowiek, którego uważała za najbliższego i najdroższego, okazał się kimś zupełnie innym niż mężczyzna, którego kochała.
Najgorszy nie był nawet sam dokument.
Nie chodziło wyłącznie o prawny problem.
Najbardziej bolało to, że cała ich historia od samego początku mogła być zbudowana na kłamstwie.
Zofia stanęła przy oknie hotelowego pokoju. Nie czuła ani ciepła słońca, ani miękkiego dywanu pod stopami. Wszystko dookoła straciło swój dawny blask. Jeszcze kilka minut wcześniej nie dopuszczała do siebie myśli, że Michał może być żonaty. Teraz on sam potwierdził, że to prawda.
Siedział na krześle z pochyloną głową.
— Powiedz coś — odezwała się w końcu.
Michał przetarł dłonią twarz.
— To wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, niż wygląda.
— Naprawdę? — Zofia uśmiechnęła się gorzko. — Z zewnątrz sprawa wydaje się bardzo prosta. Poślubiłeś mnie, chociaż byłeś już mężem innej kobiety.
Michał podniósł na nią wzrok.
— Od lat z nią nie mieszkam.
— Ale nadal pozostawałeś z nią w małżeństwie?
Powoli skinął głową.
Ta odpowiedź zabolała bardziej niż wszystkie możliwe wymówki.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bałem się.
— Czego?
— Że cię stracę.
Zofia odwróciła się do okna.
Co dziwne, nie płakała. Szok był zbyt silny, żeby łzy mogły się pojawić.
Była gotowa usłyszeć, że to pomyłka w bazie danych, przypadkowa zbieżność nazwisk albo czyjś okrutny żart. Tymczasem przed nią siedział mężczyzna, który przyznał, że wszystko jest prawdą.
— Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć?
Michał milczał przez dłuższą chwilę.
— Chciałem uregulować wszystko przed ślubem.
— Chciałeś?
— Tak.
— Ale tego nie zrobiłeś.
— Nie zdążyłem.
Zofia odwróciła się gwałtownie.
— Przez dwa lata naszego związku nie znalazłeś na to czasu?
Michał nie odpowiedział.
W tej ciszy jego milczenie zabrzmiało głośniej niż jakiekolwiek słowa.
Zofia powoli usiadła naprzeciwko niego.
— Kim ona jest?
— Kobietą, z którą kiedyś mieszkałem.
— Jak ma na imię?
— Karolina.
— Gdzie ona teraz jest?
— Nie wiem dokładnie.
Zofia zmarszczyła brwi.
— Jak możesz nie wiedzieć, gdzie przebywa twoja oficjalna żona?
Michał ciężko westchnął.
— Rozstaliśmy się sześć lat temu.
— Skoro tak, dlaczego się nie rozwiodłeś?
Nerwowo zacisnął palce.
— Ponieważ wszystko okazało się o wiele trudniejsze, niż sądziłem.
Każde kolejne wyjaśnienie tylko pogarszało sytuację.
— Przez sześć lat niczego z tym nie zrobiłeś?
— Próbowałem.
— Co dokładnie robiłeś?
— Próbowałem ją odnaleźć.
— I nie odnalazłeś?
— Nie.
Zofia poczuła, że narasta w niej złość. Za dużo przemilczeń. Za mało jasnych odpowiedzi.
— Pokaż mi dokumenty.
Michał podniósł głowę.
— Jakie dokumenty?
— Wszystkie, które dotyczą tego małżeństwa.
Wyraźnie się zdenerwował. To zaniepokoiło ją jeszcze bardziej.
— Nie mam ich teraz przy sobie.
— W takim razie pojedziemy po nie.
— Teraz?
— Tak. Natychmiast.
Po raz pierwszy od początku rozmowy Michał wyglądał na naprawdę zdezorientowanego. Najwyraźniej spodziewał się łez, krzyku, wyrzutów albo histerii. Nie przygotował się na spokojne, konkretne pytania.
Godzinę później stali przed mieszkaniem, które Michał wynajmował lokatorom jeszcze przed poznaniem Zofii. Nadal miał do niego klucze. Pod pretekstem sprawdzenia liczników poprosił mieszkańców, by wpuścili go do środka na kilka minut.
W starej szafie rzeczywiście znalazła się teczka.
Michał wyjął ją z wyraźną niechęcią.
Zofia otworzyła dokumenty na miejscu. W środku znajdował się akt małżeństwa, kopie oświadczeń i kilka dawnych zaświadczeń. Wśród papierów leżała jednak także koperta.
Była pożółkła od upływu czasu.
Na jej przedniej stronie widniało nazwisko Michała.
Zofia spojrzała na niego.
— Co to jest?
— Nie wiem.
Ale jego głos zabrzmiał tak nieprzekonująco, że nie uwierzyła ani przez chwilę.
Otworzyła kopertę. W środku znajdował się list — kilka kartek zapisanych kobiecym pismem.
Już pierwsze zdania sprawiły, że Zofia zamarła.
„Michale, jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się przeczytać ten list, będzie to oznaczało, że minęło wystarczająco dużo czasu…”
Podniosła wzrok.
Michał był bardzo blady.
— Czytałeś go wcześniej?
Nie odpowiedział.
Zofia zaczęła czytać dalej.
Karolina pisała o chorobie, leczeniu i przeprowadzce do innego miasta. Pisała, że nie chce stać się dla Michała ciężarem. Prosiła, żeby jej nie szukał i spróbował żyć dalej.
Z każdym kolejnym zdaniem obraz całej sytuacji zmieniał się coraz bardziej. Nadal jednak niczego to do końca nie wyjaśniało.
Kiedy skończyła, powoli złożyła kartki.
— Była ciężko chora?