Na zewnętrznym tarasie było spokojnie i rześko. Zofia oparła dłonie na balustradzie, zamknęła oczy i próbowała zatrzymać łzy.
Nie udało się. Spłynęły po jej policzkach.
— Proszę, niech pani weźmie.
Stojący obok mężczyzna podał jej czystą chusteczkę.
Zofia odwróciła się i zobaczyła eleganckiego mężczyznę około pięćdziesiątki, ubranego w idealnie skrojony, kosztowny garnitur.
Przyjęła chusteczkę i delikatnie osuszyła kąciki oczu.
— Dziękuję — szepnęła. — Przepraszam, że musiał pan zobaczyć mnie w takim stanie.
— Andrzej Lewandowski — przedstawił się mężczyzna. — I naprawdę nie ma za co przepraszać. Na weselach emocje często biorą górę.
— Zofia — spróbowała się uśmiechnąć. — Chociaż chyba już się poznaliśmy. Kilka lat temu spotkaliśmy się na urodzinach mojego byłego męża. Pamięta pan?
— Oczywiście — Andrzej skinął głową. — Jeśli dobrze pamiętam, pracowała pani w branży reklamowej.
— Zgadza się — odpowiedziała i wyciągnęła w jego stronę chusteczkę.
— Proszę ją zatrzymać — mężczyzna łagodnie odsunął jej dłoń. — Jeśli nie uzna pani mojego pytania za zbyt osobiste… co tak bardzo panią zraniło?
Zofia przez chwilę milczała. Pragnienie usłyszenia choć kilku życzliwych słów okazało się jednak silniejsze niż ostrożność.
— Były mąż dał mi do zrozumienia, że przez trzy lata niczego nie osiągnęłam — wyznała. — Najgorsze jest to, że czasami sama zaczynam myśleć, że może ma rację.
— Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić — powiedział Andrzej, stając obok niej i opierając się o balustradę. — Trzy lata temu zapamiętałem panią jako cichą i bardzo niepewną siebie gospodynię domową.
— Dzisiaj widzę kobietę samodzielną, która zna swoją wartość. Co robiła pani przez ten czas? — zapytał łagodnie.
— Dużo pracowałam. Najpierw byłam menedżerką w agencji reklamowej, a później odważyłam się założyć własną.
— Naprawdę? — W oczach Andrzeja pojawiło się szczere zainteresowanie. — I jak pani idzie?
— Mam dziesięciu pracowników, własne biuro w centrum i kilku poważnych klientów — z każdym kolejnym słowem głos Zofii stawał się pewniejszy. — W zeszłym tygodniu wygraliśmy duży przetarg.
— To robi wrażenie — powiedział z przekonaniem. — Niewiele osób po trzydziestce ma odwagę całkowicie zmienić swoje życie i rozpocząć działalność od zera. Zrobiła pani coś naprawdę wyjątkowego. Do takiej decyzji potrzeba ogromnej odwagi.
— Albo skrajnej desperacji — uśmiechnęła się smutno Zofia.
— Czasami te dwa uczucia są niemal nie do odróżnienia — przyznał. — A przy okazji… czy pani agencja przyjmuje nowych klientów? Moja firma właśnie poszukuje wykonawcy kampanii reklamowej.
— Czym zajmuje się pańska firma? — Zofia natychmiast przeszła na zawodowy ton.
— Budomax. Być może obiła się pani o uszy ta nazwa? — Andrzej wyjął z kieszeni wizytówkę. — Jestem dyrektorem generalnym. Planujemy szeroki rebranding. Proponuję spotkanie w poniedziałek, żeby spokojnie omówić szczegóły.
Zofia nerwowo przełknęła ślinę. Nazwę Budomax znał niemal każdy mieszkaniec miasta.
— Oczywiście — odpowiedziała, przyjmując wizytówkę lekko drżącymi palcami. — Z przyjemnością przyjadę.
— W takim razie świetnie. A teraz wróćmy do sali — zaproponował uprzejmie Andrzej. — Inaczej przegapimy tort weselny.
Weszli do środka dokładnie w chwili, gdy państwo młodzi zaczynali kroić wielopiętrowy tort ozdobiony kwiatami.
Andrzej odsunął Zofii krzesło, poczekał, aż usiądzie, a potem zajął miejsce obok niej i kontynuował rozmowę.
Okazał się doskonałym rozmówcą — inteligentnym, wykształconym i obdarzonym subtelnym poczuciem humoru.
— W której części Włoch pani wypoczywała? — zapytał, gdy wspomniała o zeszłorocznym urlopie.
— W Toskanii. Pojechałam sama — dodała. — Lubię podróżować na własną rękę.
— Jest pani odważną kobietą — zauważył z uznaniem Andrzej. — Chociaż czasami nawet najpiękniejszymi wspomnieniami chce się podzielić z kimś bliskim.
W jego spojrzeniu pojawiło się ciepło. Zofia poczuła, że jej policzki znów oblewają się rumieńcem.
Przy sąsiednim stole Marek uważnie obserwował tę scenę. Kieliszek, który trzymał w dłoni, z pewnością nie był jego pierwszym. Twarz miał zaczerwienioną, a ruchy stały się nerwowe i gwałtowne.
Natalia z przejęciem opowiadała coś nowo poznanym osobom, lecz Marek zupełnie jej nie słuchał. Całą uwagę skupiał na Zofii i siedzącym obok niej mężczyźnie.
— Proszę przynieść jeszcze jeden — rzucił krótko mijającemu kelnerowi, nie odrywając wzroku od sąsiedniego stolika.
Andrzej nachylił się do Zofii i powiedział jej coś cicho do ucha. Kobieta roześmiała się — lekko, dźwięcznie i zupełnie szczerze.
Marek mocniej zacisnął palce na kieliszku, a następnie jednym ruchem wypił jego zawartość.
— Kochanie, ty w ogóle słuchasz, co mówię? — Natalia dotknęła jego ręki.
— Tak, oczywiście — odpowiedział, zmuszając się, by odwrócić wzrok.
Minęła zaledwie minuta, a on znowu spojrzał w stronę byłej żony.
Zofia zmieniała się na jego oczach. U boku Andrzeja wyglądała zupełnie inaczej — była pewna siebie, kobieca, żywa i niezwykle interesująca. Drażniło to Marka bardziej, niż chciałby przyznać.