— Dałem klucze matce i siostrze, a nie obcym ludziom.
— Do dostępu do moich rzeczy wystarczyło.
Chciał coś odpowiedzieć, lecz nagle zamilkł. Ton Alicji ostrzegł go, że tym razem nie chodzi o zwykłą sprzeczkę.
— Znowu zniknęły ci pieniądze?
— Tak.
— Podejrzewasz Klaudię?
Alicja patrzyła na niego uważnie.
Marcin już zaczął jej bronić. Zanim zobaczył dowody, zanim usłyszał oskarżenie.
Po prostu dlatego, że Klaudia była jego siostrą, a żona — w jego przekonaniu — powinna ustąpić rodzinie.
— Jutro porozmawiamy wszyscy razem — powiedziała Alicja.
— Kto?
— Ty, twoja matka, Klaudia i ja.
Marcin gwałtownie wstał.
— Nie urządzaj sądu.
— Sąd zaczyna się bez dowodów. Ja mam dowody.
Zatrzymał się.
— Jakie?
— Jutro zobaczysz.
Noc minęła prawie bez snu.
Alicja leżała twarzą do okna i słyszała, jak Marcin kilka razy wstaje, idzie do kuchni, a potem wraca. Najwyraźniej chciał kontynuować rozmowę, lecz nie wiedział, jak zacząć.
Rano wyszedł wcześniej niż zwykle.
— Sam porozmawiam z Klaudią — rzucił przy drzwiach.
— Nie. Rozmowa odbędzie się przy mnie.
Do wieczora się nie odezwali.
Pierwsza przyszła Teresa.
Była zadbaną, energiczną kobietą, szczerze przekonaną, że życie dorosłych dzieci powinno podlegać jej ocenie.
Zdjęła buty, weszła do salonu i od razu zaczęła:
— Alicja, nie wiem, co znowu się między wami wydarzyło, ale Marcin jest zupełnie rozbity. Nie można tak męża męczyć.
Alicja zamknęła drzwi wejściowe i zabrała zapasowy klucz, który teściowa odruchowo położyła na komodzie razem z rękawiczkami.
— Ten klucz zostaje u mnie.
Teresa gwałtownie się odwróciła.
— A niby dlaczego?
— Bo mieszkanie należy do mnie.
— Znowu zaczynasz.
— Nie zaczynam. Mówię o prawie własności.
Teściowa zacisnęła usta i przeszła do pokoju.
Dziesięć minut później pojawiła się Klaudia. Weszła z przesadną energią, niemal wesoła.
— No proszę. Kogo dzisiaj będziemy sądzić?
— Na razie nikt się nie przyznał — odpowiedziała Alicja.
Klaudia rzuciła jej szybkie spojrzenie.
Marcin przyszedł ostatni. Wyglądał na zmęczonego i rozdrażnionego. Prawdopodobnie przez cały dzień nie tyle pracował, ile szukał wyjaśnienia, które pozwoliłoby uniknąć konfliktu wszystkim oprócz jego żony.
Usiedli przy stole.
Alicja położyła przed sobą telefon.
— Od kilku tygodni z mojego sejfu znikały pieniądze. Za każdym razem inna suma. Wszystko zapisywałam i początkowo sądziłam, że popełniłam błąd. Potem zrozumiałam, że ktoś naprawdę zabiera gotówkę.
— Może wydajesz pieniądze na leczenie matki i zapominasz? — zasugerowała Teresa.
— Nie.
— Pieniądze potrafią zniszczyć rodzinę — westchnęła teściowa. — Przez nie bliscy zaczynają patrzeć na siebie jak na wrogów.
— Nie pieniądze robią z bliskich wrogów. Kradzież.
Klaudia parsknęła.
— Uważaj na słowa.
— Właśnie dlatego nikogo wcześniej nie oskarżałam.
— Za to założyłaś kamerę — powiedział Marcin.
— W swoim gabinecie, naprzeciwko własnego sejfu. Dzięki temu nie musimy już zgadywać.
Klaudia odchyliła się na krześle.
— A jeśli nie mam ochoty oglądać twojego nielegalnego nagrania?
— Nie musisz. Wtedy obejrzy je dzielnicowy.
Teresa gwałtownie podniosła głowę.
— Chcesz wezwać policję na siostrę własnego męża?
— Jeśli pieniądze nie wrócą, a wy nadal będziecie mi wmawiać, że wszystko sobie wymyśliłam, to tak.
Marcin uderzył dłonią w stół.
— Alicja!
— Nie podnoś na mnie głosu. To nie ja otwierałam sejf Klaudii.
To zdanie podziałało mocniej niż krzyk.
Marcin powoli usiadł.
Klaudia pobladła, lecz szybko przykryła strach złością.
— Włącz wreszcie.
Alicja uruchomiła nagranie.
Najpierw ekran pokazywał pusty gabinet. Potem otworzyły się drzwi i weszła Klaudia.
Prawdziwa Klaudia siedziała naprzeciwko z wyprostowanymi plecami.
Na filmie kobieta podeszła do biurka, wyjęła etui i zabrała klucz.
Teresa zmarszczyła brwi, jakby za wszelką cenę próbowała nie rozumieć tego, co widzi. Marcin pochylił się nad telefonem.
Klaudia zaczęła oddychać coraz szybciej. Jej napięte ramiona unosiły się przy każdym wdechu.
Na nagraniu otworzyła sejf.
— To nie wyglądało tak, jak myślicie! — powiedziała pospiesznie.
Alicja zatrzymała film.
— A jak myślimy?
— Tylko zaglądałam.
— Banknoty, które schowałaś do torebki, też tylko oglądałaś?
Klaudia poderwała się z krzesła.
— Ile tam właściwie było? Mówisz tak, jakbym wyniosła z domu wszystko!
Teresa odruchowo wyciągnęła rękę w stronę córki, ale zatrzymała ją w połowie. Nawet ona nie wiedziała, jak usprawiedliwić to, co właśnie zobaczyła.
— Czyli przyznajesz, że wzięłaś pieniądze? — zapytała Alicja.
— Miałam zamiar je oddać.
— Kiedy?
— Gdy tylko będę mogła.
— Brałaś kilka razy.
Klaudia odwróciła się do okna, lecz przed nagraniem nie mogła się ukryć.
Marcin wstał tak gwałtownie, że krzesło odsunęło się po podłodze.
— Klaudia, to prawda?
— Nie krzycz na mnie! — wybuchnęła. — To wy oboje jesteście winni! Siedzicie sobie z notesami, sejfami i uporządkowanym życiem, a moje się rozpada!
— Co dokładnie się rozpada? — zapytała Alicja.
Klaudia odwróciła się do niej. Na policzkach pojawiły się czerwone plamy, a tusz pod jednym okiem lekko się rozmazał.