Katarzyna kilkakrotnie przeniosła wzrok z teściowej na męża.
I nagle wszystko stało się jasne.
Dziwne wieczorne telefony, po których Marek zamykał się w łazience. Niespodziewana wizyta Teresy dokładnie w ostatnim dniu przed wylotem. Przyciszone rozmowy w kuchni, kiedy Katarzyna usypiała chłopców.
Ustalili to wcześniej.
Omówili wszystko za jej plecami.
Czekali do ostatniej chwili, aż walizki będą prawie spakowane, a dzieci zasną z myślą o morzu, żeby przekazać jej decyzję wtedy, gdy nie będzie już czasu na reakcję.
— Marek — Katarzyna zrobiła krok w jego stronę, jakby Teresa w ogóle nie znajdowała się w pokoju. — Pytam jeszcze raz. Gdzie są pieniądze za wyjazd? Te dwadzieścia pięć tysięcy, które odkładaliśmy przez rok, odmawiając sobie wielu rzeczy. Gdzie są teraz?
Marek wciągnął głęboko powietrze, jak człowiek szykujący się do skoku do lodowatej wody. W końcu spojrzał żonie w twarz. W jego oczach mieszały się strach, upór i niemal bolesne przekonanie o własnej racji.
— Pieniądze są u mamy — powiedział szybko. — Jakąś godzinę temu przelałem na jej konto całą kwotę. Wszystko, co mieliśmy. Pieniądze z rachunku i gotówkę, którą wypłaciliśmy na wyjazd.
W pokoju zapadła taka cisza, że wyraźnie słychać było głośne siorbanie Teresy.
Katarzyna poczuła, jakby ziemia usunęła jej się spod nóg. Twarz jej zlodowaciała, a palce stały się zimne.
— Przelałeś nasze rodzinne oszczędności swojej matce? — powtórzyła powoli, starając się nie podnosić głosu. — Z jakiego powodu? Po prostu zabrałeś pieniądze naszej rodzinie?
— Niczego nie zabrałem! Zainwestowałem! — Marek nagle krzyknął.
Słowo „zabrałeś” dotknęło go najmocniej, więc natychmiast przeszedł do ataku.
— Mama znalazła świetną okazję. Pewną i opłacalną. Pieniądze powinny pracować, Kasiu, a nie znikać w restauracjach i barach. Jest możliwość wejścia w naprawdę perspektywiczny interes. I tak byś tego nie zrozumiała, to dość skomplikowana konstrukcja finansowa. Najważniejsze, że kapitał będzie bezpieczny i zacznie przynosić zysk. Jako mężczyzna i głowa rodziny podjąłem odpowiedzialną decyzję.
Teresa z satysfakcją skinęła głową i spokojnie upiła kawy. Potem weszła głębiej do sypialni i zupełnie po gospodarsku usiadła w fotelu przy oknie, odsuwając nogą dziecięcy plecak z zabawkami.
— Właśnie, Kasiu — powiedziała, stawiając filiżankę na komodzie, prosto na teczce z dokumentami chłopców. — Pieniądze to bardzo poważny zasób. A poważnym zasobem powinien zarządzać ktoś, kto nie poddaje się emocjom. Marek po raz pierwszy zachował się jak dorosły mężczyzna. Powierzył pieniądze matce, żeby ochronić je przed głupimi wydatkami. Wy polecielibyście tam i wydali wszystko na pamiątki, drinki oraz inne bzdury. Wrócilibyście z pustymi kieszeniami. A u mnie kapitał zostanie zachowany.
— Zachowany? — Katarzyna powtórzyła bezgłośnie niemal to samo słowo.
W jej wnętrzu narastała nie gorąca, lecz lodowata wściekłość. Patrzyła na kobietę, która siedziała w jej sypialni, piła kawę i rozprawiała o pieniądzach, które Katarzyna sama zarabiała i odkładała.
— Nazywa pani zabraniem pieniędzy własnym wnukom i pozbawieniem ich odpoczynku „ochroną”? Przez cały rok nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Marek chodził w starych butach, a ja przez trzy miesiące nawet nie farbowałam włosów, żeby starczyło na ten wyjazd!
— Och, nie rób z tego tragedii — Teresa skrzywiła się z niesmakiem. — Chłopcom nic się nie stanie. Będą nawet zdrowsi, jeśli nie zabierzecie ich za granicę, gdzie są infekcje, lot i aklimatyzacja. Pojadą ze mną na działkę. Pooddychają świeżym powietrzem, pobiegają po trawie, zobaczą pokrzywy. To dopiero kuracja. Darmowa i pożyteczna. A pieniądze można przeznaczyć na coś naprawdę wartościowego. Od dawna tłumaczę Markowi, że trzeba budować majątek, a nie żyć wyłącznie konsumpcją.
— Jaki majątek, pani Tereso? — zapytała ostro Katarzyna. — Kolejny remont pani domku? Nowy telewizor do salonu? Doskonale znam pani „inwestycje”. Marek, wziąłeś od niej chociaż pokwitowanie? Czy po prostu przelałeś ćwierć miliona bez żadnego dokumentu?
Twarz Marka pokryła się czerwonymi plamami. Zacisnął usta.
— Ty w ogóle wiesz, o czym mówisz? Jakie pokwitowanie? To moja matka! — wybuchł. — Zupełnie oszalałaś na punkcie pieniędzy? Mam wrażenie, że zamiast oczu masz kalkulatory! Mama chce dla nas dobrze. Próbuje zabezpieczyć nasze oszczędności, a ty zachowujesz się jak skończona egoistka, dla której liczy się wyłącznie własny komfort.
Katarzyna patrzyła na mężczyznę stojącego przed nią i miała wrażenie, że w ogóle go nie zna.
Jakby nie był to człowiek, z którym przez siedem lat budowała życie, tylko źle sterowana marionetka, której sznurki trzymała kobieta siedząca w fotelu.
Otwarta walizka, pełna kolorowych letnich ubrań, nagle wydała jej się absurdalna. Jeszcze pół godziny wcześniej oznaczała odpoczynek, morze i radość. Teraz była jedynie stertą barwnych rzeczy pośrodku szarej, bolesnej rzeczywistości.