Kiedy wróciłam po pracy, w naszym salonie siedziała siostra mojego męża ze swoim nowym partnerem. Dopiero później odkryłam, że Paweł postanowił im pomóc, nie pytając mnie o zdanie i sięgając po nasze pieniądze

Kiedy zawołała wszystkich do stołu, talerze opróżniły się w zaskakującym tempie.

Nikt jej nie podziękował.

Nikt nie zaproponował, że pozbiera naczynia.

Nikt nawet nie odniósł swojego talerza do zlewu.

Agnieszka patrzyła w milczeniu, jak zadowolona Katarzyna wraca do salonu, a Paweł z Michałem kontynuują rozmowę i otwierają kolejne piwo.

Wypuściła powoli powietrze, tym razem już nie próbując udawać przed samą sobą, że nic jej nie denerwuje. Zjedli wszystko. Nie została nawet jedna porcja, którą mogłaby następnego dnia zabrać do pracy.

— To tylko na chwilę — powiedziała sobie w myślach. — Parę dni. Wytrzymam.

Sama umyła wszystkie talerze, sztućce i garnki, odstawiła je do suszarki, po czym wreszcie zamknęła się w łazience. Z salonu wciąż dochodziły głośne głosy, śmiechy i charakterystyczny stuk puszek. Wszystko wskazywało na to, że dla pozostałej trójki wieczór dopiero się zaczyna.

Nikomu nie przyszło do głowy, że Agnieszka była po całym dniu pracy i także chciałaby odpocząć.

Paweł najwyraźniej zupełnie zapomniał o tym, że jego żona siedzi tuż obok.

„Trudno” — pomyślała, zamykając drzwi łazienki. — „Może chociaż tutaj uda mi się mieć pół godziny spokoju”.

Napełniła wannę gorącą wodą, dodała pachnącego płynu i zanurzyła się aż po ramiona. Powoli czuła, jak napięte mięśnie puszczają. Powieki zaczynały jej ciążyć, a myśli odpływały od irytującego gwaru za ścianą.

Nie minęło jednak nawet piętnaście minut, gdy z salonu dobiegły kolejne wrzaski, salwy śmiechu oraz muzyka włączona z telefonu.

Agnieszka zaklęła pod nosem. Poleżała jeszcze chwilę, ale o relaksie nie było już mowy. Wyszła z wanny, wytarła się, założyła piżamę i poszła do sypialni. Z szuflady wyjęła zatyczki do uszu. Dopiero po ich założeniu udało jej się zasnąć, choć nawet wtedy przez ciszę przebijało przytłumione buczenie rozmów.

Rano obudziło ją ostre światło wpadające przez okno oraz żałosne jęki dochodzące z kuchni.

— Boże, głowa mi pęka — stękał Paweł, siedząc przy stole. — Jak ja mam dzisiaj pracować? Kto by pomyślał, że po zwykłym piwie można się tak fatalnie czuć…

Trzymał dłonie na skroniach i od czasu do czasu zerkał na żonę z nadzieją.

Agnieszka spokojnie piła kawę.

W jej oczach nie było ani współczucia, ani chęci ratowania go z opresji. Normalnie już dawno podałaby mu tabletkę, nalała wody i zapytała, czy przygotować coś lekkiego do jedzenia. Tego ranka jednak Paweł dostał jedynie ciszę.

Czekał chwilę, jakby liczył, że żona zaraz zmięknie. Kiedy nic takiego się nie wydarzyło, chrząknął niezręcznie, sięgnął po kubek i przypadkiem zahaczył o łyżeczkę. Metal z głośnym brzękiem uderzył o blat.

Agnieszka nawet nie drgnęła.

— Aga… — odezwał się ostrożnie. — Czemu nic nie mówisz? Coś się stało? Miałaś problemy w pracy?

Dopiła kawę do końca, wstała i bez patrzenia na męża odpowiedziała:

— Wczoraj sam podjąłeś decyzję za nas oboje. Teraz sam radź sobie z jej skutkami.

Po tych słowach poszła do sypialni, żeby przygotować się do wyjścia. Paweł został przy stole sam — z kacem, nieprzyjemnymi myślami i coraz większym poczuciem, że rzeczywiście przekroczył pewną granicę.

Kiedy Agnieszka i Paweł wyszli do pracy, mieszkanie niemal natychmiast ucichło. Słychać było jedynie telewizor i od czasu do czasu sygnały przychodzących wiadomości.

Katarzyna rozłożyła się na kanapie i bez końca przewijała media społecznościowe. Zaspany Michał po pewnym czasie zwlókł się z miejsca i ruszył do kuchni w poszukiwaniu jedzenia.

— Jest tu w ogóle coś do zjedzenia? — zapytał z niezadowoleniem, otwierając lodówkę.

— Popatrz dokładnie. Może zostało coś z wczoraj — odpowiedziała Kasia, nie odrywając wzroku od telefonu.

Michał zajrzał na półki i prychnął rozczarowany. Resztki kolacji zjedli jeszcze w nocy. Zostało trochę warzyw, kilka plasterków sera oraz duże opakowanie filetu z indyka.

Znalazł dwa jogurty i zjadł jeden po drugim, nawet nie zawracając sobie głowy sprawdzaniem daty. Potem wyciągnął chleb i przygotował kilka kanapek.

Zapach jedzenia w końcu zainteresował Katarzynę. Po chwili pojawiła się w kuchni i również zaczęła wyjmować produkty.

Dwie godziny później lodówka była niemal pusta. Zostało w niej tylko opakowanie indyka oraz słoiczek musztardy.

Oczywiście ani Kasia, ani Michał nie uznali za konieczne zetrzeć okruszków ze stołu czy umyć użytych talerzy.

Kiedy Agnieszka wróciła wieczorem, wystarczyło kilka sekund, żeby zrozumiała, że o spokojnym odpoczynku może zapomnieć również tego dnia.

Mieszkanie wyglądało tak, jakby od kilku dni trwała w nim studencka domówka. Na meblach i podłodze leżały rzeczy, puste opakowania i naczynia. W kuchni piętrzył się stos brudnych talerzy, a pośrodku tego wszystkiego siedziała Katarzyna, założywszy nogę na nogę, i beztrosko rozmawiała przez telefon z koleżanką.

Agnieszka poczuła, jak złość zaczyna w niej narastać.

Poprzedniego dnia próbowała być wyrozumiała. Powtarzała sobie, że goście znaleźli się w trudnej sytuacji. Jednak widok pełnego zlewu, okruszków na blacie i kompletnie ogołoconej lodówki sprawił, że resztki cierpliwości zniknęły.