W piersi Katarzyny narastał nie tylko ból, lecz także coś trudniejszego do zniesienia — oszołomienie tak wielkie, że aż nierzeczywiste. Jak to możliwe? Dlaczego? Od kiedy?
— Boże… przecież to ja zapłaciłam za jej wyjazd — powiedziała głośno i od tej myśli zrobiło jej się jeszcze bardziej niedobrze.
Pamięć zaczęła natychmiast podrzucać sceny z ostatnich miesięcy. Piotr coraz częściej wychodził rozmawiać przez telefon na balkon i dokładnie zamykał za sobą drzwi. Mama zaś zaskakująco często brała stronę zięcia w ich domowych sprzeczkach.
— Kaśka, daj mu spokój. Jest zmęczony, niech człowiek chwilę odetchnie.
Albo:
— Piotr ma rację, z wymianą samochodu naprawdę można jeszcze poczekać.
I jeszcze:
— Nie złość się na niego. Przecież pracuje dla was obojga.
Katarzyna chwyciła telefon i wybrała numer matki. Każdy sygnał ciągnął się w nieskończoność.
— Halo, córeczko! Właśnie miałam do ciebie dzwonić! Nie uwierzysz, jakie tu są zachody słońca!
— Mamo, jak się czujesz? Nie nudzisz się sama?
— Ja? Nudzić się? Skąd! Tyle tu rzeczy do zobaczenia. Wczoraj byłam na wycieczce.
— Sama? Nie poznałaś nikogo?
Elżbieta roześmiała się, lecz Katarzynie wydało się, że w tym śmiechu jest coś napiętego.
— Co ty, jak dziecko. Jakie znajomości? Odpoczywam i tyle.
— A kolację jesz z kim? Sama przy stoliku?
— Kaśka, co to za przesłuchanie? Przy posiłkach rozmawiam z różnymi ludźmi. Wczoraj na przykład poznałam małżeństwo z Warszawy, bardzo sympatyczne.
— A jacyś mężczyźni… nie zaczepiają cię? Przecież zawsze zwracasz uwagę.
— Co ty sobie wymyślasz? — głos matki od razu stwardniał. — Jacy mężczyźni? Opalam się, pływam, chodzę na zabiegi.
— Po prostu się o ciebie martwię.
— Niepotrzebnie. Wszystko jest świetnie. Ojej, przepraszam, muszę już iść na masaż. Zadzwonię wieczorem!
Połączenie się urwało. Katarzyna opuściła telefon i patrzyła przed siebie. Im bardziej matka unikała prostych odpowiedzi, tym mocniej podejrzenie wbijało się w jej świadomość. Dlaczego nie potrafiła odpowiedzieć spokojnie? Dlaczego nagle się denerwowała?
W głowie Katarzyny układał się obraz tak potworny, że aż trudno było go nazwać. Mama i Piotr. Razem. Za jej plecami. Od jak dawna? Czy wszystkie delegacje były tylko przykrywką? Czy spotykali się także tutaj, w jej własnym mieszkaniu, kiedy ona była w pracy?
Zakręciło jej się w głowie. Zacisnęła dłonie na skroniach, próbując się opanować, lecz obraz wracał bez końca: granatowe kąpielówki, białe paski po bokach, smok na łopatce, opalone plecy męża na leżaku kilka metrów od jej matki.
Wybrała wideorozmowę z Piotrem. Długie sygnały brzmiały niemal szyderczo. W końcu połączenie zostało odrzucone. Po dwóch minutach przyszła wiadomość:
„Jestem bardzo zajęty. Pogadamy później”.
Sucho. Krótko. Bez zwykłej buźki, którą niemal zawsze dopisywał.
Katarzyna ponownie zadzwoniła do mamy.
— Mamo, przepraszam, że znowu przeszkadzam. Po prostu mam jakiś dziwny niepokój.
— Kaśka, co się dzieje? — w głosie Elżbiety natychmiast pojawiła się troska.
— Nic konkretnego. Opowiedz mi lepiej o hotelu. Dużo ludzi?
— Sporo, ale miejsca wystarcza dla wszystkich.
— Dużo Polaków?
— Trochę jest. Nie powiedziałabym, że tłumy. — matka zawahała się. — Ty na pewno dobrze się czujesz?
— Mamo… naprawdę jesteś tam sama? Po prostu powiedz mi prawdę.
Zapadła długa cisza.
— Nie rozumiem, o co ci chodzi. Oczywiście, że sama. Katarzyna, co się z tobą dzieje?
— Nic, mamo. Przepraszam. Odpoczywaj.
Ale właśnie ta chwila milczenia, napięcie w jej głosie i ułamek sekundy niepewności przed odpowiedzią zabrzmiały dla Katarzyny jak potwierdzenie najgorszego.
Przez trzy kolejne dni niemal nie funkcjonowała. Nie spała, jadła tylko wtedy, kiedy przypominał jej o tym ból żołądka, do pracy chodziła jak automat. Rozmawiała z ludźmi, odpowiadała na pytania, wykonywała obowiązki, a wewnątrz przeżywała tę samą scenę setki razy. Czwartego dnia nie wytrzymała i kupiła bilet na najbliższy lot na Kretę.
— Magda, wyjeżdżam na parę dni. Mogłabyś zaglądać do mieszkania? — poprosiła przyjaciółkę.
— Dokąd lecisz?
— Do mamy. Chcę zrobić jej niespodziankę.
W samolocie Katarzyna bez przerwy układała możliwe wersje spotkania. Co powie? Czy podejdzie do nich podczas kolacji? Czy zobaczy ich przy basenie? A może wyjdą razem z jednego pokoju? Na samą tę myśl robiło jej się fizycznie słabo.
Hotel był ogromny. Katarzyna celowo zameldowała się w sąsiednim budynku, żeby nie natknąć się na nich za wcześnie. Recepcjonistka uśmiechała się uprzejmie i proponowała wycieczki, lecz Katarzyna odpowiadała tylko półsłówkami.
Pierwszy wieczór spędziła przy basenie, obserwując gości. Matki nigdzie nie dostrzegła. Następnego ranka zeszła na śniadanie wyjątkowo wcześnie i usiadła w najdalszej części restauracji. Stamtąd widziała prawie całą salę.
I wtedy wszedł on.
Piotr. Opalony, wypoczęty, ubrany w tę samą białą koszulę, którą Katarzyna prasowała przed jego rzekomą „delegacją”. Odruchowo wcisnęła się głębiej w fotel i schowała za szeroką kolumną.
Tylko że za Piotrem wcale nie szła Elżbieta.