„Od jutra się wyprowadzasz” — powiedziała babcia, gdy odkryła, co wnuk dodawał jej do herbaty, by przestała przeszkadzać mu w planach

— Oszalałeś?

Wiktor z trudem panował nad gniewem.

— Natychmiast znajdź te opakowania.

— Po co?

— Pokażemy je lekarzowi. Natychmiast.

Antoni spojrzał z lękiem na babcię.

I wtedy Helena zrozumiała wszystko.

A przynajmniej najważniejszą rzecz.

— Chciałeś, żebym mniej wtrącała się w wasze życie.

Milczał.

— Prawda?

— Babciu…

— Liczyłeś, że będę spokojniejsza. Że przestanę tu przychodzić. Może nawet na stałe zamieszkam u Wiktora.

— Nie chciałem zrobić ci krzywdy.

— Chciałeś, żebym przestała ci przeszkadzać.

— To nie jest to samo!

— Dla mnie właśnie tym się stało.

Helena odwróciła się od niego.

Przez całe lata sądziła, że największe cierpienie spotkało ją w dniu śmierci córki.

Teraz bolało ją jednak coś zupełnie innego.

Dziecko, które wychowała zamiast zmarłej córki, któremu oddała najlepsze lata i przed którym broniła świata, potajemnie ingerowało w jej zdrowie tylko dlatego, że stała na drodze jego planom.

— Mogłam umrzeć przez to, co mi podawałeś — powiedziała cicho.

Antoni jeszcze bardziej pobladł.

— Ale przecież nie umarłaś.

Helena gwałtownie się odwróciła.

— To ma być twoje usprawiedliwienie?

— Chciałem dobrze!

— Dla kogo?

Nie potrafił odpowiedzieć.

Wiktor odezwał się chłodno:

— Dla siebie chciał dobrze.

Antoni poczerwieniał.

— Nie wtrącaj się!

— Będę się wtrącał, kiedy chodzi o zdrowie kobiety, z którą mieszkam.

— To wszystko przez pana!

— Antoni — Helena uniosła rękę. — Wystarczy.

Długo patrzyła na wnuka, a jej twarz była niezwykle spokojna.

— Jutro się spakujesz.

— Co?

— Wyprowadzisz się.

Alicja natychmiast wstała.

— Dokąd mamy pójść?

— To już nie mój problem.

— Ale mieszkanie…

— Jest moje.

— Antoni tutaj dorastał!

— I właśnie dlatego przez tyle lat pozwalałam mu uważać je za własne.

Antoni patrzył na nią bezradnie.

— Babciu, mówisz poważnie?

— Jak nigdy wcześniej.

— Wyrzucasz nas z powodu kilku tabletek?

— Nie z powodu tabletek.

Pokręciła głową.

— Z powodu zdrady.

Alicja wpadła w rozpacz.

— Ja nie wrócę do tamtej kamienicy! Antoni, powiedz jej coś!

— Przestań! — krzyknął.

Tym razem w jego głosie nie było już jednak dawnej pewności.

Kilka dni później naprawdę się wyprowadzili.

Antoni po raz pierwszy znalazł się w sytuacji, w której nikt nie zamierzał rozwiązywać za niego żadnego problemu.

Musiał znaleźć stałą pracę.

Musiał wynająć tani pokój.

Sam zaczął płacić za jedzenie, rachunki i dojazdy.

Alicja nie wytrzymała długo.

Dopóki nad ich związkiem wisiała perspektywa dużego mieszkania i wygodnego życia, mówiła o miłości.

Kiedy okazało się, że Antoni będzie musiał zaczynać niemal od zera, ich relacja szybko się rozpadła.

Po kilku miesiącach rozstali się.

Helena pozostawała pod stałą opieką lekarzy.

Powtarzano jej badania, kontrolowano stan zdrowia, a specjaliści sprawdzali również skład suplementów, które Antoni podawał jej bez zgody.

Nikt nie twierdził, że właśnie te środki spowodowały ciążę. Lekarze podkreślali jedynie, że w jej wieku żadnych leków ani suplementów nie wolno przyjmować bez konsultacji i kontroli.

Dla Heleny cała sytuacja nadal wydawała się czymś nierealnym.

Bała się.

Budziła się czasem w środku nocy i myślała, że postradała rozum.

Obok niej był jednak Wiktor.

Towarzyszył jej podczas każdej wizyty.

Pilnował diety.

Zapisywał pytania do lekarzy.

Po raz pierwszy w życiu miał zostać ojcem i traktował to niemal jak święto.

Antoni również czasem przychodził.

Początkowo babcia przyjmowała go bardzo chłodno.

Przynosił owoce.

Próbował żartować.

Kilkakrotnie prosił o wybaczenie.

Helena pozostawała jednak nieugięta.

— Przecież już ci wybaczyłam, babciu.

— To dlaczego wciąż rozmawiasz ze mną w ten sposób?

— Wybaczenie i ponowne zaufanie to dwie różne sprawy.

Spuścił głowę.

— Naprawdę nie chciałem ci zaszkodzić.

— Wierzę ci.

— Więc…

— Ale uznałeś, że możesz sam decydować o moim zdrowiu, bo tak było dla ciebie wygodniej.

Spojrzała mu prosto w oczy.

— Jesteś dorosłym człowiekiem. Wychowałam cię i dałam ci wszystko, co mogłam. Teraz sam musisz ponosić odpowiedzialność za własne decyzje.

— Czyli już mnie nie potrzebujesz?

— Nie mów głupstw. Jesteś moim wnukiem i zawsze nim będziesz.

Jej głos nieco zmiękł.

— Ale tamtego Antosia, któremu wybaczałam każdą rzecz tylko dlatego, że kiedyś stracił rodziców, już nie ma. Dawno dorosłeś. Tylko ja zrozumiałam to zbyt późno.

Z czasem ich relacja zaczęła wyglądać inaczej.

Nie wróciła do dawnego kształtu.

Stała się ostrożniejsza.

Dojrzalsza.

Kiedy nadszedł dzień porodu, Antoni mimo wszystko przyjechał do szpitala.

Na korytarzu zobaczył Wiktora.

Starszy mężczyzna wyglądał na wyczerpanego, lecz jednocześnie promieniał szczęściem.

— I co? — zapytał Antoni.

Wiktor uśmiechnął się szeroko.

— Dziewczynka.

Po pewnym czasie Antoni mógł wejść do sali.

Helena leżała zmęczona, ale szczęśliwa.

Obok niej spało maleńkie dziecko.

— Jak ma na imię? — zapytał cicho.

Helena spojrzała na córeczkę.

— Katarzyna.

Antoni od razu zrozumiał.

Tak miała na imię jego matka.

Odwrócił się ku oknu, by nikt nie zobaczył drżenia jego ust.

— Babciu…

— Tak?

— Wybacz mi.

Helena przez chwilę milczała.