Piotr przysunął telefon bliżej twarzy i zmrużył oczy. Tomasz odpiął zatrzaski i uniósł pokrywę. W wyprofilowanym miękkim wnętrzu znajdowały się szklane ampułki, kilka strzykawek z długimi, cienkimi igłami oraz małe urządzenia z przewodami przypominającymi elektrody.
— Usiądź — powiedział spokojnie Tomasz.
Jego głos nie brzmiał już ani arogancko, ani kpiąco. Nagle stał się rzeczowy i profesjonalny.
— Zaczynamy. Dzisiaj prawa strona.
Anna usiadła na kanapie. Zdjęła żakiet i została w lekkiej bluzce. Wtedy oczy Piotra wypełniły się łzami. Na rękach żony, nieco powyżej łokci, dostrzegł blade siniaki. Przez cały ten czas chowała je pod długimi rękawami, a on, zaślepiony zazdrością, uznawał przypadkowe ślady na jej skórze za coś nieistotnego.
— Słyszałem, że znowu sama przesuwałaś ciężkie krzesła — odezwał się Tomasz, wyjmując ampułkę. — Dlaczego mnie nie poprosiłaś?
— Byłeś zajęty rozmowami z klientami — odpowiedziała cicho Anna. — Tomek, proszę, zróbmy to szybko. Jeśli Piotrek dowie się, że ja…
— Dowie się na pewno, jeżeli nadal będziesz wrzucała zabrudzone rzeczy do wspólnego kosza — powiedział Tomasz z lekkim uśmiechem, lecz w jego tonie nie było złośliwości. — Przecież mówiłem, żeby zużyte materiały wyrzucać tutaj, do specjalnego pojemnika. Po co zabierasz to wszystko do domu?
Anna ciężko westchnęła. Piotr zobaczył, jak drżą jej ramiona.
— Bo w każdą sobotę to on robi pranie — wyszeptała. — Gdyby nagle kosz był pusty, od razu zacząłby pytać. A jeśli zobaczy ślady… Boję się, że niczego nie zrozumie. Pomyśli, że jestem poważnie chora albo że umieram. Albo zacznie się nade mną litować, a tego nie chcę najbardziej.
Tomasz przetarł wacikiem fragment skóry przy ramieniu, nieco poniżej obojczyka.
— Nadal mu nic nie powiedziałaś? — zapytał zmęczonym głosem.
— Nie umiem. Znasz Piotra. Gdyby się dowiedział, że leczenie trwa już pół roku i że wydaję nasze oszczędności na kolejne zabiegi, natychmiast kazałby mi przestać. Powiedziałby, że możemy żyć bez dzieci, że to przecież nie jest najważniejsze. A dla mnie jest, Tomek. Dla mnie właśnie to jest najważniejsze. Chcę urodzić mu dziecko. Chcę, żebyśmy mieli choć jedną prawdziwą szansę.
Piotr zamarł.
Patrzył, jak igła wchodzi pod skórę jego żony. Anna zacisnęła powieki z bólu, ale nie wydała z siebie nawet jęku. Tomasz powoli wstrzyknął przezroczysty preparat. Na ustach Anny pojawił się delikatny uśmiech, którego Piotr nie widział od wielu miesięcy. Nie był to uśmiech szczęścia. Raczej uśmiech człowieka, który mimo wszystkiego nadal wierzy, że może się udać.
— To trzeci tydzień stymulacji — powiedział Tomasz, wkładając zużytą strzykawkę do szczelnego pojemnika. — Wyniki są dobre. Lekarz twierdzi, że jeśli wszystko będzie się rozwijało w tym tempie, po dwóch cyklach będzie można zrobić transfer. Aniu, Piotr jest rozsądnym facetem. Ale jeśli nadal będziesz ukrywać, że leczysz się u ginekologa-endokrynologa i przyjmujesz zastrzyki podczas przerwy obiadowej, bo nie masz czasu jeździć do kliniki, prędzej czy później wszystko zrozumie opacznie.
— Później zrozumie — szepnęła Anna, opuszczając rękaw. — Kiedy powiem mu, że jestem w ciąży, wyjaśnię wszystko. Teraz ma ogromne zamówienie dla hotelu, na hali trwa prawdziwe szaleństwo. Nie chcę obciążać go swoimi problemami…
— Problemami? — przerwał jej Tomasz. — Nazywasz walkę o wasze szczęście problemem? Jesteście razem od dziesięciu lat. Powinniście przechodzić przez to razem.
Anna wstała z kanapy, poprawiła spódnicę i podeszła do lustra. Wsuwając za ucho pasmo włosów, spojrzała na zegar.
— Zostało pięć minut — powiedziała. — Założę zapasową bluzkę, a tę, na której została plamka krwi, schowam do torby. I, Tomek… dziękuję. Za wszystko. Za pomoc i za to, że nikomu niczego nie powiedziałeś.
— Jesteśmy przyjaciółmi — odpowiedział spokojnie, chowając medyczną walizkę do szafy. — Chociaż pan Henryk chyba już wszystkiego się domyślił. Po prostu się nie wtrąca. Jego córka też została matką dopiero po in vitro, więc wie, przez co przechodzisz.
Piotr siedział przykucnięty pomiędzy stosami sosnowych desek. Łzy spływały mu po policzkach i mieszały się z drobnym pyłem. Zabrudzona bielizna. Dwie pary dziennie. Był przekonany, że jego żona spotyka się z innym mężczyzną, podczas gdy ona po prostu przebierała się przed zabiegami, żeby po powrocie do domu nie pachnieć środkami medycznymi i kliniką. Część ubrań próbowała zapierać już w biurze. Na bieliźnie jednak wciąż zostawały ślady, bo po zastrzykach hormonalnych czasem pojawiało się niewielkie krwawienie, o którym wstydziła się mówić mężowi.
Anna ukrywała siniaki, ból i nadzieję, ponieważ bała się, że jej Piotrek ze złotymi rękami zacznie się zamartwiać, rzuci wszystko i każe jej zrezygnować z marzenia o dziecku, byle tylko nie ryzykowała zdrowiem.
Piotr jeszcze raz spojrzał na ekran.
Anna stała przy swoim biurku, trzymając w dłoniach zapasową bieliznę — zwykłe bawełniane majtki, które zakładała po zastrzykach, by nie pobrudzić droższej, koronkowej. Ostrożnie włożyła je do foliowego woreczka i schowała w torbie.