— Powiedz, co naprawdę potrafisz w łóżku. Jakie dajesz gwarancje, że będzie mi dobrze? I jak długo wytrzymasz? Po tych pytaniach mężczyzna oblał się rumieńcem i kompletnie zaniemówił. Randka w wieku czterdziestu sześciu lat

— Pensję mam dobrą.

W myślach przygotowałam się na jakąś naprawdę imponującą sumę.

— Pięć tysięcy osiemset miesięcznie.

Wypowiedział te słowa takim tonem, jakby właśnie poinformował mnie o zakupie prywatnej wyspy na środku oceanu.

Skinęłam głową.

Bardzo delikatnie.

Nie chciałam przecież przypadkiem jednym nieostrożnym gestem zniszczyć człowiekowi samooceny.

Po mieszkaniu odziedziczonym po babci i samochodzie, który miał już piętnaście lat, wydawało mi się, że zapas spektakularnych osiągnięć został wyczerpany.

Ale gdzie tam.

Marek dopiero nabierał rozpędu.

Powoli rozmowa zaczęła skręcać w stronę jego niezwykłej popularności wśród kobiet.

Jak się okazało, kobiety go uwielbiały. Kobiety go pragnęły. Kobiety traciły dla niego głowę. Z jego opowieści można było wręcz odnieść wrażenie, że czasem gotowe są się o niego pokłócić, byle tylko znaleźć się w jego pobliżu.

Słuchałam tego wszystkiego i z każdą kolejną minutą coraz bardziej podejrzewałam, że chyba rozmawiamy o jakimś zupełnie innym Marku.

Bo ten Marek, który siedział przede mną, spóźnił się prawie pół godziny i pił najtańszą kawę dostępną w menu.

Opowiadał natomiast o sobie co najmniej tak, jakby był gwiazdą znaną w całym kraju.

W końcu przeszedł do argumentu, który najwyraźniej uważał za najważniejszy.

Do swoich wyjątkowych talentów w łóżku.

I właśnie wtedy ostatecznie zrozumiałam, że los rzeczywiście podarował mi niezapomniany wieczór.

Tak zabawnej prezentacji własnej osoby naprawdę dawno nie słyszałam.

Marek reklamował się z taką powagą, jakby przygotowywał tekst do eleganckiego katalogu produktu klasy premium.

— Kobiety są mną zachwycone.

— Mhm.

— Żadna nigdy nie narzekała.

— Wspaniale.

— Ze mną zawsze jest dobrze.

— Jak cudownie.

— Na pewno nie pożałujesz.

Po tych słowach zrobił pauzę.

Bardzo znaczącą.

Moim zdaniem nawet trochę przesadnie znaczącą.

Następnie spojrzał na mnie z pełnym przekonaniem i powiedział:

— Możemy pojechać do mnie.

Popatrzyłam na niego.

Potem na swoją filiżankę.

I ponownie na niego.

Właśnie wtedy doszłam do wniosku, że naprawdę nie mam już ochoty grzecznie uczestniczyć w przedstawieniu, które sam zorganizował.

Skoro człowiek postanowił zaprezentować siebie jako ekskluzywny produkt najwyższej jakości, potencjalna klientka ma przecież pełne prawo zapoznać się z parametrami.

Uśmiechnęłam się więc i zapytałam spokojnie:

— Dobrze. A jakie dajesz gwarancje?

Zamarł.

— W jakim sensie?

— W dosłownym. Jakie gwarancje?

— Jakie jeszcze gwarancje?

— Że rzeczywiście będzie mi się podobało.

Mrugnął.

Raz.

Potem drugi.

Po chwili trzeci.

A ja nagle poczułam prawdziwy przypływ inspiracji.

— Sam przed chwilą powiedziałeś, że jesteś w tej dziedzinie wyjątkowym specjalistą. Rozumiem więc, że istnieją jakieś konkretne wskaźniki skuteczności?

Marek zaczął się czerwienić.

Najpierw odrobinę.

Ale ja nie zamierzałam się zatrzymywać.

— Ile minut potrafisz wytrzymać bez przerwy?

Nagle się zakrztusił.

Uznałam, że mogę mu trochę pomóc.

— Trzydzieści minut?

Cisza.

— Całą godzinę?

Cisza zrobiła się jeszcze bardziej wymowna.

— Czy może właśnie omawiamy wyłącznie wersję reklamową, w której producent nie przewidział żadnych danych technicznych?

W tym momencie Marek wyglądał, jakby najbardziej na świecie chciał natychmiast przenieść się do swojego mieszkania.

Dla mnie jednak zabawa dopiero się zaczynała.

— A opinie masz?

— Jakie opinie?

— Od wdzięcznych i zadowolonych klientek.

Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.

— Ty się ze mnie nabijasz?

— Absolutnie nie. Po prostu chcę poznać szczegóły.

— Jakie znowu szczegóły?

— Bardzo istotne. Przecież sam urządziłeś tutaj prezentację.

Było widać, że zaczyna się denerwować.

Po chwili zaczął się złościć.

Następnie znowu wyglądał bardziej na zestresowanego niż wściekłego.

Obserwowanie tej przemiany było naprawdę fascynujące.

Jeszcze kilka minut wcześniej siedział przede mną człowiek, który z ogromną pewnością siebie szczegółowo wyjaśniał, jak bardzo jest wyjątkowy.

Wystarczyło jednak zadać kilka konkretnych pytań i cały system kompletnie się zawiesił.

Dokładnie jak stary komputer.

Postanowiłam nawet trochę mu pomóc.

— Może masz jakąś listę najważniejszych zalet?

— Ty jesteś nienormalna.

— Dlaczego?

— Jakich jeszcze zalet?

— Na razie usłyszałam tylko o mieszkaniu po babci i samochodzie, który przeżył już piętnaście lat.

Po tym zdaniu Marek ostatecznie stracił cały swój wcześniejszy blask.

Dosłownie z niego uszło powietrze.

Jak z balonika, który przypadkiem spotkał się z igłą.

Przez cały wieczór sprawiał wrażenie pewnego siebie, niezwykle ważnego i przekonanego o własnej wyjątkowości. Każde zdanie wypowiadał z miną człowieka, który nie ma najmniejszych wątpliwości, że siedząca naprzeciwko kobieta powinna czuć się zaszczycona samą jego obecnością.

Ale wystarczyło zacząć zadawać pytania wymagające czegoś więcej niż pustych deklaracji.

I nagle okazało się, że za efektowną fasadą kryje się zupełnie zwyczajny mężczyzna z ogromnym wyobrażeniem o sobie oraz prawie zerową gotowością do potwierdzania własnych słów.

Do domu wróciłam sama.