Paweł odebrał dopiero po kilku sygnałach. W tle dudniła głośna muzyka, ktoś się śmiał, słychać było rozmowy.
— Paweł, cześć. Mama powiedziała mi dzisiaj coś absurdalnego. Podobno zamierzacie sprzedać mój pokój, żeby zapłacić za wasz ślub.
— O, Asia, hej! — odpowiedział wesoło. — Tak, mama już nawet rozmawiała z pośrednikiem. Nie stresuj się, formalności będzie niewiele. W zasadzie wystarczy, że pojedziesz do notariusza i podpiszesz dokumenty. Karolina marzy o ceremonii w prawdziwym zabytkowym pałacu. Wyobrażasz sobie? Kosztuje koszmarnie dużo, ale będzie warto. Zdjęcia wyjdą niesamowicie.
Joanna przez moment nie odpowiedziała.
— Czy ty w ogóle słyszysz sam siebie? — odezwała się w końcu, wypowiadając każde słowo bardzo wyraźnie. — Nie sprzedam swojej nieruchomości, żebyście mogli robić zdjęcia przed pałacem. Jeżeli nie stać was na wystawne wesele, możecie wziąć ślub w urzędzie stanu cywilnego, a później zaprosić najbliższych do zwykłej restauracji.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Muzyka w tle nagle wydała jej się jeszcze bardziej drażniąca.
— Asia, dlaczego z tobą zawsze musi być tak ciężko? — W głosie Pawła pojawiła się dobrze znana nuta urażonego dziecka, która na Teresę działała bezbłędnie. — Taki dzień ma się raz w życiu. Karolina od dziecka marzyła o pięknym ślubie. Naprawdę żałujesz rodzonemu, jedynemu bratu jakiegoś kawałka betonu? Mama mówiła, że i tak w końcu się zgodzisz. Dobra, nie psujmy sobie teraz humoru. Właśnie degustujemy torty weselne. Zadzwonię później.
Rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.
Joanna została na środku salonu z telefonem ściśniętym tak mocno, że pobielały jej knykcie.
Następny tydzień zmienił się w koszmar.
Telefon prawie nie milkł. Teresa potrafiła dzwonić kilka razy dziennie, a pomiędzy rozmowami wysyłała córce długie wiadomości.
Korzystała ze wszystkich metod, jakie przez lata doprowadziła do perfekcji. Oskarżała Joannę o bezduszność, zawstydzała ją, wzbudzała litość i krok po kroku uruchamiała w niej poczucie winy.
„Ojcu przez twój upór skoczyło ciśnienie! Wczoraj musieliśmy dzwonić po pogotowie!”
„Karolina od trzech dni płacze. Dziewczyna jest na skraju załamania, a przecież suknię zamówiła już w ekskluzywnym salonie w Warszawie!”
„Wychowaliśmy cię, karmiliśmy, ubieraliśmy, daliśmy ci wykształcenie, a teraz na starość tak nam się odwdzięczasz!”
Pod koniec tygodnia Joanna była wyczerpana.
Jedynym miejscem, w którym potrafiła choć na kilka godzin odzyskać spokój, była praca. W biurze, pośród deklaracji podatkowych, faktur, zestawień i jasnych polskich przepisów, wszystko miało swoją logikę. Każda liczba coś znaczyła. Każdy dokument miał określone miejsce. Bilans musiał się zgadzać.
W rodzinnych rachunkach od zawsze panował natomiast chaos.
Ewa, praktyczna koleżanka z pracy, zauważyła pod oczami Joanny ciemne cienie i podczas przerwy obiadowej pokręciła głową.
— Asia, jeżeli podpiszesz te dokumenty, stracisz nie tylko pokój. Stracisz ostatni kawałek szacunku do samej siebie. I uwierz mi, oni na tym nie skończą. Dzisiaj Paweł potrzebuje pieniędzy na wesele, jutro będzie chciał lepszy samochód, a pojutrze będziesz spłacała jego kolejne długi. Musisz wreszcie przeciąć tę pępowinę.
Joanna wiedziała, że Ewa ma rację.
Problem polegał na tym, że poczucie winy wpajano jej od dzieciństwa tak skutecznie, iż nawet teraz potrafiło przycisnąć ją do ziemi.
W czwartek postanowiła po pracy pojechać do rodziców. Chciała porozmawiać spokojnie, bez awantur. Zamierzała zabrać własne wyliczenia, pokazać konkretne liczby i wytłumaczyć im, dlaczego sprzedaż pokoju byłaby dla niej poważnym finansowym błędem.
W drodze wstąpiła do supermarketu i kupiła ulubione ciasto matki. Przy okazji wrzuciła zgromadzone butelki do automatu kaucyjnego i schowała paragon. Nawet przy dobrych zarobkach nigdy nie pozbyła się nawyku pilnowania drobnych wydatków.
Potem pojechała do rodziców.
Drzwi wejściowe otwierały się ciężko. Stary zamek od dawna wymagał wyczyszczenia i nasmarowania. Joanna ostrożnie przekręciła własny klucz i weszła do wąskiego przedpokoju.
Z kuchni dochodziły głosy.
Siedzieli tam Teresa i Paweł. Po wysokim, trochę pretensjonalnym śmiechu Joanna od razu zorientowała się, że jest z nimi także Karolina.
Miała właśnie zdjąć kurtkę i głośno się przywitać, kiedy usłyszała swoje imię.
Zatrzymała się.
— Asia jeszcze trochę pomarudzi, a potem podpisze — mówił z absolutną pewnością Paweł. — Co ma zrobić? Ona całe życie przeżywa, że nie ma normalnego faceta i przez to ciągle czuje się wobec nas jakaś winna. Mamo, tylko dalej opowiadaj jej o ciśnieniu taty. Na nią to zawsze działa.
Teresa zachichotała.
— Przez te przedstawienia sama już ciągle chodzę z kroplami uspokajającymi. Ale powiedz mi szczerze, Paweł. Te sto trzydzieści tysięcy wystarczy ci, żeby spłacić długi z giełdy?
Joanna zamarła z kurtką w dłoniach.
Jakie długi?