— Michał, co ja mam z nimi zrobić? Jesteś moim bratem czy nie? — głos Katarzyny był tak donośny, że Magda słyszała każde słowo, choć stała w kuchni.
Była ósma rano w sobotę.
Za oknem siąpił deszcz, ekspres do kawy cicho pracował, a na patelni dochodziły placuszki twarogowe. Magda marzyła tylko o spokojnym śniadaniu z mężem i kilku godzinach bez pracy, telefonów oraz cudzych problemów.
Od trzech tygodni niemal nie odrywała się od laptopa.
Wreszcie nadszedł dzień wolny.
Michał stał przy oknie z telefonem przy uchu. Po jego minie można było od razu poznać, jakiej odpowiedzi zamierza udzielić siostrze.
— Dobrze, Kaśka. Przywieź ich.
Magda powoli odłożyła łopatkę.
Michał zakończył rozmowę.
— Tylko nie zaczynaj — poprosił od razu.
— Jeszcze nic nie powiedziałam.
— Widzę po twojej twarzy.
— Na jak długo?
— Na jakieś dwie godziny.
Magda uśmiechnęła się krótko.
— Tak jak w zeszłą sobotę?
— Magda…
— Albo jak dwa tygodnie temu, kiedy te „dwie godziny” zamieniły się w osiem?
Michał westchnął.
— Jej naprawdę ciężko samej. Po rozwodzie wszystko spadło na nią.
— Wiem.
— No właśnie.
— Nie, Michale. Ty nie rozumiesz. Wiem, że jej jest trudno. Ale dlaczego za każdym razem, kiedy ona ma problem, problem zaczyna mieć również moje życie?
Mąż zmarszczył brwi.
— Przecież chodzi o dzieci.
— Wiem, że o dzieci.
— O moich siostrzeńców.
— To też wiem.
— Więc o co chodzi?
Magda spojrzała na niego i nic nie odpowiedziała.
Najbardziej irytowało ją właśnie to zdanie: „O co chodzi?”.
Bo Michał rzeczywiście prawie nigdy nie dostrzegał problemu.
Kiedy przyjeżdżali siedmioletni Olek i pięcioletni Kuba, przez pierwsze dwadzieścia minut ich wujek był najlepszym człowiekiem na świecie. Bawił się z chłopcami, nosił ich na plecach i włączał im bajki.
Później zawsze musiał „tylko na chwilę” sprawdzić pocztę, odpisać na służbową wiadomość albo położyć się, bo był zmęczony.
I z jakiegoś powodu po godzinie Magda znajdowała się w kuchni, otoczona brudnymi talerzami, rozlanym sokiem i dwoma kłócącymi się chłopcami.
Dzwonek do drzwi rozległ się po czterdziestu minutach.
Katarzyna stała na progu w jasnym płaszczu, z perfekcyjnie ułożonymi włosami i staranną kreską na powiekach. Wyglądała tak, jakby wybierała się nie załatwiać pilne sprawy, lecz na spotkanie towarzyskie.
— Jesteście moimi wybawcami!
Wcisnęła Magdzie plecak.
— Są tam przekąski, ubrania na zmianę i chusteczki. Kuba może chcieć spać. Olek wie, gdzie włącza się bajki.
— Kaśka, o której wrócisz?
— Na pewno przed obiadem!
— Ale przed którym obiadem?
Katarzyna już naciskała przycisk windy.
— Zadzwonię!
Drzwi windy się zamknęły.
Magda popatrzyła na Michała.
— „Przed obiadem”.
— No widzisz.
— Na razie niczego nie widzę.
Do południa Katarzyna nie wróciła.
O pierwszej nie odebrała telefonu.
O drugiej wysłała wiadomość:
„Trochę się przeciągnie. Przecież jesteście w domu”.
Magda przez kilka sekund patrzyła na ostatnie zdanie.
Przecież jesteście w domu.
Jakby sam fakt przebywania w mieszkaniu oznaczał, że czyjś czas automatycznie należy do innych.
O trzeciej Olek zdołał przewrócić doniczkę z ogromną draceną, Kuba rozpłakał się z powodu zepsutego samochodziku, a Michał zniknął w sypialni, tłumacząc, że rozbolała go głowa.
— Michał!
— Co?
— Chodź tutaj.
— Już idę.
— Nie „już”. Teraz.
Wyszedł dopiero po dziesięciu minutach.
— Dlaczego tak się denerwujesz?
Magda stała pośrodku pokoju z miotłą w dłoni.
Na podłodze leżała ziemia.
Na kanapie były okruszki.
Kuba płakał.
Olek przekonywał, że kwiat „sam się przewrócił”.
— Denerwuję się, bo to twoja siostra poprosiła cię o pomoc.
— Jesteśmy przecież rodziną.
— Bardzo wygodne słowo: „rodzina”. Zwłaszcza kiedy to ja sprzątam po wszystkim.
Michał zamilkł.
Katarzyna przyjechała po dziesiątej wieczorem.
Weszła roześmiana, pachnąca drogimi perfumami.
— Jestem okropną matką! Wybaczcie mi!
— Gdzie byłaś? — zapytała Magda.
— Musiałam załatwić kilka spraw.
— Jakich?
Katarzyna zawahała się zaledwie na moment.
— Różnych.
Michał natychmiast wkroczył do rozmowy:
— Najważniejsze, że wszystko jest w porządku. Kaśka, zabierz chłopców, są już zmęczeni.
Magda spojrzała na męża.
Zawsze wyglądało to tak samo.
Żadnych niewygodnych pytań.
Żadnych granic.
Żadnych konsekwencji.
Pięć minut później Katarzyna wyszła, a Magda jeszcze przez prawie godzinę zbierała zabawki, usuwała plamę z dywanu i wyciągała ziemię spod szafki.
— Zostaw — mruknął sennie Michał. — Jutro posprzątamy.
Magda wyprostowała się.
— Kto posprząta?
Michał nie odpowiedział.
Kolejna sytuacja wydarzyła się w środę.
Magda pracowała jako graficzka. Realizowała ważny projekt dla sieci prywatnych przychodni i tego dnia miała przedstawić klientowi ostateczną koncepcję.
O ósmej piętnaście zadzwoniła Katarzyna.
Nie do Michała.
Od razu do Magdy.
— Madziu, ratuj. Muszę pilnie iść do dentysty.
— Dzisiaj nie mogę.
— Dlaczego?
— Pracuję.
— Ale przecież jesteś w domu.
Magda zacisnęła powieki.
Znowu to samo.
— Kaśka, w domu też można pracować.
— Chłopcy będą cichutko siedzieć. Potrzebuję tylko paru godzin.