— Nie.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Michał powiedział, że to żaden problem.
Magda powoli odwróciła się w stronę męża.
Stał w przedpokoju i udawał, że szuka kluczy.
— Michał tak powiedział?
Mąż spojrzał na nią z poczuciem winy.
— Pisała do mnie wczoraj…
— I zgodziłeś się?
— Myślałem, że sobie poradzisz.
Magda poczuła, jak coś w niej zastyga.
To nie był wybuch złości.
To było zimno.
— Uznałeś, że sobie poradzę, nawet mnie nie pytając?
— No i po co teraz zaczynasz?
Czterdzieści minut później chłopcy byli już w mieszkaniu.
Katarzyna wybiegła, obiecując, że wróci przed pierwszą.
Pierwszą rozmowę Magda przetrwała niemal cudem.
Podczas drugiej Olek wpadł do pokoju z plastikowym pistoletem i krzyknął:
— Bang! Nie żyjesz!
Klient na ekranie zamilkł.
Magda poczuła, że robi się czerwona.
— Przepraszam.
Wyłączyła mikrofon, wyprowadziła chłopca z pokoju i zamknęła drzwi.
Siedem minut później coś z hukiem upadło.
W korytarzu leżało rozbite zdjęcie ślubne.
Kuba płakał.
Olek stał blady jak ściana.
Magda zebrała odłamki szkła i wróciła do komputera.
Klient był wyraźnie chłodny.
— Być może powinniśmy przełożyć prezentację na dzień, w którym będzie pani mogła spokojnie pracować.
To zdanie zabolało bardziej niż krzyk.
O trzeciej Katarzyny nadal nie było.
O czwartej Magda wyszła wyrzucić śmieci i przy windzie natknęła się na sąsiadkę, panią Helenę.
— Ojej, znowu masz siostrzeńców?
— Tak.
— A ja dzisiaj widziałam ich mamę.
Magda poczuła niepokój.
— Gdzie?
— W galerii, w kawiarni na drugim piętrze. Siedziała z jakąś kobietą. Śmiały się.
— Może się pani pomyliła?
— Nie jestem jeszcze aż tak stara.
Po powrocie do mieszkania Magda otworzyła media społecznościowe.
Pierwsze zdjęcie sprawiło, że zamarła.
Katarzyna siedziała przy stoliku obok ogromnego deseru, a obok niej były dwie koleżanki.
Podpis brzmiał:
„Matkom też należy się wolne popołudnie!”.
Zdjęcie opublikowano czterdzieści minut wcześniej.
Magda nie zadzwoniła.
Zapisała fotografię.
Po raz pierwszy od dawna postanowiła nie szukać usprawiedliwień dla czyjegoś zachowania.
O szóstej Katarzyna pojawiła się w mieszkaniu.
— To był koszmar! — zaczęła jeszcze od progu. — Taka kolejka, dentysta miał opóźnienie…
Magda wyciągnęła telefon.
Katarzyna zobaczyła zdjęcie i zamilkła.
— No dobrze — powiedziała w końcu. — Później spotkałam się z dziewczynami. I co z tego?
— Powiedziałaś, że idziesz do dentysty.
— Przecież byłam u dentysty.
— Na zdjęciu siedzisz w kawiarni dokładnie wtedy, kiedy ja przez twoje dzieci musiałam przełożyć prezentację dla klienta.
Katarzyna przewróciła oczami.
— Boże, Magda. Nie masz dzieci, więc nie rozumiesz, że czasem człowiek chce po prostu odetchnąć.
Te słowa zostały wypowiedziane celowo.
Katarzyna doskonale wiedziała, że kilka lat wcześniej Magda i Michał długo starali się o dziecko, ale bezskutecznie.
Magdę przeszył ból.
Tym razem jednak nie pozwoliła, żeby zmienił się w poczucie winy.
— Potrzeba odpoczynku jest czymś normalnym — odpowiedziała cicho. — Ale kłamanie osobie, której podrzucasz dzieci, już nie.
W tej samej chwili wrócił Michał.
Kiedy usłyszał, co się stało, zmarszczył brwi.
— Kaśka, po co kłamałaś?
— O nie, zaczyna się! Ty też będziesz teraz po jej stronie?
— Przez ciebie Magda prawie straciła klienta.
Katarzyna spojrzała na brata, jakby nagle zobaczyła przed sobą zupełnie obcego człowieka.
— Mówisz poważnie?
Magda również była zaskoczona.
Po raz pierwszy Michał spróbował sprzeciwić się siostrze.
Wtedy zadzwonił telefon.
Dzwoniła jego matka.
Barbara zjawiła się pół godziny później.
Przyniosła tort.
I trzy wielkie pudła.
— Gdzie są moje skarby?
— Kaśka już ich zabrała — odparł Michał.
— Szkoda. Kupiłam im zabawki.
Postawiła pudła obok kanapy.
— Zostawię je tutaj. Przecież chłopcy i tak ciągle są u was.
Magda spojrzała na kartony.
— Dlaczego tutaj?
Teściowa naprawdę nie rozumiała pytania.
— A gdzie indziej?
— Na przykład u Kasi.
— U niej jest za mało miejsca.
— W takim razie u pani.
Barbara zacisnęła usta.
— Mam problemy z ciśnieniem.
— A ja mam pracę.
— Pracę? Siedzisz tylko przy komputerze.
Magda uśmiechnęła się gorzko.
W tym momencie wszystko stało się jasne.
Siostra uważała, że skoro Magda jest w domu, to zawsze ma wolny czas.
Teściowa uważała, że praca przy komputerze nie jest prawdziwą pracą.
Mąż uznawał, że łatwiej się zgodzić, niż wdawać w kłótnie.
A tylko Magda miała obowiązek brać pod uwagę potrzeby absolutnie wszystkich.
— Pani Barbaro — powiedziała spokojnie — proszę zabrać te zabawki.
— Słucham?
— Nie będą przechowywane w naszym mieszkaniu.
Michał zesztywniał.
— Magda…
— Nie. Dość.
Teściowa pobladła.
— To są dzieci naszej rodziny!
— Tak.
— Więc w czym problem?
Magda spojrzała najpierw na nią, potem na męża.
— W tym, że to również mój dom. A ostatnio wszyscy zachowujecie się tak, jakby mnie w nim nie było.
— Co za niedorzeczność!
— Naprawdę? Katarzyna sama ustala, kiedy zostawi tu chłopców. Michał się zgadza, nawet mnie nie pytając. Pani decyduje, gdzie będą leżały ich rzeczy. A później ja mam się uśmiechać, bo przecież jesteśmy rodziną.