Magdalena spłaciła całość dopiero po trzecim przypomnieniu. Katarzyna znów nie usłyszała podziękowania. Za to jakiś czas później, podczas rodzinnego spotkania, Halina opowiadała swojej znajomej, że jej córka sama doszła do wszystkiego.
Katarzyna stała tuż obok.
Powoli odwróciła głowę w stronę teściowej, lecz Halina mówiła dalej, jakby nie zauważyła jej spojrzenia.
Prawie wszystkie rodzinne uroczystości odbywały się w domu Katarzyny.
Zawsze można było znaleźć wygodne wyjaśnienie. Mieszkanie Haliny było za małe. Piotr wynajmował pokój. Magdalena nie lubiła przyjmować gości. U Katarzyny było dużo miejsca, weranda i ogród.
Na początku Katarzyna naprawdę nie miała nic przeciwko.
Układała menu, robiła zakupy, zamawiała mięso i przygotowywała przekąski. Marek nosił ciężkie torby i zajmował się grillem, ale większość obowiązków spadała na gospodynię. Krewni przyjeżdżali do nakrytego stołu, spędzali cały wieczór, a później wracali do siebie, zostawiając gospodarzy z brudnymi naczyniami i bałaganem na podwórzu.
Czasem ktoś przywoził butelkę napoju albo pudełko ciastek. Uznawano to za pełny wkład w przygotowania.
Na urodziny Haliny Katarzyna szykowała się przez dwa dni. Zamówiła mięso, zrobiła kilka rodzajów przekąsek, przygotowała danie główne i nakryła duży stół na werandzie. Magdalena przyjechała ostatnia, przynosząc paczkę serwetek.
Teściowa przez cały wieczór odbierała życzenia. Kiedy jedna z krewnych pochwaliła organizację przyjęcia, Halina odpowiedziała:
— To Marek wszystko przygotował. Zawsze tak się stara dla swojej matki.
Katarzyna właśnie niosła z kuchni półmisek warzyw. Palce mocniej zacisnęły się na jego brzegach. Postawiła naczynie na stole, wyprostowała się i spojrzała na męża.
Marek słyszał słowa matki.
I znowu nic nie powiedział.
Kiedy goście wyszli, Katarzyna zapytała:
— To ty wszystko zorganizowałeś?
— Mama tak tylko powiedziała.
— Mogłeś ją poprawić.
— Przy wszystkich?
— Właśnie przy tych wszystkich, których wprowadziła w błąd.
Marek zmęczonym ruchem potarł brodę.
— Czego ode mnie oczekujesz? Żebym do niej zadzwonił i kazał jej ci podziękować?
— Nie. Chcę tylko, żebyś następnym razem nie pozwolił przypisać sobie mojej pracy.
— Nie przejmuj się. Przecież nie robiłaś tego dla pochwał.
Katarzyna wstawiła brudne naczynie do zlewu i spojrzała na niego uważnie.
— Brak podziękowania to nie to samo co świadome odbieranie komuś zasług.
Marek nie odpowiedział.
Później Katarzyna kilka razy proponowała, żeby rodzinne uroczystości odbywały się kolejno u różnych osób. Halina za każdym razem znajdowała nowy powód.
— U nas jest za ciasno.
— Magdalena mieszka daleko.
— Piotr nie ma odpowiedniego miejsca.
— U was jest po prostu wygodniej.
Rzeczywiście, u Katarzyny wszystkim było wygodniej.
Tylko nie jej.
W jej domu jedli, świętowali i omawiali rodzinne sprawy, a jednocześnie wciąż przypominali gospodyni, że dla nich pozostaje kimś z zewnątrz.
Ostatnia kropla nie była jednym wydarzeniem. Przez lata zbierała się z dziesiątek drobnych sytuacji.
Halina potrafiła zadzwonić i poprosić Katarzynę o kupienie prezentu dla któregoś krewnego, bo „ona lepiej wie, co wybrać”. Potem wręczała go w imieniu całej rodziny.
Magdalena prosiła o zamówienie produktów na kolejne spotkanie i regularnie zapominała przelać swoją część pieniędzy.
Piotr zwykle przyjeżdżał pierwszy, otwierał lodówkę i sprawdzał, co jest w środku. Jeśli czegoś nie znalazł, radził Katarzynie, żeby następnym razem kupowała więcej.
A słowo „obca” nadal powracało.
Raz wypowiadano je żartobliwie, innym razem protekcjonalnie, czasem niemal czule.
— Katarzyna jest oczywiście samodzielna, ale jednak obca.
— Nie wciągajcie jej w nasze rozmowy, ona nie jest rodziną.
— Nie ma sensu na niej polegać. Obcy zawsze mają własne interesy.
Katarzyna przestała się spierać. Zaczęła tylko obserwować.
Chciała sprawdzić, czy Marek sam dostrzeże, co się dzieje, bez kolejnych wyjaśnień z jej strony. On jednak zauważał pojedyncze sytuacje i za każdym razem znajdował dla nich usprawiedliwienie.
Matka była już starsza, siostra zbyt emocjonalna, brat nieodpowiedzialny, a krewni po prostu mówili bezpośrednio.
Dla każdego znajdowało się wyjaśnienie.
Tylko nie dla żony.
W połowie sierpnia Halina znów zaproponowała, żeby wszyscy spotkali się u Katarzyny. Powód był zwyczajny: dawno się nie widzieli.
Katarzyna zgodziła się, ale wcześniej powiedziała Markowi:
— To ostatnia rodzinna kolacja, którą organizuję sama. Następnym razem spotykamy się u kogoś innego.
— Powiem im.
— Nie powiesz. Już to mówiłeś.
— Dzisiaj na pewno napiszę.
Rzeczywiście napisał na rodzinnej grupie, że kolejne spotkanie powinien przygotować ktoś inny.
Odpisała tylko Magdalena:
„Zobaczymy”.
W dniu kolacji Katarzyna zaczęła przygotowania od rana. Nie dlatego, że nadal chciała przypodobać się rodzinie męża. Po prostu nie potrafiła robić niczego byle jak. Przygotowała mięso z warzywami, zimne przekąski, pokroiła owoce i nakryła stół na werandzie.
Goście przyjechali o szóstej.
Halina od razu weszła do domu, otworzyła lodówkę i zaczęła przeglądać jej zawartość.