– Tak, mamo, rozumiem – wyłączył tryb głośnomówiący i przyłożył telefon do ucha. – Dobrze, przyjadę jutro. Nie martw się.
Odłożył słuchawkę i długo patrzył na Lilę. W powietrzu zawisła ciężka cisza.
– Dzwoniłaś do mamy? – zapytał w końcu.
– Tak – odpowiedziała spokojnie, zdejmując płaszcz. – To ona zadzwoniła pierwsza. Zapytała, dlaczego w tym miesiącu nie ma przelewu. Wyjaśniłam, że teraz mamy oddzielne budżety. Tak, jak chciałeś.
Artiom opadł na fotel, zakrywając twarz dłońmi.
– Lila, to już za wiele. Mama panikuje. Skoczyło jej ciśnienie, trzeba było wzywać lekarza.
Lila poczuła ukłucie winy, ale szybko je odpędziła. Nie zrobiła nic złego. Po prostu trzymała się nowej logiki, którą on sam wprowadził.
– Artiom – usiadła naprzeciwko. – Kiedy zdecydowałeś, że płacę za wszystko sama, pomyślałeś o mamie? O tym, że ja też jej pomagałam? Zakupy, leki, nawet prezent na urodziny – wszystko szło ze wspólnego konta.
– To co innego – podniósł głowę. – Wiedziałaś, że mama jest na emeryturze. Jest jej ciężko.
Milczał. Potem wstał i wyszedł na balkon. Lila została sama, patrząc w okno. Za szybą mżył jesienny deszcz, szary i smutny. Pomyślała o tym, jak wszystko zmieniło się w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Wcześniej planowali wakacje – marzyli o morzu, o ciepłym piasku. Teraz każdy wieczór był jak pole bitwy.
Następnego dnia Artiom pojechał do matki wcześnie rano. Lila nie pytała, ale wiedziała: to będzie długa rozmowa. Sama spędziła dzień na rozmyślaniach. W pracy koleżanki zauważyły jej nieobecny wzrok – przyjaciółka Kasia podeszła do niej podczas obiadu.
– Lila, co się z tobą dzieje? – zapytała, mieszając kawę. – Jesteś jakaś… zgaszona.
Lila westchnęła i opowiedziała jej o wszystkim. Nie o każdym szczególe, ale o tym, co najważniejsze – o osobnych kontach i teściowej.
– Oho – Kasia otworzyła szeroko oczy. – Klasyka. Teściowa próbuje kontrolować syna. Dobrze, że się postawiłaś. Ale przygotuj się – on jest teraz między wami.
– Wiem – skinęła głową Lila. – Ale nie mogę wrócić do tego, co było. To oznaczałoby, że ona wygrała.
Wieczorem Artiom wrócił późno. Twarz miał zmęczoną, oczy zaczerwienione – pewnie nie spał.
– Rozmawialiśmy z mamą – powiedział od razu, jeszcze w ubraniu. – Jest… rozżalona. Mówi, że ją uraziłaś.
Lila w milczeniu nalała mu herbaty.
– Artiom, a powiedziałeś jej, dlaczego tak się stało? Że to ty zacząłeś?
– Powiedziałem – usiadł przy stole. – Ale ona uważa, że uległaś złym wpływom. Że mnie buntujesz.
– Buntuję? – Lila poczuła, jak znowu bierze w niej górę złość. – To ty przyszedłeś i ogłosiłeś: „Mama powiedziała”. Ty!
Skinął głową, przyznając jej rację.
– Wiem. Popełniłem błąd. Ale mama… ona jest sama. Po śmierci taty liczy tylko na mnie.
Lila złagodniała. Rozumiała to. Walentyna Pietrowna straciła męża dziesięć lat temu – nagle, na serce. Od tamtej pory syn stał się dla niej całym światem.
– Znajdźmy kompromis – zaproroponowała Lila. – Przywrócimy wspólne konto dla rodziny. Ale przelewy dla mamy – tylko po wspólnej rozmowie. I bez jej rad dotyczących naszych finansów.
Artiom spojrzał na nią z nadzieją.
– Mówisz poważnie? Jesteś gotowa wrócić do wspólnoty?
– Jeśli ty jesteś gotowy wyznaczyć granice – doprecyzowała.
Skinął głową.
– Tak. Porozmawiam z nią jeszcze raz. Obiecuję.
Przez chwilę Lili wydawało się, że wszystko się ułoży. Zjedli kolację prawie jak dawniej – rozmawiali o pracy, śmiali się z jakiejś błahostki. Nawet przytulili się przed snem.
Jednak rano wszystko legło w gruzach.
Lilę obudził dzwonek telefonu. Artiom już wyszedł do pracy, a dzwoniła teściowa.
– Halo, Walentyno Pietrowno – odebrała ostrożnie.
– Lilu – głos teściowej był niezwykle miękki, niemal płaczliwy. – Artiom opowiedział mi wczoraj o waszej rozmowie. Wszystko zrozumiałam. Wybacz mi, jeśli cię uraziłam. Po prostu boję się o syna.
Lila poczuła się zagubiona. Tego się nie spodziewała.
– Nic nie szkodzi – odpowiedziała. – Najważniejsze, żebyśmy znaleźli wspólny język.
– Oczywiście, córeczko – teściowa pociągnęła nosem. – Pomyślałam nawet… Może przyjadę do was na weekend? Pogodzimy się naprawdę. Upiekę ciasto, wasze ulubione, z wiśniami.
Lila uśmiechnęła się. Może to rzeczywiście jest wyjście?
– Zapraszamy – zgodziła się. – Będzie nam miło.
Cały dzień była w dobrym nastroju. Opowiedziała o wszystkim Kasi – ta tylko sceptycznie mruknęła, ale życzyła powodzenia.
W piątek Walentyna Pietrowna przyjechała. Z torbami, z ciastem, z uśmiechem. Artiom przywitał matkę ciepło, Lila – uprzejmie. Wieczór minął spokojnie: herbata, rozmowy o pogodzie i zdrowiu.
Ale w sobotę rano wszystko się zmieniło.
Lila weszła do kuchni i zobaczyła teściową siedzącą przy stole z laptopem Artioma. Ekran świecił – otwarta była aplikacja bankowa.
– Walentyno Pietrowno? – zdziwiła się Lila. – Coś się stało?
Teściowa drgnęła i szybko zamknęła laptopa.
– Nic, Lilu. Po prostu Artiom poprosił mnie o sprawdzenie przelewu. Zapomniał hasła.
Lila zmarszczyła brwi. Artiom nigdy nie prosiłby matki o taką rzecz.
Po południu, gdy Artiom wyszedł do sklepu, Lila weszła do aplikacji bankowej w swoim telefonie. I zamarła.