— Nie zamierzam być darmową sprzątaczką dla twojej matki. Ma własną córkę — niech ona doprowadza jej mieszkanie do porządku! — powiedziała Ewa po ośmiu godzinach pracy z rocznym dzieckiem na rękach

Ewa podwinęła rękawy.

Najpierw musiała udrożnić zlew, bo bez tego nie mogła nawet nabrać wody.

Potem znalazła pod szafką stare gąbki, kilka szmatek i butelki z detergentami.

Zaschnięty tynk niemal nie chciał schodzić. Zwykła gąbka była bezużyteczna, więc niektóre plamy Ewa zdrapywała paznokciami, uważając, żeby nie uszkodzić plastikowej powierzchni.

Kacper siedział w kojcu i co kilka minut zaczynał niezadowolony popiskiwać.

Ewa bez przerwy wychylała się z kuchni. Sprawdzała, czy synek się nie przewrócił, nie zakrztusił i nie znalazł czegoś małego, co mógłby połknąć.

— Pani Jadwigo, może przeniesiemy kojec do pokoju? W przedpokoju jest bardzo dużo pyłu.

Teściowa spojrzała na nią z niezadowoleniem.

— A gdzie ja mam wtedy siedzieć? Pokój jest mały, meble jeszcze nie stoją na swoim miejscu. Przecież Kacper siedzi spokojnie. Nic mu się nie stanie.

Ewa wróciła do kuchni.

Plamy znikały powoli. Każda wymagała długiego szorowania. Po kilku godzinach bolały ją palce, a skóra na dłoniach zrobiła się czerwona od środków czyszczących.

Do południa udało jej się doprowadzić do porządku zaledwie połowę kuchni.

— Może coś zjesz? — zapytała pani Jadwiga, stając w drzwiach.

— Dziękuję, nie jestem głodna. Wolę pracować, dopóki Kacper jest w miarę spokojny.

— I słusznie. Zostało jeszcze mnóstwo roboty. Jak skończysz kuchnię, zabierzesz się za okna. Potem trzeba wyszorować łazienkę.

Ewa przetarła wilgotne czoło wierzchem dłoni.

Koszulka kleiła jej się do pleców, choć minęło dopiero pół dnia.

Pani Jadwiga co jakiś czas przychodziła sprawdzić postępy i niemal zawsze znajdowała coś, do czego mogła się przyczepić.

— Tutaj zostały smugi.

— W rogu nie wytarłaś dokładnie.

— A tę plamę chyba zupełnie pominęłaś.

W końcu Ewa nie wytrzymała.

— Dlaczego nie zamówiła pani firmy sprzątającej? Po remoncie zwykle korzysta się z profesjonalnej ekipy.

Pani Jadwiga uniosła brwi, jakby usłyszała coś zupełnie niedorzecznego.

— Po co wyrzucać pieniądze? Nie ma tu aż tak dużo pracy. Poza tym ty teraz jesteś wolna. I tak siedzisz z dzieckiem w domu.

W tej samej chwili Kacper znów zaczął płakać.

Nadeszła pora karmienia.

Ewa dokładnie umyła ręce i podeszła do synka.

— Muszę go nakarmić.

— Oczywiście, nakarm. Tylko postaraj się szybko, bo w takim tempie minie cały dzień, a my niczego nie skończymy.

Ewa przygotowała butelkę, nakarmiła Kacpra i zmieniła mu pieluchę.

Chłopiec pocierał oczy piąstkami. Był śpiący, ale w zakurzonym przedpokoju, wśród intensywnego zapachu detergentów i hałasu szorowania nie potrafił się uspokoić.

Ewa wzięła go na ręce, zaczęła delikatnie kołysać i cicho nucić kołysankę, którą śpiewała mu każdego wieczoru.

— Już się zmęczył? — zapytała teściowa z kpiącym uśmiechem. — Myślałam, że dzisiejsze dzieci są bardziej odporne. Młode matki podobno też mają teraz więcej siły.

Ewa zacisnęła usta i nic nie odpowiedziała.

Kiedy Kacper trochę się uspokoił, odłożyła go do kojca i wróciła do kuchni.

Pozostałe panele czyściło się odrobinę szybciej, bo jej ręce przywykły już do monotonnych ruchów.

Wciąż jednak czekały na nią okna, łazienka, korytarz, listwy i podłogi w całym mieszkaniu.

Okna wyglądały tak, jakby nikt ich nie mył od kilku lat.

Na szybach zaschły ślady gruntu, wzdłuż framug przykleiła się taśma malarska, a na białych ramach zostały krople farby.

Ewa przyniosła z komórki drabinę, ustawiła ją przy oknie i wspięła się z gąbką oraz skrobakiem.

— Tylko uważaj — powiedziała pani Jadwiga, siedząc wygodnie w fotelu z filiżanką herbaty. — Jeszcze spadniesz i trafisz do szpitala. Tego nam brakuje.

Po kilku minutach ramiona Ewy zaczęły drętwieć od ciągłego trzymania ich w górze.

Plecy bolały ją od niewygodnej pozycji.

Kacper ponownie się rozpłakał.

Ewa zeszła z drabiny i podeszła do kojca.

Chłopiec wyciągnął do niej rączki, pokazując całym sobą, że nie chce już dłużej siedzieć sam.

— Wytrzymaj jeszcze trochę, Kacperku. Mama niedługo skończy.

Już w chwili, gdy to mówiła, wiedziała, że nie jest to prawda.

Do końca pracy pozostawało bardzo dużo czasu.

Pani Jadwiga tymczasem układała kolejny plan.

— Po oknach od razu idź do łazienki. Robotnicy ubrudzili całą glazurę. Trzeba wyszorować wannę, umywalkę, sedes i fugi. Potem zostaną podłogi oraz listwy.

Ewa tylko skinęła głową.

Miała sucho w ustach. Marzyła o szklance wody i choćby pięciu minutach siedzenia w ciszy.

Teściowa obserwowała ją jednak w taki sposób, jakby każda przerwa świadczyła o lenistwie.

Łazienka okazała się prawdziwą próbą wytrzymałości.

Kafelki pokrywał szary nalot z cementowego pyłu, a w fugach zastygły niewielkie kawałki zaprawy.

Ewa uklękła na podłodze i zaczęła czyścić płytkę po płytce.

Kacper nie marudził już cicho. Płakał głośno i rozpaczliwie.

Ewa podniosła się, umyła ręce i poszła do niego.

Przytuliła synka, a on niemal natychmiast ucichł, wciskając twarz w jej ramię.

— Dlaczego przestałaś sprzątać? — zapytała niechętnie pani Jadwiga. — Trochę popłacze i sam się uspokoi.

— Jest zmęczony. Potrzebuje snu i obecności mamy.