— Nie zamierzam być darmową sprzątaczką dla twojej matki. Ma własną córkę — niech ona doprowadza jej mieszkanie do porządku! — powiedziała Ewa po ośmiu godzinach pracy z rocznym dzieckiem na rękach

— Czym niby miał się zmęczyć? Cały dzień siedzi w kojcu. Kiedyś dzieci owijało się ciasno w becik, odkładało do łóżeczka i leżały spokojnie. Teraz wszyscy biegają wokół maluchów, jakby były ze szkła.

Ewa wróciła do łazienki, nie wypuszczając syna z objęć.

Praca jedną ręką była niemal niemożliwa.

Kacper kurczowo trzymał kołnierzyk jej koszulki i od czasu do czasu cicho pochlipywał.

Dopiero około czwartej łazienka zaczęła wyglądać przyzwoicie.

Kafelki odzyskały połysk, wanna i umywalka znów były białe, a z fug zniknęły resztki zaprawy.

— No, teraz od razu lepiej — pochwaliła teściowa. — Możesz zabrać się za podłogi. Tylko nie omijaj listew.

Ewa spojrzała na zegarek.

Marcin niedługo powinien wrócić z pracy.

Kacper leżał ciężko na jej rękach, wyczerpany, senny i rozdrażniony.

Ewę bolały plecy, a palce piekły od detergentów.

— Pani Jadwigo, Beata przyjdzie wieczorem?

— Oczywiście, że nie. Po pracy idzie na siłownię. Dba o figurę i nie zaniedbuje się jak niektóre kobiety.

Ewa powoli odwróciła głowę.

Po ciąży zostało jej kilka dodatkowych kilogramów. Nie zdążyła jeszcze wrócić do dawnej sylwetki, a teściowa regularnie jej o tym przypominała, jakby ciało synowej było sprawą całej rodziny.

Mycie podłóg trwało potwornie długo.

Zaschniętą farbę trzeba było najpierw zeskrobać, a później kilka razy przemyć każdy fragment linoleum.

Kacper ponownie zgłodniał.

Ewa usiadła wprost na podłodze w przedpokoju, obok wiadra z szarą wodą, i podała mu butelkę.

Pani Jadwiga pokręciła głową.

— Dziwne, że tak często chce jeść. Za moich czasów dzieci karmiło się według ścisłego planu i jakoś wszystkie wyrosły.

Słońce zaczynało już opadać, kiedy Ewa dotarła do ostatniego pokoju.

Kacper zasnął na jej rękach, całkowicie wyczerpany męczącym dniem.

Pani Jadwiga mówiła zaś spokojnie o tym, co będą robić następnego ranka.

— Jutro zajmiemy się balkonem. Potem trzeba uporządkować komórkę. Po fachowcach wszystko jest tam wrzucone na jedną stertę.

Ewa wyprostowała się powoli.

Ból przeszywał jej plecy tak mocno, że nie chciała już nigdy więcej się schylać.

Ręce drżały jej ze zmęczenia.

— Muszę wracać do domu. Kacper potrzebuje spokojnego snu.

— Jak to wracać? — zdziwiła się pani Jadwiga. — Nie skończyłaś listew, a okno w sypialni nadal jest zamazane.

Ewa położyła śpiącego synka w wózku i zaczęła pakować jego rzeczy.

Miała potargane włosy. Na ubraniu widniały plamy po wodzie, detergentach i pyle. Jej twarz była blada i zmęczona.

— No dobrze — westchnęła z niezadowoleniem teściowa. — Jutro dokończymy. Oczywiście dziękuję. To dobrze, że jesteś na macierzyńskim i możesz pomagać rodzinie.

Ewa wyszła bez słowa.

Nie pożegnała się, bo bała się, że jeśli otworzy usta, powie o wiele za dużo.

Prowadząc wózek w stronę schodów, czuła, że dłonie wciąż jej drżą.

Kacper spał przykryty cienkim kocykiem. Jego policzki były czerwone od upału i dusznego powietrza.

Niemal cały dzień spędził w zakurzonym przedpokoju, wdychając zapach materiałów budowlanych i chemicznych środków czyszczących.

Po powrocie do domu Ewa najpierw wykąpała syna i ubrała go w czyste body.

Później sama długo stała pod prysznicem, próbując zmyć ze skóry pył oraz drażniący zapach detergentów.

Na dłoniach pojawiły się czerwone plamy. Palce szczypały, a pod paznokciami pozostał brud, którego nie dało się dokładnie usunąć.

Marcin wrócił około siódmej wieczorem.

Wyglądał na wypoczętego i zadowolonego. Wyjął z lodówki butelkę piwa, usiadł przed telewizorem i rozciągnął się na kanapie.

— I co? Pomogłaś mamie?

Ewa siedziała w fotelu i karmiła Kacpra.

Chłopiec pił łapczywie, jakby również rozumiał, jak trudny był to dzień.

— Marcin, ty w ogóle wiesz, w jakim stanie jest jej mieszkanie? To nie było zwykłe sprzątanie. Tam są skutki generalnego remontu. Przez osiem godzin zdrapywałam tynk, farbę i cementowy pył.

— No i co z tego? Mama nie jest już młoda. Trudno jej zrobić to samodzielnie. Naprawdę tak ciężko było jej pomóc?

Ewa przełożyła synka na drugą rękę i uważnie spojrzała na męża.

— A gdzie była Beata? Twoja matka ma rodzoną córkę, która mieszka niedaleko.

— Beata pracuje. Ma własne sprawy.

— Ja też pracowałam przed urodzeniem Kacpra i zamierzam wrócić do salonu. Dlaczego obowiązek zajmowania się twoją matką automatycznie spadł na mnie?

Marcin upił łyk piwa i przełączył kanał.

— Bo teraz masz wolne. I tak całymi dniami jesteś w domu.

— Wolne? Naprawdę tak uważasz?

Ewa starała się nie podnosić głosu, żeby nie przestraszyć dziecka.

— Kacper przez cały dzień siedział w kurzu. Płakał, nie mógł zasnąć i oddychał zapachem chemii. Nie miałam nawet chwili, żeby spokojnie zjeść.

— To był tylko jeden dzień. Nic mu się przecież nie stało.

— Jutro twoja mama oczekuje, że znów tam pojadę. Został balkon, komórka, kolejne okna i reszta podłóg.

Marcin spojrzał na żonę ze szczerym zdziwieniem.

— I co w tym takiego? Rodzina powinna sobie pomagać.

— Świetnie. W takim razie jutro pojedziesz ty. Zabierzesz Kacpra, posadzisz go w kojcu i przez cały dzień będziesz szorował mieszkanie własnej matki.

— Przecież pracuję.