— Panie Marku… nie wiem, jak mam to powiedzieć. Jeśli uzna pan, że wszystko sobie wymyśliłam, może mnie pan zwolnić choćby jutro. Ale jeśli teraz mnie pan nie wysłucha, rano sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej…
Przez kilka sekund patrzyłem na Monikę bez słowa.
Za wielkimi oknami gabinetu siąpił jesienny deszcz. W całym domu panowała nocna cisza, a na ścianie miarowo tykał zegar, który wiele lat temu dostałem od pierwszej żony.
Tego wieczoru jego dźwięk drażnił mnie bardziej niż zwykle.
— Moniko, zdajesz sobie sprawę, która jest godzina? — zapytałem w końcu.
— Tak.
Ostrożnie przymknęła drzwi.
— W takim razie mów.
Podeszła do biurka i położyła przede mną telefon.
— Dziś wieczorem sprzątałam kuchnię. Alicja rozmawiała przez telefon w holu. Była przekonana, że już wyszłam.
Na dźwięk imienia żony natychmiast się spięłem.
— I co z tego?
Monika zawahała się.
— Wypowiedziała pańskie imię.
— Co dokładnie powiedziała?
Gospodyni przełknęła ślinę.
— „Zostało tylko kilka dni. Najważniejsze, żeby Marek niczego nie zrozumiał, zanim będzie za późno”.
Poczułem nieprzyjemny chłód w piersi.
— Jesteś pewna, że się nie pomyliłaś?
— Panie Marku, słyszałam tę rozmowę bardzo wyraźnie.
Spróbowałem zbagatelizować sprawę.
— Może przygotowuje dla mnie niespodziankę.
— Na początku też tak pomyślałam.
Monika odblokowała telefon.
— Dlatego wcześniej nic panu nie powiedziałam.
Otworzyła zdjęcie.
Na ekranie zobaczyłem Alicję.
Moja młoda żona stała przy czarnym samochodzie na parkingu przed jakimś centrum handlowym. Obok niej znajdował się mężczyzna mniej więcej w jej wieku.
Przybliżyłem fotografię.
— Kto to jest?
— Nie wiem.
— Skąd masz to zdjęcie?
— Trzy dni temu zobaczyłam ich przez okno kawiarni po drugiej stronie ulicy. Wtedy nie zwróciłam na to większej uwagi.
Samo spotkanie nie musiało jeszcze niczego oznaczać.
Alicja miała przyjaciół, znajomych i kontakty zawodowe.
Monika pokazała mi jednak drugą fotografię.
Dopiero wtedy poczułem prawdziwy niepokój.
Na zdjęciu leżał dokument.
Mój dokument.
Rozpoznałem podpis na dole strony.
— Gdzie to znalazłaś?
— W pokoju Alicji.
Podniosłem gwałtownie głowę.
— Przeglądałaś rzeczy mojej żony?
— Nie! Wycierałam biurko. Kartka leżała pod otwartą teczką.
Po chwili dodała pospiesznie:
— Nie znam się na dokumentach prawnych, więc zrobiłam zdjęcie i pokazałam je znajomemu. Pracuje u notariusza.
— Co ci powiedział?
Monika spojrzała mi prosto w oczy.
— Że dokument dotyczy przekazania komuś części pańskiego majątku.
W gabinecie zapadła cisza.
Przypomniałem sobie, jak przez ostatnie miesiące Alicja coraz natarczywiej namawiała mnie, żebym wreszcie „uporządkował wszystkie formalności”.
— Marku, masz już siedemdziesiąt dwa lata — powtarzała. — Nie możesz odkładać takich spraw w nieskończoność.
Denerwowało mnie, gdy przypominała mi o wieku, ale trudno było odmówić jej racji.
Miałem nieruchomości, firmę, oszczędności i inwestycje.
Przez całe życie byłem przekonany, że nad wszystkim panuję.
Teraz po raz pierwszy zadałem sobie pytanie, czy rzeczywiście tak jest.
— Dlaczego powiedziałaś, że rano może być za późno?
Monika ściszyła głos.
— Dziś rano Alicja znowu rozmawiała z tym mężczyzną.
— Słyszałaś ich?
— Tak.
— Co powiedziała?
Gospodyni niemal wyszeptała:
— „Po śniadaniu podpisze ostatni dokument. Potem wszystko pójdzie już znacznie łatwiej”.
Zdrętwiały mi palce.
W tej samej chwili klamka zaczęła powoli się poruszać.
Obaj zamilkliśmy.
Drzwi otworzyły się szeroko.
W progu stała Alicja.
Moja żona była ode mnie młodsza o trzydzieści osiem lat.
Nawet teraz, bez makijażu i w zwykłym domowym szlafroku, wyglądała tak pięknie, że mimowolnie przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie.
Wtedy sądziłem, że los podarował mi drugą młodość.
Dopiero teraz pomyślałem, co nasz związek podarował jej.
Alicja uśmiechnęła się.
— Marku, dlaczego jeszcze nie śpisz?
Dopiero po chwili zauważyła Monikę.
Uśmiech zniknął z jej twarzy.
— Co ona robi tutaj o tej porze?
I właśnie wtedy po raz pierwszy dostrzegłem w oczach żony coś, czego nigdy wcześniej tam nie widziałem.
Strach.
Zrozumiałem, że Monika nie powiedziała mi wszystkiego.
Rozdział 2. Dokumenty, które czekały na mój podpis
Alicja zatrzymała się w progu.
Przez kilka sekund tylko na siebie patrzyliśmy.
— Zadałam pytanie — powtórzyła. — Dlaczego Monika jest tutaj niemal o północy?
Gospodyni spuściła wzrok.
Odpowiedziałem pierwszy:
— Rozmawia ze mną.
— O czym?
— O tobie.
Na twarzy Alicji drgnął ledwie widoczny mięsień.
Trwało to ułamek sekundy.
Potem prychnęła z niedowierzaniem.
— Naprawdę, Marku? Znowu wierzysz służącej?
Monika poczerwieniała.
— Niczego nie zmyśliłam!
Alicja gwałtownie odwróciła się w jej stronę.
— Nikt cię o zdanie nie pytał.
— Dosyć — powiedziałem.
Obie natychmiast zamilkły.
— Moniko, wracaj do domu.
Spojrzała na mnie z niepokojem.
— Panie Marku…
— Powiedziałem: jedź do domu.
Wzięła telefon i ruszyła do drzwi. Tuż przed wyjściem zatrzymała się jeszcze na chwilę.
— Proszę tylko o jedno.
Alicja skrzyżowała ręce na piersi.
— Oczywiście.
