— Tato, o czym ty mówisz?
— Twoja matka przez dwanaście lat była kochanką pana Kowalskiego. Byłeś mały i niczego nie zauważałeś. Nie odchodziłem, bo bałem się, że pozbawię cię ojca. A ty stoisz tutaj i żądasz, żeby Katarzyna kłamała dla twojej wygody.
Ręce Marka opadły bezwładnie. Jego policzki znów poczerwieniały, lecz tym razem nie z powodu uderzenia.
— Ty wiedziałeś przez cały ten czas?
— Wiedzieli prawie wszyscy. Sąsiedzi, znajomi. Wszyscy poza tobą. Kiedy Kowalski umarł, twoja matka płakała przez trzy dni. Nie przy tobie — przy mnie. A ja ją pocieszałem, bo nie potrafiłem wcześniej odejść. Katarzyna nie musi powtarzać mojego wyboru. Nie pozwolę ci traktować jej tak, jak twoja matka traktowała mnie.
Piotr, który dotąd milczał, odezwał się spokojnie:
— Marku, znam twojego ojca od ponad trzydziestu lat. Teraz powinieneś przestać szukać winnych i uczciwie spojrzeć na własne postępowanie.
Marek przenosił wzrok z ojca na Katarzynę, a potem na dokumenty leżące na stole. Nie znalazł żadnej odpowiedzi. Dotychczasowe wymówki nagle przestały działać.
— Te papiery potwierdzają, że mieszkanie należy do mnie — powiedziała Katarzyna, kładąc dłoń na teczce. — Andrzej przyniósł poświadczoną kopię umowy darowizny. Samochód, którym jeździsz, również jest zapisany na mnie. Zabierz ubrania i rzeczy osobiste. Nie będziesz już tutaj mieszkał.
— Wyrzucasz mnie z domu?
— Nie chcę dłużej żyć z człowiekiem, który mnie nie szanuje.
Minął tydzień. Katarzyna znów stała w kuchni i mieszała cukier w herbacie: dwa obroty w prawo, dwa w lewo. Tym razem jej ruchy były spokojne, niemal leniwe.
Zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiło się imię Joanny.
— Kaśka, możesz rozmawiać?
— Mogę. Co się stało?
— Natalia Wysocka napisała wczoraj w mediach społecznościowych, że była związana z żonatym mężczyzną. Nie podała nazwiska, ale sąsiedzi od razu się domyślili. Tomasz złożył pozew o rozwód.
— Wiem. Dzwonił do mnie wczoraj. Na razie zabrał syna i zamieszkał u swoich rodziców.
— A gdzie jest Marek?
— U matki. Halina może teraz opiekować się nim tak długo, jak tylko zechce.
Joanna przez chwilę milczała.
— A ty? Jak się trzymasz?
— Lepiej, niż przypuszczałam. Pierwszy raz od pół roku śpię bez lęku. Nie sprawdzam, do kogo pisze. Nie szukam na jego ubraniach zapachu cudzych perfum. Nie wymyślam usprawiedliwień dla jego późnych powrotów. Po prostu żyję.
— Andrzej cię odwiedzał?
— Wczoraj przywiózł regał na książki i sam go złożył. Ma sześćdziesiąt dwa lata, a narzędziami posługuje się lepiej niż niejeden młody człowiek. Wszystko przykręcił, wypoziomował półki. Potem wypiliśmy herbatę. Powiedział: „Kasiu, zrobiłaś to, czego ja kiedyś nie potrafiłem. Dziękuję ci”.
— To dobry człowiek.
— Bardzo dobry. Szkoda, że Marek nie nauczył się od niego tego, co najważniejsze.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Katarzyna poszła otworzyć, nie przerywając rozmowy z Joanną.
Na progu stał Tomasz Wysocki. Był wysoki, opanowany i trzymał w ręce teczkę.
— Pani Katarzyno, przepraszam, że przyjechałem bez zapowiedzi. Przywiozłem kopie dokumentów, o które pani pytała.
— Proszę wejść, panie Tomaszu.
Zdjął buty, przeszedł do kuchni i położył teczkę na stole.
— W środku jest korespondencja Marka i Natalii z firmowego komunikatora. Ona niczego nie usunęła. Prawdopodobnie chciała zachować wiadomości na wszelki wypadek. Znalazłem je, kiedy zabierałem swoje rzeczy. Powinna pani zobaczyć kilka z nich.
— Co w nich jest?
— Marek omawiał z Natalią sposób przepisania pani mieszkania na siebie za pomocą fikcyjnej umowy. Pisał, że zna kogoś, kto pomoże załatwić dokumenty. Wiadomości pochodzą sprzed trzech tygodni.
Katarzyna otworzyła teczkę. Przeczytała pierwszą stronę, potem drugą i trzecią.
— Joanno, nadal jesteś na linii? — zapytała.
— Tak. Co tam znalazłaś?
— Marek chciał odebrać mi mieszkanie. Spędziliśmy razem siedem lat, a on omawiał to z kochanką. W czasie, gdy prałam jego koszule i robiłam nam śniadania.
— Masz na to dowody?
— Korespondencja leży przede mną.
Tomasz usiadł naprzeciwko niej.
— Jest jeszcze coś. Wczoraj dzwoniła do mnie Halina. Prosiła, żebym nie rozwodził się z Natalią. Mówiła, że to „zwykłe nieporozumienie”, że Natalia jest „dobrą matką” i powinienem zapomnieć o tym, co się wydarzyło.
— Zadzwoniła nawet do pana?
— Tak. Kiedy odmówiłem, zaczęła oskarżać mnie o rozbijanie rodziny. Kazała mi myśleć o synu. A potem stwierdziła, że mężczyźni „zawsze tacy byli i zawsze tacy będą”.
Katarzyna zamknęła teczkę.
— Po własnych doświadczeniach z niewiernością poucza innych, jak należy chronić rodzinne wartości. Nawet nie wiem, co na to powiedzieć.
— Ja również nie wiedziałem — przyznał Tomasz.
Spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się nieznacznie. Nie było w tej historii nic zabawnego, ale oboje rozumieli, jak absurdalna stała się ich sytuacja.
— Pokażę te wiadomości prawnikowi — powiedziała Katarzyna. — Jeśli Marek rzeczywiście planował przejąć mieszkanie za pomocą oszustwa, specjalista powinien o tym wiedzieć. Niech powie, jakie mam możliwości.
W tej chwili zadzwonił telefon stacjonarny. Katarzyna podniosła słuchawkę.
