„To ma być uroczystość? Za taki stół powinniście się wstydzić!” — powiedziała teściowa, lecz chwilę później gospodyni zabrała całe jedzenie i wyrzuciła ich z domu

Potem spokojnie ponownie chwyciła brytfannę przez rękawice, podniosła ją i zaniosła z powrotem do kuchni.

Michał gwałtownie wyprostował się na kanapie.

— Mamo, dokąd zabierasz mięso? Postaw je z powrotem! Przecież pachnie niesamowicie!

Jadwiga nie odpowiedziała.

W kuchni ustawiła brytfannę na grubej desce i przykryła ją ciężką pokrywą, żeby mięso nie wystygło. Następnie bez pośpiechu wróciła do salonu.

Na jej twarzy nie było widać niczego niezwykłego. Wyglądała tak, jakby miała tylko zetrzeć kurz albo odłożyć umyte naczynia.

Podeszła do stołu i wzięła duży półmisek z pierogami.

Zaniosła go do kuchni.

Później zabrała roladki z bakłażana.

Po nich przyszła kolej na talerz domowej pieczeni.

Na końcu Jadwiga sięgnęła po kryształowy półmisek na śledzie, ten sam, który kilka minut wcześniej tak gorliwie krytykowano.

Jedno po drugim wszystkie dania znikały ze świątecznego stołu i trafiały na kuchenny blat.

W zapadłej ciszy słychać było nawet jednostajne buczenie lodówki.

Teresa jako pierwsza zrozumiała, co się dzieje.

— Jadziu, czy ty na starość całkiem straciłaś rozum? — zapiszczała, natychmiast zapominając o swoim wcześniejszym wyniosłym tonie. — Co to ma być? Urządzasz jakiś teatr? Siedzimy przy świątecznym stole!

Jadwiga spokojnie popatrzyła na swatkę.

— Sama przed chwilą powiedziałaś, że stół jest biedny. Po co mam częstować szanownych gości jedzeniem, którym gardzą, i narażać ich na cholesterol? Mintaj kojarzy wam się z karmą dla kotów, sałatka jest zalana majonezem, a serwetki za tanie. Nie musicie się więc męczyć. Nikt nie zmusza was tutaj jeść.

Jej spokojny głos zabrzmiał mocniej niż krzyk.

Teresa na kilka sekund zupełnie zaniemówiła.

Michał natomiast zerwał się z kanapy.

Na jego policzkach pojawiły się czerwone plamy.

— Mamo, skończ ten cyrk! Wstyd mi za ciebie przed teściami! Przynieś jedzenie z powrotem. Wszyscy jesteśmy głodni! Zachowujesz się jak histeryczka!

Jadwiga przyjrzała mu się uważnie, jakby po raz pierwszy zobaczyła go z boku.

Stał przed nią dorosły, barczysty mężczyzna w dobrze wyprasowanej koszuli. Koszuli, którą wiele lat wcześniej kupiła mu właśnie ona. Zadbany, syty, pewny siebie. A jednocześnie zupełnie niezdolny do okazania choćby odrobiny szacunku kobiecie, która przez dziesięciolecia oddawała mu wszystko, co miała.

— Wstydzić powinieneś się czegoś zupełnie innego, synku — powiedziała równie spokojnie. — Tego, że siedzisz w moim domu i słuchasz, jak obrażają twoją matkę za jedzenie, które przygotowywała przez dwa dni i kupowała za własne pieniądze. Skoro mój stół tak bardzo kompromituje cię przed rodziną, zabierz żonę, teściów i jedźcie do dobrej restauracji. Do tej, o której Teresa tak marzyła. Tam dostaniecie rukolę, królewskie krewetki, a serwetki będą materiałowe, wyprasowane i wykrochmalone.

Karolina gwałtownie zacisnęła dłonie.

— Wyrzucasz nas? W naszą rocznicę? Przyszliśmy do ciebie z otwartymi sercami! Chcieliśmy po prostu spędzić czas jak rodzina!

Jadwiga podeszła do drzwi wejściowych i otworzyła je na oścież.

— Przyszliście najeść się za darmo, a przy okazji po raz kolejny powiedzieć mi, jaką jestem gospodynią. Od pięciu lat wszystko odbywa się według tego samego scenariusza. Ale dziś to się skończyło. Uroczystość dobiegła końca. Ubierajcie się.

Teresa podniosła się gwałtownie.

Oddychała ciężko z oburzenia, a kolorowa jedwabna apaszka zsunęła się jej na bok.

W przedpokoju nerwowo zaczęła wkładać zamszowe buty.

— Żebym więcej nie postawiła nogi w tym mieszkaniu! — syknęła. — Bezczelna kobieta! Przyszliśmy do niej jak ludzie, a ona teraz wypomina nam kawałek mięsa! Zero wychowania i żadnych manier. Jak byłaś prowincjuszką, tak nią zostałaś! Chodź, Andrzej. Naprawdę nie mamy tu czego szukać!

Andrzej spojrzał na Jadwigę z zakłopotaniem i cicho westchnął. Nie odważył się sprzeciwić żonie. W milczeniu ruszył za nią.

Karolina z demonstracyjnym trzaskiem zamknęła torebkę i wyszła na klatkę schodową, nawet nie odwracając głowy w stronę teściowej.

Przy drzwiach został jeszcze Michał.

Patrzył na matkę z otwartą złością.

— To zostań sobie sama ze swoimi garnkami — rzucił przez zaciśnięte zęby. — Jeszcze sama zadzwonisz i będziesz przepraszać. Ale ja wtedy nie odbiorę. Zrujnowałaś mi całą rocznicę przed ludźmi. Tego ci nie zapomnę.

Jadwiga odpowiedziała bez podnoszenia głosu:

— Jak będziesz wychodził, zamknij za sobą drzwi.

Kiedy syn przekroczył próg, zamknęła mieszkanie i przekręciła klucz.

W cichym przedpokoju suchy trzask zamka zabrzmiał wyjątkowo głośno.

Jadwiga oparła plecy o drzwi i na moment zamknęła oczy.

Była pewna, że za chwilę zaczną trząść się jej ręce, popłyną łzy albo wróci dobrze znane poczucie winy, które pojawiało się po każdym rodzinnym konflikcie.

Nic takiego jednak nie nastąpiło.

Przeciwnie — z każdą chwilą czuła się lżejsza.

Miała wrażenie, jakby wreszcie zrzuciła z ramion ogromny worek mokrego piasku, który przez długie lata dźwigała pod górę, bez końca i bez odpoczynku.

Wróciła do kuchni.

Pod pokrywą na kuchence wciąż stała żeliwna brytfanna. W pomieszczeniu nadal unosił się ciepły zapach pieczonego mięsa, czosnku i przypraw.