„To ma być świąteczny stół?” — teściowa wyśmiała każdy przygotowany przez Barbarę talerz, lecz nie spodziewała się, że gospodyni w jednej chwili zabierze całe jedzenie i wyrzuci ich z domu

— Mogłaś chociaż z okazji rocznicy kupić porządne serwetki, a nie tę tanią papierową tandetę z kosza z przecenami. Wstyd coś takiego kłaść na stole przed gośćmi — Teresa chwyciła dwoma palcami cienką serwetkę i z wyraźnym niesmakiem odrzuciła ją na brzeg lnianego obrusu.

Barbara zastygła przy kredensie, trzymając w dłoniach ciężki kryształowy półmisek na śledzie. W piersi poczuła nieprzyjemne ukłucie, ale nie odpowiedziała. Tylko mocniej zacisnęła palce na zimnym, fasetowanym szkle. Serwetki wybrała poprzedniego dnia, specjalnie na rodzinne świętowanie. Na białym papierze widniały delikatne niebieskie chabry. Przez długi czas przeglądała kolejne opakowania, szukając wzoru, który pasowałby do starej świątecznej zastawy odziedziczonej po matce.

Niewielki salon był ciepły i przytulny. W powietrzu mieszały się intensywne zapachy domowego jedzenia — takie aromaty pojawiają się tylko w mieszkaniu gospodyni, która niemal dwa dni spędza przy kuchence. Pachniało świeżym ciastem, czosnkiem, koperkiem, pieczonym mięsem i ziołami. Barbara zaczęła przygotowania już w czwartek. Po pracy w laboratorium przy przychodni pojechała na targ, kupiła świeżą karkówkę, a wieczorem do późna gotowała galaretę z domowego drobiu. Cierpliwie zbierała z powierzchni wywaru każdą szumowinę i odrobinę tłuszczu, żeby bulion pozostał idealnie klarowny.

Okazja była przecież ważna — Michał i Karolina obchodzili rocznicę ślubu. Dla młodych był to wyjątkowy dzień, a Barbara chciała urządzić im prawdziwy, rodzinny wieczór. Małżonkowie uprzedzili ją wcześniej, że restauracja ani nawet kolacja w kawiarni nie wchodzą teraz w grę. Prawie wszystkie wolne pieniądze pochłaniały raty za niedawno kupiony samochód. Barbara nie robiła więc problemu. Zgodziła się zorganizować uroczystość u siebie i sama zajęła się całym poczęstunkiem.

— Mamo, przecież doskonale wiesz, że Teresa lubi, kiedy wszystko wygląda elegancko — zauważyła Karolina, oglądając swój świeży manicure. Nawet nie próbowała pomóc teściowej przy ustawianiu talerzy. — Mogłaś wyjąć materiałowe serwetki, wykrochmalić je i jakoś ładnie złożyć. W końcu świętujemy rocznicę w domu.

Michał rozparł się na kanapie i z zainteresowaniem przewijał wiadomości w telefonie. Całą postawą pokazywał, że nakrywanie do stołu zupełnie go nie dotyczy. Mąż Teresy, postawny i na ogół małomówny Andrzej, siedział nieco dalej. Z niezwykłą uwagą przyglądał się paproci stojącej na parapecie, jakby liczył, że liście zasłonią go przed wszystkimi. Znał charakter swojej żony aż nazbyt dobrze.

— Obrus jest czysty, świąteczna zastawa stoi na stole, wszystko jest przygotowane — odparła spokojnie Barbara, ustawiając kryształowy półmisek obok dużej salaterki. — Usiądźmy już, zanim przystawki obeschną.

Teresa ciężko opadła na miękkie krzesło, poprawiła jaskrawą jedwabną apaszkę na szerokich ramionach i powoli zlustrowała stół niczym surowa kontrolerka. W jej oczach znów pojawiła się dobrze znana wyższość. Przez dwadzieścia lat pracowała jako kierowniczka działu zaopatrzenia w dużej hurtowni i przy każdej okazji wspominała dawne znajomości, jakby same w sobie świadczyły o jej wysokiej pozycji.

— Basiu, przecież to wszystko wygląda jak z ubiegłego wieku — westchnęła teatralnie i trąciła widelcem miskę sałatki jarzynowej. — Znowu ogromna porcja majonezowej sałatki. Kto dziś podaje coś takiego na rocznicę? Współcześni ludzie robią lekkie rzeczy: rukola, krewetki, awokado, dobry dressing. A tutaj sam cholesterol. Potem przez całą noc żołądek będzie pamiętał tę uroczystość.

Barbara ostrożnie usiadła na brzegu krzesła przy wejściu do kuchni. Po całym dniu spędzonym na nogach bolały ją stopy i kolana.

— Michał uwielbia tę sałatkę od dziecka. Zrobiłam ją specjalnie dla niego. Ogórki są z mojej beczki, kurczak domowy, a nie jakaś najtańsza wędlina.

Teresa skrzywiła mocno umalowane usta i odsunęła talerz.

— Co za różnica, czy kurczak jest domowy, skoro wszystko pływa w tanim majonezie? Mogłaś zapytać młodych, co teraz podaje się na przyjęciach. A to co? Galareta? W maju? Basiu, to już naprawdę brak gustu. Galaretę robi się zimą — na Boże Narodzenie albo, nie daj Boże, na stypę.

Karolina zacisnęła usta i przytaknęła matce.

Michał tylko mruknął coś pod nosem, nie odrywając wzroku od ekranu.

Barbara spojrzała na syna i przypomniała sobie, jak dokładnie tydzień wcześniej wpadł do niej po pracy. Był zmęczony, zmięty i szary na twarzy. Mówił, że nie zostały mu już prawie żadne pieniądze. Po ostatniej racie kredytu ledwo starczało mu na paliwo. Potem poprosił, żeby na rocznicę przygotowała „coś normalnego, domowego, jak dawniej”, bo od gotowych dań ze sklepu i jedzenia w biegu bolały go już żołądek oraz wątroba.

Barbara naprawdę się postarała.

Wstała dziś o szóstej rano. Zrobiła drożdżowe ciasto na pierogi z jajkiem i szczypiorkiem, przygotowała roladki z bakłażana z orzechami włoskimi, zamarynowała rybę i zapiekła ją pod złocistą warstwą sera.

W tej rodzinie pomoc Barbary od dawna nie była traktowana jak dowód miłości. Uznawano ją za coś oczywistego.