„To miał być mój idealny dom, a dostałem jedynie okrojony pakiet” — powiedział mąż, nie podejrzewając, że właśnie tymi słowami przekreśli swoje małżeństwo

Łyżeczka cicho uderzyła o porcelanową filiżankę.

W kuchni pachniało kawą, świeżym pieczywem i roztopionym masłem. Za oknem dopiero szarzało, a Katarzyna zdążyła już przygotować śniadanie, wstawić pranie i zapakować Michałowi lunch do pracy.

Siedział naprzeciwko niej, przewijał coś w telefonie i jadł z miną człowieka, który właśnie ocenia danie w eleganckiej restauracji.

— Znowu omlet? — odezwał się w końcu.

Katarzyna podniosła wzrok.

— Co z nim nie tak?

— Nic. Po prostu ciągle to samo.

— Wczoraj była owsianka.

— Nie mówię o wczoraj. W ogóle tak jest.

Odłożył telefon i, jakby musiał wyjaśnić jej rzecz zupełnie oczywistą, dodał:

— Żona Piotra codziennie rano robi coś innego. Raz racuchy, raz tosty z awokado, czasem jakieś koktajle.

Katarzyna uśmiechnęła się krzywo.

— Michał, przecież ty nie cierpisz awokado.

— Nie chodzi o awokado.

— To o co?

— O podejście.

Powiedział to spokojnie, niemal obojętnie, po czym ponownie wpatrzył się w ekran.

Katarzyna poczuła znajome, nieprzyjemne ukłucie.

„O podejście”.

W ostatnim czasie Michał coraz częściej używał takich właśnie określeń.

Nie oskarżał jej wprost.

Nie podnosił głosu.

Rzucał tylko uwagi, przez które powoli zaczynała czuć się tak, jakby codziennie zdawała jakiś egzamin i za każdym razem dostawała ocenę dostateczną z minusem.

Zupa mogłaby być „trochę gęstsza”.

Ręczniki można by „składać porządniej”.

Jej włosy „kiedyś wyglądały zdrowiej”.

A śmiech był „za głośny, zwłaszcza przy ludziach”.

Początkowo Katarzyna tłumaczyła to jego nowym stanowiskiem.

Pół roku wcześniej Michał został kierownikiem niewielkiego zespołu. Zaczął zostawać dłużej w pracy, mówił o wynikach, wydajności i standardach.

Ona nawet była z niego dumna.

Dlatego kiedy jego zawodowy sposób mówienia powoli przeniósł się do domu, udawała, że tego nie widzi.

„Jest zmęczony”.

„Ma teraz więcej odpowiedzialności”.

„To mu przejdzie”.

Ale nie przechodziło.

Wręcz przeciwnie.

Katarzynka miała wrażenie, że skoro Michał otrzymał prawo oceniania pracowników, uznał, iż w domu również mieszka ktoś, kogo trzeba bez przerwy ulepszać.

Dopiła kawę i wstała.

— Pojedziemy dziś wieczorem do mojej mamy?

Michał skrzywił się.

— Znowu?

— Byliśmy u niej trzy tygodnie temu.

— Właśnie. Niedawno.

— Zaprosiła nas na kolację.

— Ty jedź. Ja odpocznę.

— Dobrze.

Katarzyna już miała wyjść z kuchni, kiedy usłyszała:

— I wyprasuj mi, proszę, niebieską koszulę. Ostatnim razem źle rozprostowałaś kołnierzyk.

Zatrzymała się.

Odwróciła.

Michał nawet na nią nie patrzył.

— Wyprasuj sobie sam.

Dopiero wtedy podniósł głowę.

— Słucham?

— Żelazko jest w szafce.

Na jego twarzy pojawiło się szczere zdumienie.

— Kaśka, naprawdę tak trudno zrobić ci tę jedną rzecz?

— Nie. Dlatego tobie też nie będzie trudno.

Przez kilka sekund patrzyli na siebie w milczeniu.

W końcu Michał prychnął.

— No proszę. Zaczyna się.

Katarzyna nic nie odpowiedziała.

Ale właśnie wtedy po raz pierwszy pomyślała:

„A może to zaczęło się już dawno? Tylko ja nie chciałam tego zauważyć”.

W sobotę obudziła się późno.

Dochodziła jedenasta.

Michał siedział w salonie z laptopem. Katarzyna założyła starą szarą koszulkę, którą uwielbiała jeszcze od czasów studiów.

Była miękka, luźna i lekko sprana.

Przetrwała kilka przeprowadzek, remont mieszkania, urlop nad Bałtykiem i setki leniwych niedziel.

Michał uniósł oczy.

Zatrzymał na niej wzrok.

— Ty tak na poważnie?

— Co?

— Znowu ta szmata?

Katarzyna spojrzała na koszulkę.

— Co ci w niej przeszkadza?

— Kaśka, przecież jesteś kobietą.

— Dziękuję za przypomnienie.

— Mówię serio. Można chociaż w domu wyglądać jak człowiek?

— Jest mi wygodnie.

Michał przewrócił oczami.

— To twoje wieczne „jest mi wygodnie”…

— A w domu powinno być niewygodnie?

Zatrzasnął laptopa.

— Dlaczego wszystko przekręcasz?

— Zadałam tylko pytanie.

— Wracam po pracy i chciałbym widzieć obok siebie kobietę, która choć trochę o siebie dba.

Katarzyna milczała.

Michał najwyraźniej uznał, że jego argumenty do niej nie docierają, więc mówił dalej:

— Spójrz na siebie. Włosy związane byle jak. Ta koszulka… wygląda, jakbyś wyciągnęła ją ze śmietnika.

Coś w środku Katarzyny cicho pękło.

Tym razem ostatecznie.

— Ze śmietnika? — powtórzyła.

Michał machnął ręką z irytacją.

— Nie czepiaj się pojedynczych słów.

— Nie, zaczekaj. Chcę dobrze zrozumieć. Powiedziałeś właśnie, że chodzę po domu w ubraniu wyjętym ze śmietnika?

— Powiedziałem, że ta koszulka wygląda fatalnie.

— I że nieprzyjemnie ci na mnie patrzeć?

— Katarzyna…

— Odpowiedz.

Ciężko westchnął.

— Czasem mogłabyś się trochę postarać dla własnego męża.

Powoli skinęła głową.

— Rozumiem.

I poszła do sypialni.

Michał chyba uznał, że wygrał. Po dziesięciu minutach znów otworzył laptop i całkowicie zapomniał o rozmowie.

Katarzyna nie potrafiła o niej zapomnieć.

Przez cały dzień towarzyszyło jej dziwne poczucie, jakby nagle zobaczyła własne mieszkanie cudzymi oczami.

Patrzyła na lokal, który odziedziczyła po babci i niemal od początku do końca wyremontowała własnymi rękami. Nagle przypominała sobie wszystkie rzeczy, które według Michała robiła „nie tak”.