— Dlaczego siedzisz po ciemku? — zapytał zaskoczony.
Anna podniosła wzrok.
— Dałeś Zosi klucze do naszego mieszkania?
Piotr zatrzymał się w miejscu. Jego twarz powiedziała wszystko.
— Piotrek?
— Aniu…
— To proste pytanie.
Mężczyzna odwiesił kurtkę.
— Dorobiłem jej jeden klucz.
— Kiedy?
— Mniej więcej miesiąc temu.
Anna przez chwilę milczała.
— Cały miesiąc?
— Poprosiła mnie.
— A ty się zgodziłeś?
— Tak na wszelki wypadek.
— Na jaki wypadek?
Piotr usiadł naprzeciwko niej.
— Różnie bywa. Może trzeba będzie podlać kwiaty, gdy gdzieś wyjedziemy.
Anna patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Piotrek, my nie mamy żadnych kwiatów.
Odwrócił wzrok.
— Zosi czasem wygodnie zajrzeć do nas w ciągu dnia.
— Zajrzeć gdzie?
— Do mieszkania.
— Podczas gdy nas nie ma?
W głosie Piotra pojawiło się rozdrażnienie.
— Aniu, nie rób z tego dramatu.
— Nie robię dramatu. Próbuję zrozumieć, dlaczego osoba, która tutaj nie mieszka, ma klucz do mojego mieszkania.
— Do naszego mieszkania.
— Masz rację. Do naszego. Tego, w którym mieszkamy my.
— Ale ona jest moją siostrą.
Anna powoli pokiwała głową.
— A ja jestem twoją żoną.
Piotr nie odpowiedział.
— Przyszło ci chociaż do głowy, żeby wcześniej ze mną o tym porozmawiać? — zapytała ciszej.
— Wiedziałem, że się nie zgodzisz.
Anna uśmiechnęła się smutno.
— Więc postanowiłeś mnie pominąć?
Piotr milczał.
Tamtej nocy spali w osobnych pokojach. Następnego ranka Anna wezwała ślusarza. Wymiana zamka zajęła niecałe pół godziny. Piotr obserwował pracę mężczyzny z przedpokoju.
— Naprawdę to robisz?
— Jak widzisz.
— Zosia będzie zła.
Anna odwróciła się do niego.
— Piotrek, przez prawie rok dobierałam słowa, żeby nie zranić uczuć twojej siostry. Powiedz mi, kto w tym czasie choć raz pomyślał o moich?
Piotr nie potrafił odpowiedzieć.
Anna wzięła nowe klucze. Jeden schowała do torebki, a drugi podała mężowi.
— Proszę.
— A klucz dla Zosi?
— Nie będzie go.
Nie minęły dwie godziny, gdy rozległ się dzwonek. Za drzwiami stała zdenerwowana Zosia.
— Co się stało z zamkiem?
Anna spojrzała jej prosto w oczy.
— Nic. Po prostu wymieniłam go na nowy.
Przez chwilę Zosia milczała.
— Po co?
— Bo to nasze mieszkanie.
— Piotrek sam dał mi klucz.
— Wiem.
— To dlaczego go wymieniłaś?
— Ponieważ nie powinien przekazywać nikomu kluczy do naszego domu bez uzgodnienia tego ze mną.
Zosia nerwowo się roześmiała.
— Po co robić z tego taką aferę? Przecież nie jestem obca.
— Nie jesteś obca. Ale to nie znaczy, że jesteś właścicielką tego mieszkania.
Twarz Zosi natychmiast się zmieniła.
— Tak bardzo ci żal?
— Nie rozmawiamy teraz o jedzeniu.
— To o czym?
Anna patrzyła na stojącą przed nią młodą kobietę. I nagle uświadomiła sobie, że nie czuje już gniewu. Zostało tylko zmęczenie.
— Zosiu, masz dwadzieścia pięć lat. Nie jesteś dzieckiem.
— I co z tego?
— Czas zacząć samodzielnie układać sobie życie.
— Właśnie to robię.
— Nie. Cały czas liczysz na brata. Kończą ci się pieniądze — Piotr pomaga. Lodówka jest pusta — nasza stoi otworem. Nie chcesz podjąć kolejnej pracy — zawsze znajduje się powód, dla którego ta konkretna posada była nieodpowiednia.
— Niczego nie rozumiesz! — wybuchła Zosia. — Nie każdemu odpowiada taki tryb życia jak tobie! Praca, mieszkanie, mieszkanie, praca!
Anna przytaknęła.
— Rzeczywiście dużo pracuję.
— No właśnie.
— Dlatego potrzebuję w domu własnej przestrzeni. Takiej, w której nikt bez pytania nie otwiera szafek i nie zabiera jedzenia.
Zosia odwróciła się do brata.
— Piotrek, słyszysz, co ona mówi?
Stał z boku. W podobnych sytuacjach zawsze próbował łagodzić napięcie. Bronił siostry, prosił Annę o wyrozumiałość i przekonywał ją, że powinna zachować spokój.
Tym razem milczał długo.
W końcu powiedział:
— Słyszę.
— I co masz zamiar z tym zrobić?
Piotr przetarł dłonią twarz.
— Anna ma rację.
Zosia cofnęła się o krok.
— Co takiego?
— Nie powinienem był dawać ci klucza.
— Ale sam powiedziałeś, że mogę go mieć…
— Wiem.
Piotr ciężko westchnął.
— Zosiu, chciałem ci pomóc. Tylko chyba posunąłem się za daleko.
— To ona nastawiła cię przeciwko mnie?
— Nikt mnie przeciwko tobie nie nastawiał.
Piotr mówił spokojnie.
— Po prostu zacząłem się nad tym zastanawiać. Gdy miałaś dziewiętnaście lat, pomagałem ci. W wieku dwudziestu jeden lat również. Potem skończyłaś dwadzieścia trzy lata, a teraz masz dwadzieścia pięć. I nic się nie zmieniło.
Oczy Zosi wypełniły się łzami.
— Czyli już nie mogę tu przychodzić?
Anna pokręciła głową.
— Dlaczego nie?
— To czego ode mnie chcecie?
— Chcemy, żebyś zaczęła być samodzielna.
Zosia otarła policzki.
— Wam łatwo tak mówić.
— Wcale nie łatwo — odpowiedziała Anna. — Kiedy byłam w twoim wieku, też nie wiedziałam, jak potoczy się moje życie. Ale podejmowałam każdą uczciwą pracę, którą mogłam dostać. Trzeba było za coś opłacić mieszkanie i kupić jedzenie.
Zosia nie odezwała się.
— Cieszymy się, kiedy nas odwiedzasz — ciągnęła Anna. — Tylko uprzedź wcześniej. Zapytaj, czy nam pasuje. Możemy razem zjeść kolację albo wypić herbatę. Nie chcę się z tobą kłócić.
— Ale klucza mi nie dacie?
— Nie.
