— Pani ręczniki zostawiliśmy w łazience. Niczego nie zabraliśmy. Proszę sprawdzić.
— Sprawdzę.
— I jeszcze… Naprawdę nie chciałam wchodzić do pani domu.
Marta skinęła głową.
— Wierzę.
Agnieszka jakby spodziewała się innej odpowiedzi, ale nie zaczęła się spierać. Wyszła i ostrożnie zamknęła drzwi.
W mieszkaniu zostali tylko Marta i Piotr.
Od razu się zmienił. Przy obcych był arogancki, pewny siebie. Teraz ramiona mu opadły, ale zamiast skruchy na twarzy pojawiło się rozdrażnienie.
— Niezły teatr urządziłaś.
Marta powoli obeszła przedpokój, sprawdziła szafę, zajrzała do łazienki, kuchni i sypialni.
— Kiedy dorobiłeś klucze?
Piotr wzruszył ramionami.
— Dawno. Jeszcze jak mieszkaliśmy razem.
— Po rozwodzie prosiłam, żebyś oddał wszystkie komplety.
— Zapomniałem.
— Nie, Piotr. Zostawiłeś je celowo.
Milczał.
— Po co?
— Różnie bywa. Gdyby coś było potrzebne.
— Potrzebne było wynajęcie mojego mieszkania rodzinie.
— Nie wynajęcie, tylko tymczasowe wpuszczenie.
— Za pieniądze.
Rozzłościł się.
— A co, mam wszystkim pomagać za darmo? Sami zaproponowali, że się odwdzięczą.
Marta popatrzyła na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy.
Kiedyś przeżyła z tym człowiekiem prawie osiem lat. Wiedziała, jak pije kawę, gdzie zwykle zostawia pilota, jak się złości, kiedy przegrywa w szachy w telefonie. Ale teraz stał przed nią nie były mąż, tylko obcy mężczyzna, który naprawdę nie rozumiał, dlaczego nie wolno rozporządzać czymś, co do niego nie należy.
— Byłeś pewien, że się nie dowiem.
Piotr prychnął.
— Nie miałaś wracać.
— Właśnie.
Zrozumiał, że powiedział za dużo.
Marta wzięła torebkę.
— Jedziemy.
— Dokąd?
— Po pozostałe klucze.
— Powiedziałem, że więcej nie ma.
Marta wyjęła telefon.
— To czekamy tutaj na policję.
Piotr zaklął pod nosem.
— Dobra. Jeden komplet mam w domu. Na wszelki wypadek.
— Właśnie po niego pojedziemy.
Do mieszkania Piotra jechali w milczeniu.
Marta siedziała za kierownicą, Piotr obok, na fotelu pasażera. Kilka razy zaczynał mówić, ale za każdym razem urywał.
Pod blokiem mruknął:
— Ty w ogóle rozumiesz, że ja nie zrobiłem tego ze złości?
Marta wyłączyła silnik.
— Nie ma dla mnie znaczenia, czy to było ze złości, czy z głupoty. Skutek jest ten sam.
Piotr zerknął na nią z ukosa.
— Kiedyś byłaś inna.
— Kiedyś myślałam, że wystarczy człowiekowi normalnie wyjaśnić, a zrozumie.
— A teraz?
— Teraz patrzę na czyny.
Wysiadł z samochodu pierwszy.
W jego mieszkaniu panował bałagan. W korytarzu walały się reklamówki, na krześle wisiała kurtka, na podłodze stała skrzynka z narzędziami.
Piotr sięgnął do górnej szuflady komody i wyjął pęk z małym brelokiem w kształcie niebieskiej rybki.
Marta rozpoznała ten brelok. Kupiła go nad morzem jeszcze w czasie małżeństwa.
— Masz.
Zabrała klucze.
— Jeszcze?
— Nie.
— Sprawdź.
Piotr z irytacją otworzył inną szufladę, potem kuchenną półkę, a na końcu skrzynkę z narzędziami.
W skrzynce znalazł się jeszcze jeden klucz.
Marta podniosła go dwoma palcami.
— A to co?
Piotr odwrócił wzrok.
— Zapasowy.
— Trzeci komplet?
— Daj już spokój!
Marta wrzuciła klucz do torebki.
— Ja niczego nie zapominam. Po prostu wcześniej nie wszystko mówiłam na głos.
Po powrocie do domu Marta od razu zadzwoniła po ślusarza.
Przyjechał wieczorem.
Kiedy wymieniał zamki, sąsiadka z piątego piętra, pani Jadwiga, wyszła wynieść śmieci i zatrzymała się przy drzwiach.
— Pani Marto? Widzę, że dziś jakiś przeprowadzkowy dzień u pani był. Jeszcze pomyślałam: dziwne, przecież pani sama mieszka.
Marta uśmiechnęła się ze zmęczeniem.
— To nie przeprowadzka. Pomyłka byłego męża.
Sąsiadka od razu się ożywiła.
— To on wczoraj tych ludzi przyprowadził? Jeszcze zapytałam, czy na długo. A on powiedział, że pani się zgodziła.
Marta odwróciła się do niej.
— Tak powiedział?
— Oczywiście. Przecież ja go pamiętam, mieszkał tu kiedyś. Pomyślałam więc: skoro były mąż, to pewnie wszystko uzgodnione.
W tej chwili ślusarz wyjął stary zamek.
Marta spojrzała na metalowy mechanizm w jego rękach i nagle poczuła ulgę. Nie radość, nie zwycięstwo, tylko właśnie ulgę: drzwi wreszcie przestaną być przejściem dla człowieka, który dawno powinien zostać w przeszłości.
— Teraz na pewno nie jest uzgodnione — powiedziała.
Pani Jadwiga pokręciła głową.
— Tak to właśnie bywa. Swojego nie ma, to cudzym się rozporządza.
Marta nic nie odpowiedziała.
Następnego dnia Piotr znów zadzwonił.
Marta nie odebrała.
Napisał wiadomość:
„Marta, nie róbmy skandalu. Poniosło mnie. Nie musisz nikomu opowiadać”.
Przeczytała i odłożyła telefon.
Godzinę później przyszła druga:
„Tomasz teraz wydzwania do wszystkich. Robi ze mnie oszusta”.
Marta odpowiedziała dopiero wtedy:
„Sam dałeś mu powód”.
Piotr niemal natychmiast oddzwonił. Tym razem odebrała.
— Naprawdę postanowiłaś mnie pogrążyć? — zaczął bez powitania.
— Na razie nic nie zrobiłam.
— Ale możesz?
— Mogę.
Umilkł.
— Marta, no przecież rozumiesz, że dodatkowe problemy są mi teraz niepotrzebne.
— A mnie obcy ludzie w sypialni bardzo się przydali?
— Przeprosiłbym, gdybyś umiała normalnie rozmawiać.
