„Wynoś się z mieszkania, wychodzę za mąż i od teraz będziemy tu mieszkać!” — oznajmiła pasierbica, nie wiedząc, że tym jednym zdaniem zniszczy wszystko

„Wynoś się z mieszkania, wychodzę za mąż i od teraz będziemy tu mieszkać!” — powiedziała lodowato pasierbica.

Katarzyna oderwała wzrok od raportów i skinęła głową:

— Dziękuję, Małgosiu. Zaraz to przygotuję.

Odłożyła dokumenty i poszła do działu kadr, po drodze myśląc o urlopie. Marzyło jej się morze, ciepły wiatr i kilka dni bez telefonów, ale mąż, Piotr, uparcie powtarzał: „Po co przepłacać? Na działce najlepiej się odpoczywa”. Katarzyna nie kłóciła się. Przez osiem lat małżeństwa nauczyła się wybierać chwile, w których lepiej milczeć.

Kiedy wróciła do biurka, zobaczyła kilka nieodebranych połączeń od męża. To było dziwne. Piotr prawie nigdy nie dzwonił do niej w pracy. Oddzwoniła.

— Kasiu, mogłabyś wrócić dziś wcześniej? — w jego głosie brzmiało napięcie.

— Coś się stało?

— Klaudia przyjechała. Mówi, że musimy porozmawiać.

Klaudia była córką Piotra z pierwszego małżeństwa. Miała dwadzieścia sześć lat, mieszkała w Gdańsku i pojawiała się rzadko. Najczęściej wtedy, gdy potrzebowała pieniędzy.

— Dobrze. Postaram się być przed szóstą.

Poprosiła o wcześniejsze wyjście i pojechała do domu. Trzypokojowe mieszkanie na warszawskim Ursynowie odziedziczyła po rodzicach. Gdy wychodziła za Piotra, nawet przez myśl nie przeszła jej intercyza. Kochała, więc ufała.

Gdy otworzyła drzwi, usłyszała z salonu ożywione głosy. Klaudia coś z zapałem tłumaczyła, a Piotr przytakiwał jej cicho. Katarzyna weszła do pokoju.

Na kanapie siedziała Klaudia w eleganckiej sukience, a obok niej młody mężczyzna w drogim garniturze. Na stole stał szampan.

— No wreszcie — Klaudia zmierzyła ją chłodnym, oceniającym spojrzeniem. — Poznaj, to Michał. Mój narzeczony.

Katarzyna grzecznie podała mu rękę.

— Usiądź — Piotr wskazał fotel. — Klaudia chce omówić coś ważnego.

Katarzyna usiadła, czując, że za tym spokojem kryje się coś złego.

— Wynoś się z mieszkania, wychodzę za mąż i od teraz będziemy tu mieszkać — rzuciła Klaudia.

Katarzyna zamarła.

— Co?

— Słyszałaś. Potrzebujemy tego mieszkania.

— Klaudio, przecież to mieszkanie Kasi — wymamrotał niepewnie Piotr.

— Tato, jesteś tu zameldowany od ośmiu lat. Zgodnie z prawem masz prawo do części. A ja jestem twoją córką i spadkobierczynią.

Katarzyna poczuła, jak krew uderza jej do skroni.

— Piotrze, co to ma znaczyć?

Mąż odwracał wzrok i nerwowo ugniatał w dłoniach serwetkę.

— Kasiu, no… Klaudia ma trochę racji. Może spokojnie to omówimy?

— Omówimy co?! — Katarzyna poderwała się z miejsca. — To jest moje mieszkanie!

— Ale tata też ma prawa — Klaudia wyjęła z torebki jakieś papiery. — Konsultowałam się z prawnikiem. Meldunek, wspólne gospodarstwo, wieloletnie zamieszkiwanie… sąd może przyznać mu połowę.

— Czy ty siebie słyszysz? — Katarzyna odwróciła się do męża. — Piotrze, powiedz coś!

— Kasiu, nie róbmy awantury. Klaudia jest młoda, potrzebuje miejsca na start. A my jakoś sobie poradzimy…

— Jakoś?! — Nie wierzyła własnym uszom. Osiem lat razem, a on był gotów pozwolić, by wyrzucono ją z jej własnego domu.

— Panie Piotrze, to naprawdę rozsądne — wtrącił Michał. — Młode małżeństwo potrzebuje przestrzeni.

— A pan kim jest, żeby decydować o moim życiu?!

— Przyszłym zięciem.

— Dla mnie nie jesteś żadnym zięciem.

— Katarzyno, nie bądź opryskliwa — obruszyła się Klaudia. — Michał pochodzi z porządnej rodziny. Jego ojciec ma sieć restauracji.

— To niech wam kupi mieszkanie.

— Po co, skoro można wziąć to? — Klaudia wzruszyła ramionami. — Tato, przecież chcesz, żebym była szczęśliwa, prawda?

— Oczywiście, córeczko.

— Więc ją przekonaj. To przecież także twoje mieszkanie.

Katarzyna sięgnęła po telefon.

— Co robisz? — Piotr spojrzał na nią z niepokojem.

— Dzwonię do prawnika. A wam radzę wyjść.

— Kasiu, nie trzeba… — wyciągnął do niej rękę, ale odsunęła się natychmiast.

— Dzień dobry, mecenasie Nowak. Potrzebuję pilnej konsultacji. Jutro o dziesiątej? Dziękuję.

Rozłączyła się.

— Dziękuję wszystkim. Koniec spotkania. Muszę pomyśleć.

— To też mój dom — zaczął Piotr.

— Nie. To mój dom. Ty jesteś tutaj tylko zameldowany.

— Tata ma prawo tu przebywać — Klaudia wstała. — A ja jestem jego gościem.

— W takim razie zadzwonię po policję.

— Jak śmiesz?! — twarz Klaudii poczerwieniała. — Tato, ty na to pozwolisz?

Piotr krążył wzrokiem między nimi, jakby szukał ucieczki.

— Kasiu, no co ty…

— Dość. Idę do przyjaciółki. Kiedy wrócę, ma was tu nie być.

Wyszła, drżąc z wściekłości. Osiem lat. Osiem lat zaufania i właśnie do tego wszystko się sprowadziło.

Jej przyjaciółka Ewa mieszkała niedaleko. Gdy zobaczyła Katarzynę w drzwiach, od razu zrozumiała, że stało się coś poważnego.

— Wchodź. Opowiadaj.

Przy herbacie Katarzyna wyrzuciła z siebie całą historię. Ewa tylko kręciła głową.

— Mówiłam ci o intercyzie. Ale ty zawsze: „miłość, zaufanie”.

— Nie teraz, Ewka.

— Dobrze. Co zamierzasz?

— Jutro idę do prawnika.

— A Piotr?

Katarzyna zamilkła. Czy można dalej żyć z człowiekiem, który w najważniejszej chwili stanął po stronie zdrady?

— Rozwód.

Telefon zadzwonił. Piotr. Odrzuciła połączenie.